0 obserwujących
49 notek
33k odsłony
  477   0

Historie Ołesia Buzyny: niebohaterska "bandera"


Po przeczytaniu tej informacji stwierdziłem, że moja prognoza, ogłoszona rok temu na kanale ORT w programie Maksyma Szewczenki, "Osądźcie sami", ​​poświęconym zakończeniu wyborów prezydenckich na Ukrainie, okazała się prawidłowa. Powiedziałem wówczas, że Wiktor Janukowycz nie spełni swojej obietnicy z kampanii wyborczej - uchylenia dekretu Juszczenki osobiście - lecz że doprowadzi do tego na drodze sądowej. I chociaż później Wiktor Janukowycz ponownie zapewniał na konferencji prasowej w Moskwie, że anuluje juszczenkowski dekret w Dniu Zwycięstwa, mimo wszystko to ja miałem rację a nie on. Czasami nawet myślę, że w niektórych sprawach znam Wiktora Janukowycza lepiej niż sam Wiktor Janukowycz. Przynajmniej w tych dotyczących ideologii.


 W publicznym wystąpieniu pan Janukowycz naprawdę bardzo pragnie powiedzieć coś miłego swoim ukraińskim wyborcom lub przyjaciołom za granicą. Ale w praktyce stara się kierować tym, co sprytnie nazywa polityczną koniecznością. W przeciwieństwie do Juszczenki, obecny prezydent woli nie gasić wszystkich pożarów osobiście (pamiętacie, jak Wiktor Andrzejewicz rzucał się na płonący las z łopatą?), lecz powierzyć sprawy specjalnie wyszkolonym towarzyszom. To jest zasadnicza różnica między starą a nową władzą Ukrainy. Dlatego, przy wszystkich wadach i brakach, Janukowycz ma drużynę z prawdziwego zdarzenia, podczas gdy Juszczenko miał tylko zbieraninę wolnych atamanów, nazywających siebie "kochanymi przyjaciółmi" i "polowymi dowódcami Majdanu". Podobnie jak wszyscy komendanci polowi, oni rozumieli grę zespołową w stylu "Łabędź, Rak i Szczupak", co doprowadziło pasażera, jadącego z takim zaprzęgiem, z ulicy Bankowej do wsi Wielkie Niezdary - i to już na zawsze.

Rozumiem tych krytyków Janukowycza, którzy twierdzą, że obietnic wyborczych należy dotrzymywać. Lubię, gdy chłopak powiedział - chłopak zrobił . Ale prezydent - nie jest to "chłopak". A zasady etyki ulicy nie stosują się do niego. Według nich można zostać pierwszą osobą we wsi, ale nie skutecznym politycznym menadżerem, którym powinien być prezydent państwa.
 Wyobraźcie sobie, że  Janukowycza uchylił dekret Juszczenki, nie czekając na decyzję sądu. Wiktor Fedorowicz nie jest dziedzicznym monarchą i nie jest dyktatorem. Prędzej czy później zastąpi go inny prezydent. Nikt nie może  wykluczyć, że ​​osobą tą nie będzie udoskonalona hybryda Wiktora Juszczenki, powiedzmy, ktoś taki jak Oleg Tiahnybok, tylko bardziej "radykalny". Możliwe jest również, że "banderomania" będzie tajnym hobby tego hipotetycznego działacza, które on dotychczas skutecznie ukrywał się przed społeczeństwem i lekarzami. Juszczenko stojący na Majdanie też nie miał na czole napisane wielkimi literami, że podoba mu się terrorysta, apologeta totalitaryzmu, natchnienie czystek etnicznych Polaków i rzezi w szeregach własnej OUN - Stepan Bandera.


I ten oto piąty prezydent bierze i anuluje dekret Janukowycza w sprawie zniesienia dekretu Juszczenki! Bandera - znowu "bohaterem". Szósty prezydent będzie musiał zaczynać wszystko od nowa. Śmiesznie? Ale tak by było. Albo coś w tym rodzaju.
 Janukowycz postąpił trochę inaczej. Na zewnątrz nie wygląda to efektownie. Ale jest skuteczne. Jak wiadomo, oprócz władzy wykonawczej i ustawodawczej, na Ukrainie, jako państwie demokratycznym, istnieje także niezależna władza - sądownictwo. Nie będziemy dyskutować, na ile ona faktycznie jest "niezależna". Ale jej decyzje są obowiązujące także dla  dwóch pozostałych władz, w tym i dla głowy państwa. To dzięki zaskakującej decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie trzeciej tury wyborów w odpowiednim czasie otworzyły się drzwi do Kancelarii Prezydenta dla samego Wiktora Juszczenki. To potężna władza. Nie wolno jej nie doceniać.


Mam nadzieję, że nikt nie będzie wątpił, że tenże Władymir Olencewicz - skromny doniecki adwokat - za rządów prezydenta Juszczenki nie miał żadnych szans, aby za pośrednictwem Sądu anulować dekret przyznający Banderze tytuł "Bohatera Ukrainy". Od 2007 roku trwa proces sądowy na podstawie analogicznego pozwu, związanego z przyznaniem tego samego tytułu, dla byłego oficera hitlerowskich sił zbrojnych Romana Szuchewycza. Do tej pory się procesuje ! Chociaż podejrzewam, że po 2010 r. - z wielką nadzieją na sukces.
Zasługa Janukowycza jest przynajmniej taka, że nie przeszkadzał takim jak Olencewicz. A przecież możliwości utrudniania ma nie mniejsze niż Juszczenko. Jednak nie skorzystał z nich. To mało? Być może. Ale dobre i to. Bądźmy realistami. Żadna władza nie pójdzie na ustępstwa narodowi, jeśli naród nie będzie domagał się spełnienia złożonych mu obietnic.


W "sprawie Bandery" od strony narodu wyraźnie odczuwało się presję. Faktycznie, Janukowycz został prezydentem tylko z powodu wsparcia tych, którzy uparcie nie dostrzegali w Banderze "bohatera", pomimo lokajskiej kampanii propagandowej prowadzonej przez "lobby pomarańczowe" na jednym z głównych kanałów telewizyjnych, gdy krwawego maniaka z OUN kilka lat temu przepychano do miana "wielkiego Ukraińca". Z powodu oddolnego nacisku zaczęły się zmiany na samym szczycie, zakończone obwieszczeniem o uchyleniu dekretu prezydenta Juszczenki na stronie internetowej prezydenta.

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale