Tomasz Dabrowski czyli ja
Tomasz Dabrowski czyli ja
Tomasz Dabrowski Tomasz Dabrowski
231
BLOG

Sen nocy letniej prawie z nieletnią zupełnie.

Tomasz Dabrowski Tomasz Dabrowski Kultura Obserwuj notkę 4
Bywają sny prorocze.

     niewiele pamiętam z tego snu, więc to będzie opowieść à la cinèma-verité. Znałem kiedyś kolegę,który zobaczył film Zeszłego roku w Marienbadzie, czy może przyszłego, a później zwariował. Miejcie to na uwadze czytając me słowa. Za które nie odpowiadam. Chyba że na piśmie.

więc była mowa o tym, że aby Łazuka mógł zostać magistrem id śpiewania na estradzie czy nawet zwykłej tancbudzie to Kazik Rudzki musiał pierwej zostać profesorem. Został nim więc,a śpiewający uczeń poprzestał na tytule najniższym magistra. Ale od płci pięknej to od razu był profesorem. Podobno nawet nadzwyczajnym.

A w las Kupidyn dwie bo Gini kąpią się. Znamy je dobrze, one się nigdy nie kąpią,a nawet nie umywają. Do klientów swoich. Którzy i tak pchają się do nich jak do tej znany, drzwiami i oknami. A dzieci z tego ani ani. Gini natomiast zajmował się w wolnych chwilach tym samym, co Łazuka wówczas,gdy był zajęty. To znaczy współczynnikiem. Nie zachodzeniem. Nawet w ciążę. Co zresztą coraz rzadziej zdarza się. To jest opowieść tak prawdziwa jak baba z wąsami /która chce się zawsze z nami całować, zauważyliście to, prawda?/. Albo nawet i bez. Lub krzywa wieża w Toruniu lub jakiejś innej pizie /bardzo proszę pana zecera o uwagę/.

Wierzymy w coś lub nie w zależności od tego, kto płaci. Bo kto płaci, ma swoje wymagania. A nawet cudze, gdy ich jeszcze nie zdążył spłacić. A my szaraczki robimy bokami, by bilans wypadł nam na zero. A postronnym to nawet jeszcze gorzej, co komu do jemu? Skoro to zera, niechaj ich strzygą do zera.

Za zerem stać to wprost niemożebnie głupio jest. Ale już przed zerem to co innego! Wtedy można trafić nawet niezłą sumkę. Jak ten zegarmistrz - bodajże Nowak się nazywał. Chociaż to w Polsce wcale aż tak nowe nie było.Trafić można, ale jak umie się celnie strzelać. Inaczej trafimy do celi. Za chybienie i uchybienie. Więc jeśli trafimy,kogo trzeba, możemy wygrać mało-wiele.

Nie jak ten aktor-łachudra, co całe życie na scenie tylko posuwał dekoracje a nigdy aktorek,nawet w stanie przedemerytalnym. A nagle złapał zastępstwo bo aktor nagle zaniemógł. A on mógł. Albo tylko tak się wydawało. Wreszcie miał wyjść na scenę i przemówić do publiczności, czyli dziewek publicznych i ich klientów lub alfonsów,bo taka była publika tej budy,która przychodziła tutaj, by się schronić przed deszczem. Miał w wystawianej szmirze estradowej wyjść na koniec i powiedzieć te słowa: Zabił jego i siebie.

A tymczasem po jego entré - choć na odchodnym - publika zaczyna śmiać się do rozpuku i pokładać, ale nie naprawdę, tylko ze śmiechu tak się pokładała! Bowiem ten aktor od siedmiu boleści oraz jedynego zastępstwa przejęzyczył się z nerwów i rzekł: zabił siego i jebie...całkiem to właśnie chciała usłyszeć gawiedź tu zgromadzona! To o nich i ich życiu było! 

Na drugi dzień wszystkie bilety natychmiast zostały rozprzedane, ulicznice,te zajęte, siedziały na kolanach swych klientów, zaś ulicznice z zasadami,dorabiające tylko do swych pensji, pozwalały wpychać sobie łapska za dekolt gratis - traktując to jako zaliczkę rozliczaną później, w plenerze. Wszyscy przybyli tu by usłyszeć ze sceny w ich języku i o ich nędznej egzystencji słowa zakończenia sztuki.

Trzeba trafu, że aktor wyzdrowiał i powiedział, jak napisane. Wówczas publika zachowała się tak, jak ich rodacy z dobrych paryskich domów na spektaklu Święto wiosny. Poczuła się nabita w butelkę, a ponieważ miała wiele pod ręką, posypały się one w aktora i scenę. Poszła nawet dalej niż tamci - rozwaliła scenę i podpaliła ją nawet! Nikt tej budy nie teraz żałował.

Nadchodziło przebudzenie wiosny zgodne z pragnieniem chutliwego po parysku Fryca lecz działającego w Monachium Wedekinda i wszyscy grali już na scenie życia, czyli lasku Idy, plenerze. Obsada ta sama, i chuć także. Dziewki uliczne wolały bez krępacji: chóć do mnie jeszcze! Drugi raz za pół ceny, a trzeci tylko za ćwierć! Nawet w obecności żandarmów, którym płaciły w naturze za przymknięcie oka /nie opatrzności jednak/.

Nie dodawały tego, co dawały gratis - czyli francy. W tej właśnie chwili obudziłem się, zlany potem!  Nie mogę przypomnieć sobie, co było przedtem. I z kim. Jutro skoro świt pobiegnę do lekarza. By zbadał mnie na wylot, na ciele zwłaszcza. Później zobaczymy. Bywają sny prorocze, nigdy nic nie wiadomo.


Się nie martw!

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura