0 obserwujących
12 notek
1675 odsłon
  30   0

Norwidowi się to należy... cz. 4

            Wkrótce też dochodzi do kilkukrotnych spotkań z Wieszczem. Żywo interesuje się sprawami utworzenia legionu polskiego i bierze udział w trzech poświęconych tej sprawie sejmikach polskich odbytych w mieszkaniu Edwarda Jełowickiego.

Na drugim sejmiku zapisuje się w poczet przyszłych legionistów, na trzecim jednak, wysłuchawszy przemówienia Mickiewicza przeciw kandydaturze gen. Władysława Zamoyskiego na naczelnego wodza legionu, przeciwstawia się, wśród hałasu i gwizdów zgromadzonych, poglądom wypowiedzianym przez wielkiego poetę i wymazuje swoje nazwisko z listy legionistów; nazajutrz zaś przesyła Mickiewiczowi list z uzasadnieniem swojego postępku.

Na początku kwietnia wchodzi - obok Edwarda Jełowickiego i Edwarda Łubieńskiego - w skład komisji przygotowującej zorganizowanie drugiego legionu polskiego (konkurencyjnego w stosunku do legionu Mickiewicza). Działania te nie uwieńczone zresztą powodzeniem, przysporzyły mu wiele negatywnych opinii. Znajduje się jednak pod bardzo silnym wpływem Zygmunta Krasińskiego, i jako zdecydowany papista nie może akceptować filozofii jaką kierował się w owym czasie silnie związany z Towiańskim Mickiewicz.

Dał temu wyraz w swoim liście z 15 kwietnia 1848 roku do generała Skrzyneckiego, w którym pisze między innymi tak: "Długo mógłbym pisać o osobistych mych cierpieniach, które były powodem, iż ze wszystkimi prawie korespondencję zerwałem. Pomijam to wszakże i zatrzymam się tylko nad ostatnią (do dziś licząc) boleścią. Generał wie zapewne, iż Mickiewicz przybył tu - że zapragnął (szczerze jak sądzę) się ukorzyć przed Naczelnikiem Chrześcijaństwa i wieku tego i narodów. - Trudno zapewne by opisać, jak się tu znalazł, jaką formę względem Kościoła i Polaków ten poeta wielki zająć raczył; dość że (smutno mi wyrzec) znalazłem go albo nałogowo tak już ugrzęzłym w tym kierunku radykalizmu mystycznego, że się wydobyć zeń nie może, albo najpotężniejszym oszukańcem, jakiego przykładu dotąd nie ma. Ten człowiek straszny jest dla Polski. W organizacji jego pękła, jak sądzę, ta sprężyna, która zarazem jest wędzidłem. Dobre i złe się miesza w subtelności mistycznych formuł jego - na niczym osadzić się nie można w stosunkach z nim, i chyba niewolnikiem jego zostać trzeba. Tak też wielu zrobiło. A kiedy na publicznym zawiązującego się tu legionu posiedzeniu porwał się z miejsca i nareszcie Towiańskiego książkę wziął do ręki - byłem przymuszony mu zaprzeczyć, a nazajutrz w liście najwyraźniej przedstawić wszystko, co przeciwko kierunkowi przez niego propagowanemu mam na sercu. Nie umiem powiedzieć, jak mnie to wiele kosztowało. Widzieć się przymuszonym tak wielkiej sławie narodowej i siwym włosom prawdy gorzkie słowa powiedzieć, zwłaszcza iż brat mój tu przytomny także się przeciw mnie podniósł. Moralność w Towiańszczyźnie jest okropnie pojęta. Principium władzy w Chrześcijaństwie, przez Chrystusa Pana otrzymane i wykazane najwyraźniej - chcą niejako raz jeszcze, ale nie cierpliwością, nie ofiarą, nie wreszcie miłością dobyć - lecz zagładą wszelkich uczuć ludzkości. Zboczenie biorą za ofiarę - a to wielka różnica ! - i okropność biorą za energię - a to wielka różnica ! - i wolność wyznań tak pojmują, iż na końcu tego ich pojęcia rozwolnienie raczej obyczajów i rozwiązanie kościoła by nastało. Wiadomo przecie, że wolność wyznań może być tylko względna (relative); że ktoś musi przecie tolerować, to jest znosić i cierpieć; że to jeżeli przywilejem, jak można tylko najbardziej chrześcijańskim - przywilejem cierpienia. Że gdzie nikt nie ma przywileju znoszenia, cierpienia, tolerowania, tam wszyscy muszą być nieznośni, niecierpliwi, nietoleranci ! Z takimi też oni. Podobnież w pojęciu własności są na pochyłości komunizmu, a w pojęciu narodu na drodze do komunizmu politycznego, czyli do panslawizmu. Dla nich jak by nie było jeszcze ojczyzn. Naród biorą za plemię. Z tego pojęcia można wrócić do hord barbarzyńskich, ale nie do narodowości chrześcijańskich, tych to różnobarwnych tęcz na globie pędzlem Opatrzności nakreślonych.

Bo od narodu do plemienia jest jak od kwiatu do korzenia !

Mickiewicz zabrał z sobą dwunastu uczniów i chorągiew, którą w czasie procesji na św. Andrzeja pod błogosławieństwo przejeżdżającego papieża postawił - i wyjechali stąd ku Polsce."

Ciąg dalszy ( w miarę zainteresowania) nastąpi.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale