69 obserwujących
139 notek
188k odsłon
  3049   0

Dariusz Karłowicz: Chwasty i mutanci

Czyżby zatem nie było powodów do wojny? Czy nie jest nim hańba rządowej nieudolności w kwestii Smoleńskiego śledztwa – najbardziej bodaj upokarzający spektakl braku podmiotowości, profesjonalizmu i słabości woli, jaki oglądaliśmy przez ostanie 20 lat? Czy nie jest nim minimalizm polskiej polityki zagranicznej, która wydaje się kierować nadzieją, że wszyscy w końcu uwierzą, iż jesteśmy dwu milionowym krajem o dwudziestoletniej historii? Czy pośpieszne pojednanie z Rosją nie skutkuje zmianami ciążącymi na naszej polityce na najbliższe dziesięciolecia? Czy powrót do łask autora stanu wojennego nie przywraca aksjologicznej paranoi lat 90? Moment jest krytyczny. Podobnie jak w latach 90. w kwestii mediów elektronicznych, tak dziś w gospodarce, polityce zagranicznej, energetycznej i historycznej dzieją się rzeczy, które mogą zmienić naszą sytuację na dziesięciolecia. A do tego dochodzą jeszcze takie fakty, jak zbrodnia łódzka, której ofiarą w intencjach mordercy miał być przecież  Jarosław Kaczyński. Ale właśnie dlatego należy możliwie najszybciej przerwać tę wojnę. 

Dlatego konieczne wydaje się rozszczelnienie logiki konfliktu jądrowego. Należy znaleźć pole dla polityczności zdolnej abstrahować od logiki śmiertelnego starcia. Czy zdoła to zrobić powstający projekt polityczny? Zobaczymy. Z całą pewnością niezbędny jest co najmniej neutralny wobec bunkrów dowodzenia suwerenny obszar dyskursu metapolitycznego. Chciałoby się zobaczyć w nim ludzi – przytomnych i rozumnych – którzy zdecydują się porzucić gwałtowne emocje tej wojny. Nie chodzi o to by zrezygnować z poglądów, ale by zacząć rozmawiać, rozumować, argumentować. 

Skutkiem wojny jądrowej jest nie tylko spalona ziemia i nie tylko bezprzykładna deracjonalizacja polityki, ale zdziczenie obyczajów i ekstremizm. Skażeniu ulega coraz szersze pole. Z okolic Ground Zero wychodzą na świat coraz bardziej monstrualne okazy politycznej fauny i flory. Radioaktywny jegomość z dwiema głowami (jedną świńską) uchodzi tu słusznie za intelektualistę (co dwie głowy to nie jedna). W istocie, na tle Dominika Tarasa poprzednia generacja wypada prawie nobliwie. I choć się stara nadążyć, potwornieje, mutuje – powiedzmy szczerze - daleko jej do młodych! Niestety czujnik Geigera zaczyna reagować przy ludziach wczoraj jeszcze zupełnie zdrowych. Coraz bujniej krzewią się marginalne dotąd gatunki lewactwa i prawactwa. Uliczna bitwa z udziałem zadowolonych z siebie, krzepkich młodzieńców z lewicy, to nowa popromienna forma intelektualnego życia polskiej polityki. Warto zauważyć, że młodych lewaków ochoczo wspierają płomiennoocy starcy. Wszyscy czekają aż na ulice wyjdą prawacy – najlepiej faszyści!!! (Ach! żeby tak pomaszerowali – ale tak jak należy - ze swastykami, w mundurach, z bronią! Śnią rozognione dziewczęta z lewicy). A kiedy się pojawią, to wreszcie będzie komplet! Będzie zabawa! Będzie rewolucja! Będzie czad!      

Dariusz Karłowicz 

Teologia Polityczna

Lubię to! Skomentuj48 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale