30 obserwujących
228 notek
835k odsłon
4204 odsłony

Tygrys na warzywach, czyli Kaczyński bez władzy

Wykop Skomentuj138

Skuteczność manewru Jarosława Kaczyńskiego, który najpierw zrezygnował z naturalnej przecież walki o prezydenturę, żeby później zrezygnować z jeszcze bardziej naturalnej walki o premierostwo, jest wprost proporcjonalna do utyskiwań, obaw, zmartwień i komplikacji, jakich się w tym posunięciu doszukują tak ci cyniczni, jak i ideologiczni wrogowie prezesa.

Z wielu antykonserwatywnych pozycji ostrzeliwana jest decyzja o wystawieniu w parlamentarnym boju Beaty Szydło. Osobliwością pozostaje fakt taki, że sens zarzutu, jaki formułują tymczasowo zatroskani o losy PIS platformerscy publicyści i komentatorzy wcale nie dotyczy nieskuteczność operacji „premier Szydło”. Oni przekonują, iż, istotnie, Beata Szydło może powtórzyć zwycięski marsz z kampanii prezydenckiej, ale... Ale mają „ale”.

Troskają się bowiem o prezesa, który, gdy już wszystko powygrywa, zostanie bez władzy. A przecież, jak to zręcznie napisano w Gazecie Wyborczej, tygrys nie przerzuci się na warzywa. Czyli, zgłębiając tę zapędzającą się w obszary poetycko-literackie metaforę, zwierz polityczny, jakim jest Jarosław Kaczyński, żywi się wyłącznie władzą, władzą oddycha i władzy mu potrzeba, a jak jej nie będzie miał, to sfiksuje. Mało jednak, że sfiksuje z powodu braku władzy, sfiksuje także z powodu knucia ludzi, którym tę władzę powierzył. Bo Andrzej Duda i Beata Szydło zbudują sobie ośrodki, swoje (własne wręcz) ośrodki, z których środka będą prowadzić swoją (własną wręcz) politykę, politykę wrogą prezesowi, który będzie musiał popaść z nimi w nieuchronny konflikt, a wtedy niczym lew (w tym miejscu pozwolę sobie nieco zmodyfikować Wyborczą) pozagryza polityczne lwiątka, żeby rządzić, dzielić, władać, sterować i panować nad całością spraw ogólnopolskich tylko swoją (własną wręcz) prezesowską osobą.

Brutalna, ale przy tym szczera w swojej brutalności poetyka stadionów piłkarskich podpowiada w tym momencie pewien okrzyk, jakim można odpowiedzieć ludziom tak szczerze zatroskanym psychiką Jarosława Kaczyńskiego, który sfiksuje bez władzy. Otóż, gdy drużyna przeciwna była właśnie o włos od zdobycia bramki, ale wydarzyło się coś nieoczekiwanego, na przykład słupek, odgwizdany spalony, inna decyzja sędziego lub niespodziewany kiks napastnika, uradowani kibice drużyny, której udało się wykaraskać z podbramkowych tarapatów, wznoszą w kierunku sfrustrowanych piłkarzy atakujących, zanim jeszcze ci uspokoją się po niewykorzystanej sytuacji, ironiczny okrzyk, składający się z dwóch rytmicznych słów: „Taki ch**” (w tym momencie pada pierwszy człon Sienkiewiczowskiego rebusu).

Te właśnie dwa rytmiczne słowa dedykuję tym, którzy wieszczą tarcia i zwarcia na łączach tercetu Duda – Szydło – Kaczyński, gdyż, istotnie, wyjdzie z tego „taki ch**”. Nie będzie żadnych wewnętrznych konfliktów (takich ogólnych, o władzę i pozycję, bo różnice w pewnych konkretnych detalach zawsze mogą wystąpić). Nie będzie powtórki z Marcinkiewicza, a wszelkiej maści przepowiadacze zostaną z frustracją, pogłębioną o kiepskie zarobki w podupadających bez rządowej kroplówki lewackich periodykach.

Tym, co różni sytuację obecną, od opcji „Marcinkiewicz”, jest kwestia generalna, kardynalna, strategiczna wręcz: Marcinkiewicz był wyborem tymczasowym. Jarosław Kaczyński wystawił mapeta, to znaczy Marcinkiewicza, który miał tylko dwa zadania: za dużo nie myśleć i niczego nie spieprzyć. Manewr ten się nie udał, bo Marcinkiewicz okazał się mieć więcej wspólnego z pięcioletnim smarkaczem, który dostał na odpuście pistolet na kulki i myśli, że z taką bronią może już fikać do starszych, niż z kutym na cztery nogi politycznym graczem, który będzie posuwał sprawy w kierunku korzystnym dla siebie i swojego obozu politycznego.

Jednak ani Duda, ani Szydło wyborem tymczasowym nie są. Jestem przekonany, że koncepcję przesunięcia się do drugiego szeregu Jarosław Kaczyński miał przemyślaną co najmniej od momentu, w którym Donald Tusk zwinął się, żeby błyszczeć swoim angielskim na zagranicznych salonach. Duda i Szydło to osoby, które nie wyrywają władzy prezesowi. To osoby, którym prezes tę władzę przekazuje, świadomie, dobrowolnie i, w perspektywie kilku lat, nieodwracalnie.

 Tak Andrzej Duda, jak i Beata Szydło, mają dwie cechy, które szerokim łukiem obchodzą Kazimierza Marcinkiewicza: dojrzałość i inteligencję. Proszę mi wybaczyć obrazowe zestawienie, ale ja na ten przykład nie wyobrażam sobie, żeby Andrzej Duda porzucił rodzinę dla młódki o jasnych włosach, żeby później i tę młódkę porzucić, robiąc przy tym tani show w kolorowych gazetach.

To nie jest jednak najważniejsze, bo na skutek splotów okoliczności ludzkie charaktery mogą zawsze zawieść. Najważniejsze są obiektywne i niepodważalne prawa natury, czyli w tym wypadku… wiek. Chodzi o prostą rzecz. Andrzej Duda ma 43 lata. Po możliwych dwóch kadencjach będzie miał lat 53, czyli będzie jeszcze… młokosem, wchodzącym dopiero w „idealny” polityczny wiek. I to po ewentualnych dwóch kadencjach prezydenckich! W tym czasie Jarosław Kaczyński nie będzie już dla niego ani konkurentem, ani rywalem, bo mając 76 lat odejdzie najpewniej na zasłużoną emeryturę. A Beata Szydło jest tylko o 9 lat starsza od Andrzeja Dudy.

Po co oni mają walczyć z prezesem? Jaka motywacja ma napędzać w nich wrogość przeciwko człowiekowi, któremu zawdzięczają w życiu politycznym literalnie wszystko, skoro ten człowiek przekazuje im największe dzieło swojego życia, partię Prawo i Sprawiedliwość? Nie ma takiej motywacji, nie ma takiej potrzeby, co więcej walka pomiędzy tym tercetem byłaby nieracjonalna i bez sensu. Dlatego jej nie będzie.

Tusk zostawił Platformie rozdygotaną Ewę Kopacz, która nawet jak czyta, robi to tak, jakby niesprawnie dukała z (nie całkiem pełnej) głowy. Jarosław Kaczyński zostawia PIS-owi Beatę Szydło, prawdopodobnie przyszłą panią premier, oraz Andrzeja Dudę, lidera, kto wie, może i na dekady, ze wszystkimi papierami na męża stanu. I to byłoby na tyle w temacie dwóch polityków, z których jeden zakuwa teraz słówka z angielskiego, żeby dobrze wypaść przed swoimi zagranicznymi pryncypałami, a drugi zaplanował i właśnie realizuje wizję trwałego i ostatecznego wyrwania Polski z postkomunistycznej uprzęży.

Zapraszam do obserwowania na TT

https://twitter.com/tomeklaskus

Wykop Skomentuj138
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale