30 obserwujących
228 notek
835k odsłon
1510 odsłon

Wyważyć drzwi III RP

Wykop Skomentuj28
 Drzwi III RP uchyliły się i trzeszczą w zawiasach. Władza dopycha je od środka, żeby zamek się zatrzasnął i system zamknął się na dobre (co nastąpi po uznaniu tych wyborów). Jeżeli jednak potraktuje się te drzwi mocnym kopniakiem, zawiasy się wyłamią, a drzwi runą z hukiem. Trzeba tylko zrozumieć, że można.
 
Z jednej strony argumentujemy tak: przecież Polacy nie mogą być idiotami w skali tak masowej, żeby 20-30% z nich nie potrafiło zagłosować w wyborach. Z drugiej strony argumentujemy zaś  z grubsza tak: przecież Polacy są biernymi idiotami w skali tak masowej, że wobec podejrzenia fałszowania wyborów nie zaprotestują na ulicach, a jeśli już nawet jakiś promil z nich się ruszy z domów, to reszta i tak da sobie narzucić medialną narrację o pogrążonych w odmętach szaleństwa podpalaczach, dzięki czemu ewentualne manifestacje dadzą rządowi argumenty do rozprawienia się na dobre z opozycją i domknięcia systemu.
 
Jasne, że zestawiam ze sobą dwie oddzielne kategorie. Jednak jeśli potraktować idiotyzm jako cechę uniwersalną, na zasadzie albo-albo (albo jesteś idiotą, albo nie), co w świetle obserwacji zachowań ludzkich wydaje się co najmniej wiarygodną hipotezą, nie mamy podstaw, żeby te dwie argumentacje ze sobą pogodzić.
 
Tymczasem na prawicy szeroko rozpowszechnił się pogląd, że próba jakichkolwiek masowych protestów byłaby realizacją zamierzeń aparatu władzy, który tylko czeka, by społeczeństwo spacyfikować. Dr Barbara Fedyszak Radziejowska dla Telewizji Republika mówiła: „Znajdujemy się pomiędzy prowokacją a pacyfikacją (…). Musimy bardzo mądrze i bardzo odpowiedzialnie tę sytuację rozwiązać tak, żeby i demokracja, i wolności obywatelskie, i prawa pozostały nienaruszone”.
 
Nie możemy być jednak ślepi na zasadniczy, podstawowy, niezaprzeczalny fakt: nikt w tej chwili nie ma absolutnie żadnego pomysłu jak rozwiązać tę sytuację. Dużo mówi się o dokumentowaniu i zgłaszaniu naruszeń do sądów, o ustawach skracających kadencję samorządowców, i ogólnie o racjonalnych i spokojnych działaniach. To wszystko są rzeczy ważne i potrzebne, ale mają jeden wspólny mianownik: nie doprowadzą do nieuznania tych wyborów.
 
Nie możemy być także ślepi na drugi, zasadniczy i niezaprzeczalny fakt: uznanie tej farsy wyborczej teraz będzie końcem demokracji w Polsce. Nie ma demokracji bez społecznego przekonania o uczciwości wyborów.
 
Postulowana przez „racjonalistów” droga rozsądku, chłodnej, zimnej analizy, brzmi bardzo uspokajająco, ale zasadniczy problem z nią jest taki, że w praktyce nie proponuje żadnych efektywnych rozwiązań. Nie ma więc ta droga z myśleniem racjonalnym wiele wspólnego.
 
Wszelkie nawoływania do protestów przedstawiane są za to jako emocjonalne, życzeniowe, naiwne, niemożliwe do przeprowadzenia i wyśmiewane kpiarskim „idź na barykady, ruszaj, protestuj”.
 
Otóż, ja uważam, że jest dokładnie odwrotnie i postaram się to możliwie spokojnie i racjonalnie uzasadnić, żeby uniknąć oskarżeń o myślenie życzeniowe, rewolucyjne zapędy i „gorącą głowę”.
 
Jeżeli władza, która w dodatku ma po swojej stronie cały poważny przemysł medialny, robi z wyborów (zamierzony lub nie, ale jednak) cyrk, jedynym racjonalnym działaniem które ma szanse przynieść jakiekolwiek efekty, jest próba wywołania społecznego nacisku. Opozycja nie ma bowiem realnego wpływu ani na zmiany w prawie, ani na uznanie wyniku wyborów. Tak naprawdę nie ma wpływu na nic, z wyjątkiem uruchomienia społecznych emocji.
 
W tym momencie mamy do rozważenia dwa problemy: czy ich uruchomienie jest możliwe i czy nie przysłuży się ono władzy do spacyfikowania społeczeństwa.
Na pierwszy problem odpowiadam: tak, jest możliwe. Przyzwyczailiśmy się do rytualnego utyskiwania na bierność większości Polaków, którzy są beznadziejni i nic ich nie obchodzi. Powinniśmy jednak zrozumieć, że w procesach społeczno-politycznych nie ma czegoś takiego jak większość. Większość jest zawsze bierna i nic jej nie obchodzi, a ciągnie ją w swoją stronę ta mniejszość, która jest silniejsza, której uda się wywrzeć większą presję. Do jej wywarcia wcale nie potrzeba milionowych demonstracji. Majdan zaczął się od kilku tysięcy ludzi, obca nam kulturowo Arabska Wiosna od garstki, właściwie od incydentu na bazarze w Tunezji. U nas zorganizowanie masowej demonstracji, patrząc racjonalnie właśnie, wydaje się jeszcze łatwiejsze. Ruch Narodowy, TV Trwam, Solidarność pokazały już, że mają olbrzymie zdolności mobilizowania ludzi. Tłumy są także na Krakowskim Przedmieściu w każdą rocznicę katastrofy Smoleńskiej. Niezwykle prężnie działają raczej określone politycznie grupy kibicowskie (to przecież właśnie dlatego Tusk wydał im bezpardonową wojnę). Wszystkie te środowiska (które się oczywiście do pewnego stopnia wzajemnie przenikają), łącząc siły, mogłyby uruchomić olbrzymią presję na władzę, mogłyby uruchomić lawinę. Stoi za tą tezą prosta, racjonalna matematyka: Marsz Niepodległości- ok. 70.000 ludzi (w latach ubiegłych nawet 100 000), obrona TV Trwam 200 000.
 
I teraz drugi problem: czy władza tylko czeka, żeby taką demonstrację spacyfikować. Moim zdaniem jest wręcz przeciwnie. Ta władza panicznie boi się silnej, społecznej reakcji. Cała polityka Tuska to było jedno wielkie zręczne lawirowanie pomiędzy emocjami ludzi tak, żeby nie dopuszczać to wybuchów niezadowolenia. Oczywiście prowokacje i brutalność policji na Marszu Niepodległości wydają się temu przeczyć, nie zapominajmy jednak, jak ważny jest kontekst wydarzeń z 11.11- one mogą być bardzo gładko sprzedane jako awanturnictwo chuliganów. No bo jak przeciętnemu obywatelowi wyjaśnić, dlaczego akurat w Święto Niepodległości ktoś chce przemocą wyrazić swoje (być może nawet słuszne) niezadowolenie?
 
Całkowicie czym innym są jednak protesty z bardzo konkretnego, druzgocącego dla władzy powodu, jakim jest brak wiarygodności wyborów. Tym bardziej w kontekście Majdanu, który opinia publiczna na Zachodnie ma świeżo w pamięci. News w BBC pt. „Chuligani biją się z policją w Święto Niepodległości” jest czymś całkowicie innym niż „Ludzie protestują z powodu niewiarygodności wyborów”.
 
I teraz kwestia najważniejsza: czy ta władza zdolna jest do zdecydowanej, siłowej pacyfikacji niezadowolenia społecznego. Znowu odpowiadam: nie. Wzdrygając się przed tym scenariuszem, wyobrażamy sobie platformerską-peeselowską ekipę jako cynicznych, wytrawnych, bezwzględnych graczy, którzy nad wszystkim panują i bez wahania zdolni są sięgnąć po „wschodnie” rozwiązania. Popełniamy chyba ten sam błąd w oglądzie sytuacji, który popełniał Mazowiecki, uzasadniając swoją zachowawczość obawą, że Kiszczak z Jaruzelskim, jak się zdenerwują, jednym zręcznym ruchem przywrócą komunistyczne porządki i tyle będzie z przemian. Dziś już wiemy, że nie było to możliwe, bo system zdychał. I ten system także zdycha, czego najlepszym dowodem jest całkowity paraliż PKW i ucieczka całej komisji z tonącego okrętu, co ośmieszyło w efekcie narrację prezydenta. Tu nikt nad niczym nie panuje, to się rozpada.

Drzwi III RP uchyliły się i trzeszczą w zawiasach. Władza dopycha je od środka, żeby zamek się zatrzasnął i system zamknął się na dobre (co nastąpi po uznaniu tych wyborów). Jeżeli jednak potraktuje się te drzwi mocnym kopniakiem, zawiasy się wyłamią, a drzwi runą z hukiem. Trzeba tylko zrozumieć, że można.

Zapraszam do śledzenia na TT
@tomeklaskus

 

 
Wykop Skomentuj28
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale