28 obserwujących
229 notek
838k odsłon
7405 odsłon

Krytyka Kataryny

Wykop Skomentuj118

„Kataryna znika z Twittera po fali hejtu za wywiad dla Polityki”, donosi na eksponowanym miejscu wyborcza.pl, czyli poszło na ostro i sprawa jest poważna. Twardy elektorat PIS się zagotował, posypały się w kierunku blogerki „inwokacje”, twitterowicz @antyleft dokonał lustracji jej pozarządowych organizacji, a sama Kataryna stwierdziła najwyraźniej, że już pora zaśpiewać za Freddie Mercurym „I want to break free”. Po czym uwolniła się z Twittera, rozgrzewając politykujące internety jeszcze bardziej niż swoim wywiadem.

Bardzo daleko mi do tożsamościowego oburzenia na to, że Kataryna krytykuje PIS, chociaż przecież nasza jest, więc nie powinna, tedy pokażemy jej, co znaczy „siła” argumentów. Kataryna jest Kataryną i ma prawo sobie myśleć, co chce i jak chce, ma prawo sobie mówić, że PIS się jej nie podoba, chociaż jej się podobał, albo że podoba jej się mniej, niżby chciała, żeby się podobał, i nie widzę tu żadnego powodu, żeby się przesadnie emocjonować. Emocje jednak, jak to u nas, są, i natychmiast kierują każdą wypowiedzianą myśl bądź to na ścieżki osobisto-godnościowe, bądź to na ścieżki prywaty i interesów. Jako że wszystkich te ścieżki grzeją, a mnie nieszczególnie, postaram się trochę z nich zboczyć w kierunku bardziej merytorycznym. Zboczenie to (w sensie, że ze ścieżki zboczenie) wydaje mi się niezbędne do przywrócenia jakichś śladowych ilości równowagi w tej całej „KatarynaGate”. Bo jedną rzeczą jest, że Kataryna ma prawo mówić sobie, co chce, gdzie chce, jak chce i nie należy ciskać na nią gromów, ŻE krytykuje, ale drugą rzeczą jest, że mamy prawo przyczepić się do tego, JAK krytykuje – czyli nie zgodzić się z nią, przedstawiając własne argumenty. Niby sprawa banalna, a dzieje się zupełnie tak, jakby mało kto kumał to rozróżnienie.

Ja się mam zamiar właśnie w taki sposób nie zgodzić, czyli się nie zgodzę (dumnie to zabrzmi, ale niech zabrzmi) merytorycznie. Krytyka Kataryny jest bowiem dla mnie jakaś taka… dziwna, niezrozumiała, niespójna i właściwie nie rozumiem, o co w tej krytyce do końca chodzi.

Weźmy na przykład pierwszą z brzegu kwestię ułaskawienia Mariusza Kamińskiego przez prezydenta. Kataryna przyznaje, że była z Kamińskim „całym sercem”, bo tamta władza potraktowała go „bardzo niesprawiedliwie”, ale oczekiwała, że PIS „uszanuje reguły”. „Twarde prawo, ale praw” – dodaje prowadzący rozmowę Rafał Woś. Tylko jaki sens ma to rozumowanie, jeżeli sąd już orzekł, że prezydent mógł zastosować prawo łaski, żadnego pogwałcenia reguł nie było? No właśnie o to chodzi, że nie ma to sensu.

Weźmy ten nieszczęsny KOD. Że bardzo przykro jest, że PIS tak ostro atakuje KOD, bo „wielu moich znajomych uczestniczy w marszach KOD i w większości są to ludzie, którym bardzo zależy na państwie”. Zgadzam się, niech im zależy, nie może jednak Kataryna nie widzieć tego, że w ruchu Kijowskiego natychmiast odnalazły się partie polityczne, ich liderzy są oklaskiwani na wiecach, emblematy są eksponowane, a ostatni marsz został właściwie przez jedną z nich (PO) zorganizowany. Taka sytuacja już niestety zdejmuje z KOD-u ewentualny parasol ochronny, który roztoczyłaby nad nim jego szczera obywatelskość i wpisuje tę inicjatywę w kontekst bieżącej walki politycznej. Partie polityczne KOD wykorzystują, KOD się wykorzystywać daje z satysfakcją, ba, za chwilę sam ruch może stać się partią, a Kijowski jego liderem – w tak ewidentnym kontekście partyjnym PIS ma prawo traktować KOD jako jeszcze jednego przeciwnika politycznego, bo tym de facto jest ten ruch.

Weźmy ten jeszcze bardziej nieszczęsny Trybunał. Kataryna nie rozumie, po co PIS poszedł na tę wojnę, uważa, że nic na niej nie skorzysta, a dużo straci. „I nie mam też wątpliwości – dodaje – że to nie PIS jego wygaszanie rozpoczęło. Ale nawet jeśli tak jest, to właśnie PIS powinno ustąpić”. Tu już się pogubiłem całkiem, bo moim zdaniem Kataryna popada w ewidentną sprzeczność.

Z jednej strony argumentuje, że do PIS jej najbliżej, bo PIS kontestuje patologie III RP i w tym sensie jest (a przynajmniej wydawał się być) antyestablishmentowy, z drugiej strony postuluje odpuszczenie próby zawłaszczenia TK przez opozycję. Tylko że tego rozumowania logicznie poskładać się nie da – jeżeli wychodzimy z założenia, że III RP była nieprawa i niesprawiedliwa i głosujemy na partię, która chce zrobić z tym bytem porządek, nie możemy wyjąć sobie z głowy argumentu, że próba zgarnięcia TK właśnie po to się odbyła, żeby do zasadniczych zmian w głębokich strukturach III RP nie dopuścić, czyli nie pozwolić partii rządzącej zrobić tego, co było powodem, dla którego na nią głosowaliśmy. Jest to argument mocny tym bardziej teraz, kiedy po fakcie widzimy, co wyprawia Rzepliński (sama Kataryna go wielokrotnie krytykowała), z jaką zaciekłością walczy z PIS-em i do jakich kosmicznych wykrętów prawniczych posuwają się zdesperowane elity konstytucyjne, żeby uzasadnić zlekceważenie przez TK obowiązującej go ustawy.

Taka właśnie jest ta krytyka Kataryny – niezrozumiała i niespójna. Tym samym bardzo podobna do krytyki uprawianej przez Jadwigę Staniszkis i Ryszarda Bugaja. Oni też przywołują zawiedzione nadzieje i rozczarowanie, bo jakąś inną wizję mieli, ale jak tak bliżej poskrobać przy tych argumentacjach, żeby dowiedzieć się, o co w nich konkretnie chodzi, niechybnie się okazuje, że… konkretnie to nie wiadomo, o co w nich chodzi. Albo to ja za głupi jestem, żeby to zrozumieć. Tak przecież też być może, chociaż byłoby mi wtedy bardzo przykro.

Zapraszam na FB

https://www.facebook.com/t.laskus

Zapraszam do śledzenia na TT

https://twitter.com/tomeklaskus

 

Wykop Skomentuj118
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka