0 obserwujących
341 notek
83k odsłony
  422   0

Małgorzata Frankiewicz: Jezuita o imieniu Franciszek

Czy papież Franciszek zreformuje kurię rzymską? Jak daleko zaprowadzi go realizacja wizji Kościoła ubogiego? Czy on zniszczy Watykan, czy Watykan zniszczy jego? Za wcześnie jeszcze, aby odpowiadać na takie i podobne niepokojące pytania. Tymczasem świat obserwuje niekonwencjonalne gesty papieża Franciszka, który sprawia chwilami wrażenie Bożego szaleńca, ale jego historia życia, jezuicka formacja i duszpasterskie doświadczenie pozwalają ufać, że w tym szaleństwie jest jednak metoda. 

AGERE CONTRA 

Jedna z podstawowych zasad ignacjańskiej ascetyki zaleca: „działać przeciwnie”. Jeżeli na drodze realizacji Ewangelii w twoim życiu pojawiają się trudności, to postaraj się zdiagnozować je jak najtrafniej, a następnie podejmij decyzje, które poprowadzą w kierunku odwrotnym niż dotychczasowy. „Dusza pragnąca czynić postępy w życiu duchownym winna zawsze postępować przeciwnie niż postępuje nieprzyjaciel. A mianowicie, jeśli nieprzyjaciel chce duszę uczynić gruboskórną, to ona powinna starać się o delikatność sumienia; i podobnie, jeśli nieprzyjaciel chce duszę zbyt wysubtelnić, aby ją doprowadzić do przesady, dusza winna zabiegać o umocnienie się w słusznej mierze, aby znaleźć spokój we wszystkim” – to tylko jeden z wielu ilustrujących tę zasadę fragmentów „Ćwiczeń duchownych” św. Ignacego. 

W zachowaniu papieża Franciszka zaskakuje najbardziej to, co sprzeciwia się powszechnym przyzwyczajeniom. Kościół zachwycał swoim teatralnym przepychem – teraz widzimy proste papieskie stroje i ważne uroczystości skrócone do niezbędnego minimum. Dostojnik Kościoła wydawał się kimś prawie nie z tego świata – dowiadujemy się, że papież dzwoni w wolnych chwilach do swoich starych znajomych, pamięta o rachunku za hotel i o prenumeracie ulubionych czasopism. Ot, na początek taka behawioralna terapia, przynosząca zresztą podobno pierwsze rezultaty w postaci rodzącej się w Watykanie mody na skromny styl życia… 

To ma początek i w warstwie czysto powierzchownej, spektakularnej. Jeżeli jednak nie zatraciliśmy jeszcze umiejętności słuchania, to warto zapoznać się dokładniej z wypowiedziami papieża Franciszka, a zwłaszcza z jego homiliami, które są dokładnie takie, o jakich marzą chyba wszyscy praktykujący katolicy: krótkie i na temat, skupione na mszalnych czytaniach Pisma św. z danego dnia, a zarazem bliskie naszym współczesnym problemom. I przede wszystkim ożywiające dla nas, ludzi XXI wieku słowa samego Jezusa. Aby przemawiać z taką prostotą i głębią, trzeba mieć naprawdę żywą wiarę, podtrzymywaną przez modlitwę oraz wieloletnie i nieustające praktyki codziennej medytacji czy ignacjańskiego rachunku sumienia. 

KOŚCIÓŁ UBOGI PO POLSKU 

Adresatem Objawienia nie jest abstrakcyjny człowiek, lecz osoba istniejąca w konkretnym czasie, miejscu i historycznej sytuacji. Takie stwierdzenie brzmi dość banalnie, ale wydaje się, że zarówno duchowni jak i świeccy zapominają często o tej oczywistej prawdzie. Przypomina ją papież Franciszek ze swoim uwikłaniem w trudną argentyńską historię, a zwłaszcza z bezpośrednim doświadczeniem ogromnych społecznych kontrastów, niesprawiedliwości i masowego ubóstwa. Jeżeli czyjaś wiara stała się zbyt indywidualistyczna, skupiona na osobistym rozwoju, to taki człowiek ma teraz okazję uświadomić sobie, że prawdziwe spotkanie z Bogiem musi uwzględniać ewangeliczną postawę wobec biednych i uciśnionych. 

Ze strony polskiej hierarchii katolickiej nie słychać jednak na razie zachęty do tego, aby budować „Kościół ubogi dla ubogich”. Biskup Wojciech Polak zauważył, słusznie skądinąd, że Kościół to nie jedna z wielu organizacji charytatywnych i że zadaniem Kościoła jest przede wszystkim głoszenie Ewangelii. Problem w tym, że Ewangelia naucza właśnie, jak wielką wartością jest ubóstwo, czyli brak przywiązania do materialnych dóbr. Nikt rozsądny nie domaga się, aby Kościół rozdał biednym cały swój majątek, także ten służący wprost ewangelizacji czy zapewnieniu godziwych warunków bytowych duszpasterzom. Chodzi o rzecz najprostszą, a zarazem najtrudniejszą: o rozpoczęcie konsekwentnego procesu przywracania właściwych proporcji. 

Niedługo po wyborze papieża Franciszka na internetowej stronie „Tygodnika Powszechnego” pojawiła się rozmowa z przebywającym obecnie w Meksyku Jackiem Prusakiem SJ. Oto krótki fragment jego wypowiedzi: „ Jestem pod wrażeniem tutejszych współbraci, którzy mieszkają w klasztorze sprzed kilku wieków. Sam kościół jest wprawdzie odnowiony, bo wszystkie kościoły w Meksyku należą do państwa, ale klasztor? Bieda. Jeśli mieszkam w tym rozsypującym się kolegium, nie czuję wstydu ani moralnego oporu, jeśli wejdzie tu ktoś z miasta. Bo nie ma między nami różnicy w jakości życia”.Jakże inne mamy w Polsce realia… Ale chyba nie tylko mnie wydaje się, że sporo polskich przedstawicieli kościelnej hierarchii powinno czuć wstyd i moralny niepokój z powodu różnicy między jakością ich życia a średnią krajową. 

Próbowałam wyobrazić sobie wizytę papieża Franciszka w Polsce, gdyby miała ona nastąpić w najbliższych miesiącach. I myślę, że zetknięcie Franciszkowych doświadczeń argentyńskiej biedy z wystawnością polskich instytucji kościelnych mogłoby okazać się dość wstrząsające zarówno dla gościa, jak i dla gospodarzy. Ale o ile wiem, papież nie wybiera się w najbliższym czasie do naszego kraju... Tymczasem społeczne i gospodarcze tendencje wymuszą po prostu zmiany także w polskim Kościele. I dobrze, że będą one miały teoretyczne wsparcie w nauczaniu obecnego papieża.

_____

Tekst napisany dla strony internetowej Fundacji Wolność i Pokój

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale