17 obserwujących
166 notek
155k odsłon
  155   2

Belarus – intourist i pożyteczni idioci

Uchodźcy
Uchodźcy

Trwający od paru tygodni „kryzys uchodźczy” w części  białoruskiej jest stosunkowo dobrze naświetlony przez różnorakie źródła, medialne i coraz częściej w formie kontrolowanych przecieków, wywiadowcze. Uwolnione od nadmiernego przeciążenia lotami europejskimi po porwaniu samolotu Ryanair, Białoruskie linie lotnicze wykorzystują swój potencjał w rejsach do nielicznych krajów Bliskiego Wschodu, których lotniska są jeszcze dla nich otwarte. Ich biura, będące pod pełną kontrolą służb specjalnych, prowadzą systematycznie akcję marketingową promującą turystykę swojego kraju. W formie wycieczek w jedną stronę, których celem ostatecznym są państwa Unii Europejskiej. Niekoniecznie chodzi tu o podziwianie europejskiego krajobrazu i zabytków. Dobrze poinformowane źródła twierdzą, że aktualnie w Mińsku i jego okolicach przebywa w hotelach i ośrodkach wypoczynkowych 5 – 8 tys. egzotycznych przybyszy. Nie jest to przyjemność tania, koszt wycieczki na przykładowej trasie Bagdad – Usnarz Górny wynosi ponoć od 9 do 15 tysięcy USD. Po drodze jest oczywiście lotnisko z białoruską kontrolą graniczną oraz, przy granicy z Polską, Litwą i Łotwą nieznana nam już, komunistyczna instytucja mocno pilnowanej „strefy nadgranicznej”, na przebywanie w której potrzebne jest osobie z zewnątrz specjalne zezwolenie. Przekrój geograficzny turystów możemy ocenić na podstawie 2,5 tys. aktualnych lokatorów obozów dla osób, które nielegalnie przekroczyły granicę Litwy. Oprócz sporej grupy tych, którzy zgubili jakiekolwiek dowody tożsamości są to przede wszystkim obywatele (w kolejności alfabetycznej): Afganistanu, Bangladeszu, Gabonu, Gwinei, Iranu, Iraku, Kamerunu, Konga, Rosji (Kaukaz Północny), Senegalu, Syrii, Tadżykistanu. Część z nich posiada zaświadczenia o przyjęciu na studia na białoruskich uczelniach wyższych.


Podane wyżej informacje są łatwo dostępne w Internecie i możliwe w ogromnej większości do zweryfikowania. W ich świetle nietrudne wydaje się odczytanie zamysłu Łukaszenki (z całą pewnością uzgodnionego w pełni z moskiewskim protektorem). Skuteczne utworzenie na Białorusi migracyjnego huba to szansa na sprawienie poważnych kłopotów zachodnim sąsiadom, od ubiegłorocznej farsy wyborczej oficjalnie traktowanym jako wrogowie, a także źródło znaczących dochodów. Jedynym sposobem, który może skutecznie zablokować te niebezpieczne dla nas, i nie tylko dla nas działania może być brutalne przecięcie tego procederu w formie konsekwentnego egzekwowania prawnie obowiązujących procedur przekraczania granicy  UE. Tak właśnie postępują polski, litewski i łotewski rządy, z coraz wyraźniejszym poparciem instytucji unijnych. Możemy pomóc - oferta leży na białoruskim stole, a transporty stoją na białoruskiej granicy, ale tylko i wyłącznie w ten sposób.  Powtarzam – tylko tak, brutalnie i widowiskowo, z przekazem oczywiście i jednoznacznie widocznym w mediach całego świata możemy zapobiec reżyserowanemu przez Łukaszenkę kryzysowi. Im mocniej, także w mediach społecznościowych utrwali się obraz niemożliwego do przebycia nielegalnie wału pomiędzy Polską a Białorusią – tym lepiej. Pomagamy tym samym dziesiątkom tysięcy kolejnych kandydatów na zakładników i amunicję kołchozowego mędrka. Możemy materialnie pomagać uwięzionym na Białorusi ludziom, ale muszą oni niestety pozostać problemem dla tego, kto problem stworzył.


Nie dla wszystkich jednak jasna sprawa jest jasna. O ile działalność w tej kwestii osób, którym szczególnie rozumiana „opozycyjność” kompletnie odebrała zdolność logicznego myślenia, pozostawiając  jedynie niepohamowaną chęć znalezienia z każdym dosłownie wydarzeniu antyrządowego kija (pięknym przykładem była wczoraj notka Króla Bana na SG) oraz organizacji ideologicznie i statutowo proimigranckich typu Fundacja Ocalenie jest zrozumiała, biorąc pod uwagę źródła ich finansowania, o tyle zagadką pozostają motywy wizerunkowego samobójstwa grupy polityków opozycji, na czoło których wybił się wczoraj idiota którego nazwiska nie pomnę, biegający z reklamówką. Zwłaszcza wobec jednoznacznego, zdroworozsądkowego podejścia ogromnej większości opinii publicznej w Polsce do omawianej kwestii.
Być może  w społeczeństwie istnieje grupa naiwnych, łzawych a czułostkowych, na obraz i podobieństwo tych pańć, co w latach 90. sprzeciwiały się akcji „nie dawaj pieniędzy na ulicy”. Młodszym przypomnę – chodziło o tabuny cygańskich dzieci, głównie z Rumunii i Słowacji, masowo żebrzących na ulicach polskich miast. Pańcie owe nijak nie mogły pojąć, że ofiarowana przez  nie złotóweczka nie tylko nie pomaga ślicznemu, smagłemu dzieciaczkowi, a odbiera dzieciństwo i jemu, i tysiącom innych, zaś zebrane środki w lwiej części i tak pójdą na kolejny złoty łańcuch oraz nowego Mercedesa dla barona gdzieś w Siedmiogrodzie.

Niemniej jednak obecność w tej grupie osób uważających się za polityków i sprawujących aktualnie mandaty parlamentarzystów jest kolejnym dowodem głębokiego kryzysu polskiej polityki. Kryzysu strukturalnego, z tendencją do dalszej replikacji, skoro Klaudia Jachira po swoim występie na granicy została zaproszona jako prelegentka szkoląca nowe kadry Trzaskowskiego.


Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale