threeme-ww threeme-ww
238
BLOG

Sprzeciw wobec ignorancji pewnych blogerów!

threeme-ww threeme-ww Polityka Obserwuj notkę 32

Nie lubię nikogo obrażać, ale czasem... cóż, czasem gdy człowiekowi ręcę i nogi opadają a przy tym widzi, że po drugiej stronie hamulców często nie ma... czasem inaczej po prostu się nie da...

Po co więc się cenzurować, skoro inni walą z grubej rury? W imię czego gryźć się w język (klawiaturę), skoro inni rzadko to robią? A przecież jeszcze cały czas gdzieś z tyłu głowy mam twierdzenia dużej części prawicy o tym, że są wrogiem politpoprawności. Czyli są przeciwni cenzurowaniu, czy też autocenzurowaniu się przy wpisach mogących obrażać na przykład środowisko LGBT. Ciekawe przy tym jest, że CI SAMI autorzy często dostają amoku przy NAJMNIEJSZEJ krytyce wiary katolickiej i Kościoła...

Ale do rzeczy. Jak wyżej napisałem mam taki a nie inny charakter i choćbym nawet chciał, to już go nie zmienię. Lubię wierzyć, że ludzie są rozsądni, że kierują się bardziej logiką niż emocjami (infantylne, wiem), że za okazaną pomoc się odwdzięczą (ha! dobre sobie!), że jestem w stanie kogoś o odmiennych poglądach przekonać argumentami. Tak, wiem, głupek ze mnie i bujam w obłokach... Ale taki - niestety - już jestem i przez to często dostaję po dupie... 

Ta notka jest odpowiedzią na komentarze do mojej poprzedniej notki oraz repliką na komentarze jakie pojawiły się pod zewnętrznymi notatkami:

https://www.salon24.pl/newsroom/1381997,szkodliwy-ozon-zabija-europejczykow-francja-i-niemcy-przoduja-w-jego-imporcie

https://www.salon24.pl/u/rozumny/1382070,w-pulapce-klimatycznego-biznesu-nazywanego-zielonym-ladem


 Na początek komentarze do notki redakcji Salonu 24 o ozonie:

"Niedlugo stali nie bedzie. Mamy zielony lad, wegiel jest zakazany , a jest on skladnikiem stali. Pal szesc ze statkami kosmicznymi, ale z czego oni beda te wiatraki produkowac?"

Nie, węgiel nie jest zakazany, jest OGRANICZANY W MIARĘ MOŻLIWOŚCI. A ograniczanie głównie dotyczy ENERGETYKI, gdzie emisja dwutlenku węgla jest największa. Na pewno ani nie zabraknie stali do hutnictwa (czy innych dziedzin wytwórczych) ani węgiel nie zostanie zakazany. Nawet gdyby świat w stu procentach przeszedł na odnawialne źródła energii to i tak węgiel będzie szeroko stosowany w przemyśle - ale jego wydobycie mocno spadnie, gdyż to energetyka odpowiada za większość jego eksploatacji.

"żnowu propagandówka i straszenie ludzi pod Zielony Ład. Interpretcja tych badań jest zupełnie przeciwna do tych prowadonych przed 20 laty. Wtedy warstwa ozonowa była niszczona i tworzyły się szkodliwe dziury ozonowe. Jak widać moda się zmienia."

WOW! WOW! Po prostu... MISZCZ! To nic, że w artykule wyraźnie i w kilku miejsach napisano, że mowa jest o ozonie przyziemnym a nie stratosferycznym... Nawet jeśli ktoś nie odróżnia tych zagadnień (choć wydaje mi się, że jest to omawiane w liceum), to dziś wystarczy ODROBINA wysiłku, by samodzielnie odszukać stosowne informacje! 

OZON JEST TRUJĄCY DLA CZŁOWIEKA! To jest fakt oczywisty i niepodważalny. JEDNOCZEŚNIE OZON jest naszą ogromnie ważną tarczą przed promieniowanie UV. Sprzeczność? NIE! Ozon, który nas chroni występuje wysoko ponad naszymi głowami - maksymalna koncentracja ozonu występuje na wysokości ok. 23 km nad powierzchnią ziemi. Na tej wysokości, co chyba oczywiste, nie może nas truć, zatrzymuje za to większość szkodliwego dla nas promieniowania UV.

W latach 80tych XX wieku monitoring ozonu pokazał jego duży i konsekwentny ubytek, zwłaszcza nad Antarktydą. Na moim starym blogu napisałem notkę, korzystając obszernie z mojego akademickiego podręcznika z klimatologii zarówno o mechanizmie powstawania ozonu, jak i o mechanizmie jego niszczenia przez emisję freonów. Jest to cały szereg może niezbyt trudnych do ogarnięcia, ale bardzo, bardzo licznych reakcji chemicznych, które ostatecznie prowadzą do spadku koncentracji ozonu. W notce wyjaśniałem też fizyczne przyczyny najsilniejszego ubytku ozonu nad biegunami - zwłaszcza nad biegunem południowym. Bardzo skrótowo: wiąże się to z mocnymi spadkami temperatury i pojawianiem się w tych bardzo niskich temperatur specyficznych polarnych chmur stratosferycznych gromadzących atomy chloru, uwalnianego poprzez ekspozycję na promieniowanie UV z freonów (CCl2F2). Atomy chloru mają bardzo silne właściwości rozkładu ozonu (O3) na tlen (O2).

Dlatego też największy ubytek ozonu w atmosferze powstał właśnie nad Antarktydą, ale mniejsze ubytki obserwowano też nad Arktyką - z maksimum zasięgu nad Europą i Ameryką Północną. O ile antarktyka jest niezamieszkana i dziura ozonowa była tam "tylko" obiektem badań naukowcow, tak już ubytki zagrażające europie choćby mogły i mogą niepokoić. Podjęto więc decyzję o niemal całkowitym zakazie freonów. Obecnie ubytki ozonu nad Europą występują już bardzo rzadko, są krótkie i raczej niegroźne, ale tak, nadal co jakiś czas obserwowane jest to zjawisko nad europą, tylko znacznie rzadziej i ze znacznie mniejszą siłą. 

Wydaje się również, że i nad Antarktyką zaczyna powoli uzupełniać się ubytek ozonu. To wszystko nie może być przypadkiem, te fakty są kolejnym dowodem na kluczową rolę freonów w niszczeniu warstwy ozonowej.

Zupełnie, zupełnie inny jest mechanizm powstawania ozonu przy powierzchni ziemii. Tu ozon uznawany jest powszechnie za zanieczyszczenie i nie bez powodu: https://mappingair.meteo.uni.wroc.pl/2021/09/skutki-zdrowotne-ekspozycji-na-ozon/

Jak powstaje ozon przypowierzchniowy? Z rozkładu fotochemicznego zanieczyszczeń (tlenki azotu, węglowodary) powstających głównie z gazów wydechowych aut. Dotyczy więc najczęściej okresu letniego (duże nasłonecznienie), bezwietrznego (pogoda wyżowa), oraz obszarów miejskich z dużym ruchem samochodowym. 

Ozon to zresztą kolejny przykład na to, że jedna substancja może być i korzystna i szkodliwa. Że może być i źródłem niekorzystnych zjawisk i ich następstwem, że może być "tylko" wzmacniaczem innych substancji, lub prekursorem zmian. Tej oczywistej oczywistości nie może zrozumieć pewna blogerka, której nie będę wskazywał tutaj z nicka.

Co to są wiatry zachodnie?

I mam rozumieć, że Francja najbardziej zatruwa wiatrami zachodnimi Luksemburg, Belgię i Szwajcarię (wszystkie leżą na wschód od Francji)

Wiatry zachodnie to przepływ powietrza z ZACHODU na WSCHÓD. Nie bardzo więc rozumiem powyższe wątpliwości autora komentarza. 

Te wątpliwości są już sensowniejsze:

Ozon z Niemiec znacząco dotknął Luksemburg (24,2 proc. zgonów), Czechy (23,3 proc.) i Holandię (21,5 proc.)"

Ale nie Polskę???

Ciekawa koncepcja, bo autor - pan Wypych chyba tego nie wie, ale Holandia i Luksemburg nie leżą na wschód od Niemiec.

Tyle tylko, że mowa jest o wiatrach dominujących. Dominujących, ale nie STAŁYCH. Rzadziej, co nie znaczy rzadko, pojawiają się inne kierunki przepływu mas powietrza, a jako, że wymienione wyżej kraje to bezpośredni sąsiedzi Niemiec, to i JAKIŚ wpływ ich zanieczyszczeń jest na ich obywateli - choć 21-24% "szału nie robi"

I tak, oczywiście, że i u nas jest JAKIŚ wpływ zanieczyszczeń napływających z zachodu, głównie z Niemiec. Jednak większość zanieczyszczeń powstaje u nas, w naszym kraju. Nieprzypadkowo smog pojawia się u nas przeważnie zimą, w okresie grzewczym, podczas chłodnej i wyżowej (więc i bezwietrznej) aury. Nie ma co szukać winy u sąsiadów, gdy większość problemu leży u nas.

"Musimy powstrzymać pioruny! Bo wyładowania atmosferyczne powodują powstawanie ozonu.

Więc jeszcze raz: PRECZ Z BŁYSKAWICAMI!!!!"

Tak powstaje ozon stratosferyczny. W notce jest mowa o ozonie przypowierzchniowym.

I omówienie kolejnej notki oraz komentarzy pod nią:

https://www.salon24.pl/u/rozumny/1382070,w-pulapce-klimatycznego-biznesu-nazywanego-zielonym-ladem#google_vignette

"Doktryna zielonego ładu opiera się na dogmacie wpływu przemysłowych a ostatnio i rolniczych gazów cieplarnianych na klimat. Dlatego też unika się debat publicznych na ten temat."

Debaty i naukowe i polityczne trwają już niemal pół wieku... (powstanie IPCC to choćby 1988 rok, wcześniej zeznania naukowców przed Komisją Senacką USA, wcześniej Raport Revelle - 1954 rok, prace Svante Aarheniusa - 1896 rok)... Ile można debatować?

Jest całą masa ludzi, od polityków konserwatywnych nieprzychylnych wszelkim zmianom, poprzez dyktatorów państw żyjących z wydobycia ropy naftowej, gazu, węgla (rosja),  po szefostwo i akcjonariuszy wielkich koncernów zarabiających na paliwach kopalnych, którym wszelkie ograniczenia szkodą biznesowo, politycznie, światopoglądowo. Oni nie są zainteresowani działaniem, są przeciwni wszelkim próbą ograniczania wydobycia węglowodarów. Ba! Ich tak naprawdę nie interesuje nawet debata! Ich interesuje przedłużanie debaty! Najlepiej wieczne! 

Dziś dowody na antropogeniczne globalne ocieplenie są przytłaczające i naprawdę ciężko je ignorować. Wspomniane wyżej grupy interesu przyjęły więc inną strategię: nie walki na argumenty, tylko walki poprzez sianie wątpliwości, ciągłe podnoszenie w społeczeństwie poczucia, że "ci cholerni naukowcy nic nie wiedzą, jedni to, drudzy tamto"

Strategia ta nie jest zresztą nowa. Została wypracowana podczas obrony przemysłu tytoniowego a udoskonalona w tematyce szkodliwości azbestu, freonów, plastików... i wielu, wielu innych produktów którym ustalenia naukowe zagrażały w poziomie generowanych zysków. Jednak to przemysł węglowodorowy ma największe środki do dyspozycji i to tu kampania obronna jest najdłuższa i najcięższa.

https://ziemianarozdrozu.pl/przemysl-sfabrykowanych-watpliwosci-12-2/

https://ziemianarozdrozu.pl/przemysl-sfabrykowanych-watpliwosci-22-3/

"Jeśli zaś dochodzi do takich debat, to do głosu celowo nie dopuszcza się naukowców prezentujących inny punkt widzenia, aniżeli dominujący w najbardziej wpływowych mediach. Stąd też w przekazywanych informacjach medialnych całkowicie pomija się cykliczność zmian klimatycznych, wpływ aktywności słonecznej, skutków masowego wycinania lasów deszczowych, czy działania morskich turbin wiatrowych na klimat. "

Bzdura, niemal codziennie gdzieś na świecie, w jakieś stacji telewizyjnej czy też radiowej debaty takie się odbywają. I zapraszani są na nie "sceptycy" - również dlatego, że wiążą się z nimi kontrowersje a te w mediach świetnie się sprzedają. Media nie są - z reguły - zainteresowane tym, by emitować nudne spory kilku naukowców a już zupełnie nie są zainteresowane tym, by ci naukowcy się ze sobą zgadzali! Nie, media chcą ostrogo sporu a ten zapewnia tylko dobranie do dyskusji skrajnych stron. Są oczywiście wyjątki. Są redaktorzy programów dbający o dobry poziom merytoczności. Są.

Jeśli natomiast chodzi o cykliczność zmian... to jest to najsłabszy argument w całej dyskusji o AGO. Cykliczność danego zjawiska nie wyklucza wcale możliwości, że za obecne zjawisko człowiek jest odpowiedzialny. Pożary występowały na długo przed pojawieniem się homo sapiens. Co to wnosi do dyskusji o obecnych pożarach na świecie? NIC! Przecież obecnie dużo pożarów powstaje z winy człowieka! Idźmy dalej: trzęsienia ziemi to zjawisko pojawiące się od miliardów lat! Ale czy czasem obecnie człowiek nie powoduje trzęsień ziemi! Ależ powoduje i to nieraz całkiem silne! Trzęsiania ziemi związane z wydobyciem węgla kamiennego (tąpnięcia), gazu ziemnego, wysadzaniem skał... 

Natomiast dowody świadczące o antropogeniczności obecnej zmiany klimatu opierają się również o tzw. odciski palców tych zmian. W klimatologii wyodrębniono wiele (kilkadziesiąt?) przyczyn dawnych zmian klimatu a skoro tak, to przecież i cykliczność tych zmian jest doskonale znana i ich przyczyny. Wielu zapomina tu jednak o ważnych, bardzo ważnych kwestiach związanych z geologią: CZAS!!! Tak, to, że klimat się zmienia i zmieniał jest trywialną prawdą. Ale tylko częścią tej prawdy. Ważne jest jeszcze jak długo trwały przeszłe zmiany klimatu - a w 99% przypadków trwały o wiele, wiele dłużej niż zmiana obecna. Trwały co najmniej tysiące lat, często nawet miliony lat. 

Nikt więc nie pomija cykliczności zmian klimatu ani wpływu aktywności Słonecznej! Nie, wręcz przeciwnie! Bada się te i dziesiątki innych możliwych przyczyn, choćby odgrywały rolę marginalną, obserwuje, analizuje, poddaje krytyce. Jednak większość tych "tropów" można łatwo wyeliminować na gruncie logiki: cykle zmian klimatu w rytmie epok lodowcowych trwają dzisiątki tysięcy lat (ok. 40 tys.) i obecnie prowadzą do zlodowacenia, nie ocieplenia. Tymczasem obecnie ociepla się w tempie zauważalnym w skali DEKADOWEJ (!!!). Aktywność Słoneczna przez ostatnie ok. 50 lat spadała i obecnie jest bardzo (naprawdę bardzo) niska. Powinno być więc chłodniej a jest cieplej... Itp. itd. 

Jedyny, naprawdę jedyny trop, który nie poddaje się trwającej już ponad 50 lat próbie znalezienia innych przyczyn, to wzrost koncentracji gazów cieplarnianych w atmosferze... w tym głównie wzrost CO2...

Były już więc próby "zwalenia winy" na promieniowane kosmiczne (eksperymenty w CERNie je ostatecznie obaliły), była hipoteza mówiąca o ochładzającej roli chmur (Hipoteza Tęczówki) i wiele wiele innych... i wszystkie one ostatecznie nie potwierdzały się...

A jednocześnie "sceptycy" próbują ignorować piętrzące się dowody wskazujące na dwutlenek węgla i metan...

Klimatolodzy dość dawno już obliczyli ile promieniowania podczerwonego będzie zatrzymywane w atmosferze przy takim a takim stężeniu CO2. Jakieś dziesięć lat temu sprawdzono te przewidywania za pomocą obserwacji prowadzonych przez przeznaczone do tego satelity ze specjalistycznym wyposażeniem. Przewidywania były poprawne.

Zaś jeśli chodzi o lasy deszczowe... Czyż to nie my je wycinamy?

"System przymusowego odchodzenia od paliw kopalnych został tak stworzony, aby największe koszty ponosili tutaj najwięksi emitenci dwutlenku węgla w postaci największych elektrowni węglowych i elektrociepłowni, co skutkuje powstaniem wysokimi cen energii elektrycznej dla osób indywidualnych i przemysłu. W przypadku Polski to ma bezpośrednie przełożenie na kondycję kopalń, gdyż to właśnie energetyka jest największym odbiorcą polskiego węgla."     

W zasadzie - prawda. Tyle tylko, żewiadome to było już kilkanaście a nawet ponad dwadzieścia lat temu. I mieliśmy i czas i środki by zmienić ten stan rzeczy. Co zrobiliśmy? Praktycznie nic! Politycy mamili społeczeństwo, że ONI zmiany zablokują i obronią nasze kopalnie. Co ciekawe, często CI SAMI politycy, że z litości już nie wspomnę nazwy partii, JEDNOCZEŚNIE podpisywali traktaty międzynarodowe zagrażające naszym kopalniom i elektrowniom! CI SAMI! 

Z praw do emisji dwutlenku węgla płyną do budżetu Polski MILIARDY złotych. To MY możemy decydować jak te pieniądze wydawać. Powinniśmy przeznaczać je na rozwój oze, łagodzenie zmian i przystosowywanie się do nich. A co zrobiliśmy? Albo nic, albo hojnie dotowaliśmy kopalnie, które to jednocześnie decyzjami naszych polityków stawiane były w coraz gorszej sytuacji. 

Oczywiście ja jestem zwolennikiem procesu dekarbonizacji. Ale jednocześnie nie mogę nie zauważyć, że w naszym kraju popełniono masę cholernie złych decyzji, głównie politycznych. A teraz jest ulubiona zabawa polityków: "to nie nasza wina, to ONI"

Przy okazji pokuszę się o napisanie kilku słów o Turowie. To kolejny przykład myślenia "jakoś to będzie". Otóż procedura uzyskiwania decyzji środowiskowej nie jest ani niczym nowym, ani niczym niezwykłym. Częścia tej procedury jest sprawdzenie tzw. wpływu transgranicznego. Tak samo jak strona Czeska ma prawo wnieść zastrzeżenia wobec inwestycji powstającej w Polsce ale potencjalnie mogącej wpływać na ich terytorium, tak samo strona Polska ma prawo do tego samego w sytuacji odwotnej. Zarówno Polska jak i Czechy mają obowiązek (OBOWIĄZEK) takiego prowadzenia inwestycji, by jej wpływ na sąsiada został MAKSYMALNIE ograniczony. Możecie mi wierzyć, że strona Polska od lat ten obowiązek zaniedbywała a gdy w końcu "wzieliśmy się do roboty" sprawa politycznie i medialnie na gruncie europy była przegrana. 

Mało tego, przykładem na olewanie procedur prawnych przez branże energetyczną jest więcej, choćby to, że kopalnia węgla brunatnego Tomisławicie przez lata funkcjonowała bez koncesji...

Wiem, że pojawią się tu komentarze broniące powyższy stan rzeczy. Że przecież bez Turowa ubywa nam około 7% mocy i grozi nam tzw. black aut. Że wydobycie węgla z Tomisławic było zbyt ważne, by przejmować się brakiem koncesji... Tyle tylko, że jest to nic innego jak psucie prawa przez silnych. To pokazywanie, że to słabi mają się stosować prawa a duży i silny zawsze się wykpi. Słowem, w mojej opinii, to budowa słabego a nie silnego państwa, republi bananowej a nie poważnego kraju w sercu Europy. 

Zresztą ostatecznie kopalnia w Turowie zastosowała dodatkowe środki zabezpieczające i - z trudem - ale dogadała się ze stroną Czeską. Można? Można! Ale ile było z tym cyrku, ile politycznego nabuzowania!

Obecnie natomiast nic już nie może obronić dalszego trwaniu przy węglu. Kopalnie węgla kamiennego mają jeszcze zasoby na ok. 10 - 15 lat, wielkie, ogromne kopalnie odkrywkowe już się zwijają. Skończył się węgiel brunatny w Turku, w Koninie, już ze kilka lat skończy się wydobycie w Bełchatowie. Najdłużej "pożyje" wspominany Turów, ma zasoby jeszcze na 30ci lat, ale zakładam się z Wami, że wydobycie zakończy się znacznie wcześniej. Jedno słowo: opłacalność.

Oczywiście nasze zasoby węgla, TEORETYCZNIE umożliwiają wydobycie jeszcze przez sto lat nawet. Tyle tylko, że nieprzypadkowo wydobycie rozpoczęło się w obecnych miejscach: tam zasoby były największe i najłatwiejsze w wydobyciu. Najtańsze. Najbardziej opłacalne. Dziś, chcąc kontynuować wydobycie węgla, sięgamy po zasoby coraz głębsze w gorszych geologicznie miejscach.

A jeśli chodzi o dalsze wydobycie węgla brunatnego to sprawa jest znacznie gorsza i w zasadzie nie do wygrania. Wątpliwe bowiem jest ruszenie np. zasobów węgla brunatnego pod Legnicą - nikt nie chce odkrywki większej od Bełchatowa tuż pod dużym miastem... Nie mówiąc już o gorszych parametrach złoża jak i samej kopaliny. 

Dlatego też, gdy słyszę wypowiedzi, najczęściej prawicowych, polityków w mediach lub tutejsze komentarze broniące obecnego status quo (bo obecnie jest jak jest i tak ma być) to śmiech mnie ogarnia. Śmiech przez łzy. Ci ludzie nie mają zielonego pojęcia nie tylko o tym, co obecnie (jakie obecnie, od dekad!) dzieje się na świecie, ale nawet o tym co dzieje się u nas, w naszym kraju! 

Zamiast niepotrzebnie poświęcać czas i pieniądze na z góry skazane na niepowodzenie bronienie naszych wyczerpujących się kopalń i często przestarzałych elektrowni oni walczą z OZE! Nie, nie dlatego, że FAKTYCZNIE bronią górnictwa! To politycy, którzy jedyne czego bronią, to własnych stołków. Wiedzą, że ich elektorat tego chce, więc to robią. A drugą ręką podpisują traktaty o odchodzeniu od paliw kopalnych... I tak straciliśmy ostatnie - kluczowe - 15 - 20 lat... Tak, oczywiste, że skoro napisałem o takim przedziale czasowym, to oznacza to, że i PO jest winna. Jestem - umiarkowanym, bardziej na zasadzie, że nie ma dla mnie lepszej opcji - zwolennikiem PO. Nie oznacza to jednak, że nie widzę ich zaniedbań. To partia uważająca, że trzeba jak najmniej ingerować w gospodarkę. Tymczasem - w mojej opinii - są obszary gospodarki wręcz wymagające ingerencji. 

"Dlatego tez emitenci wpłacają opłatę emisyjną do budżetu państwa, które ma obowiązek przeprowadzenia aukcji uprawnień do emisji dwutlenku węgla z ich przeznaczeniem na ochronę klimatu i transformacja energetyczną — czyli finansowanie produkcji '''zielonej energii'' i wsparcia rozwoju energetyki jądrowej."

W teorii tak to powinno wyglądać. Niestety środki te przeznaczane były na łatanie budżetu a niewielka część szła na wsparcie inwestycji w OZE choćby. 




threeme-ww
O mnie threeme-ww

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka