Gorące tematy:

30 obserwujących
228 notek
834k odsłony
2198 odsłon

MEN robić duża reforma, ja chcieć duże uzasadnienie

Wykop Skomentuj132

Byłem gimbem. Nie wiem na pewno, ale podejrzewam, że mam w związku z tym poważnego rodzaju intelektualne niedostatki względem tych, którzy chodzili do ośmioletnich podstawówek, w związku z czym mają wewnętrzne poczucie wyśmienitego wyedukowania, które to poczucie stanowi solidną podstawę argumentacyjną na rzecz likwidacji gimnazjów. Jako gimb tyle się przynajmniej w gimnazjum nauczyłem, że, żeby cośkolwiek postulować, trzeba do najpierw uzasadnić, a jeżeli stawia się tezę, muszą za nią gonić natychmiast argumenty, bo inaczej z dyskusji robi się wymiana prywatnych wyobrażeń.

Wypisz wymaluj taka właśnie wymiana odbywa się pomiędzy zwolennikami reformatorskich pomysłów MEN. Edukacja jest obszarem szczególnie w tym względzie podatnym, bo skoro każdy do szkoły chodził, to każdy uważa, że opinię powinien mieć, a opinię ma taką, jaka wynika z jego osobistego doświadczenia, z czegoż bowiem innego miałaby wynikać?

Więc jest problem, bo klepane są w tak zwanej dyskusji publicznej rytualne formułki, które są tylko i wyłącznie zapisem wyobrażeń klepiącego. Pół biedy, każdy może sobie klepać po uważaniu. Gdy jednak potęga państwa, w osobie minister Zalewskiej, zabiera się do wielkiej reformy, bardzo kosztownej, skomplikowanej i społecznie inwazyjnej, po raz wtóry wywracającej edukację do góry nogami, o żadnym klepaniu formułek mowy być nie może. Inicjatywa z takim rozmachem forsowana musi być przecież  z równym rozmachem uzasadniana, gdyż ponieważ, czym poważniej chce się działać, czym głębiej system przeorać, tym mocniejsze powinno się mieć do tego powody. Tu się chyba zgodzą i gimby, i doedukowana starszyzna.

Także uzasadniamy, to znaczy minister Zalewska uzasadnia: „System z 1999 r. się nie sprawdził”. Okej, to uzasadnienie jeszcze nie jest, to jest teza. Uzasadnienie nadchodzi: „Gimnazja nie wyrównują szans edukacyjnych, nie podnoszą jakości nauczania”. Okej, tylko że… to też jest teza. Żeby ją uzasadnić, trzeba najpierw przedstawić założenia, które przyświecały wprowadzeniu gimnazjów, następnie zestawić je z badaniami sytuacji obecnej, porównać – wymiernie, na liczbach, a nie na prywatnych wrażeniach i opiniach – następnie zaś odnieść do modelu, który funkcjonował przed 1999 r., żeby pokazać, że jest gorzej. To byłoby uzasadnienie, to byłby jakiś punkt wyjścia do dyskusji. Tak, to sobie możemy wymieniać uwagi na poziomie przysklepowym.

Minister uzasadnia dalej: „Badania pokazują, iż częsta zmiana szkoły i grupy rówieśniczej (…) powoduje nie tylko obniżenie jakości kształcenia, ale przeszkadza w edukacji i ogranicza motywację ucznia”. Zatem się wreszcie doczekałem. Skoro badania pokazują, skoro ktoś empirycznie, naukowo do sprawy podszedł, zbadał, wyszło mu tak i tak, jasno i klarownie potrafi to wykazać, zatem wątpliwości być nie może. Pozostaje tylko ustalić malutką, marginalną kwestię – gdzie te badania? Jakie to są badania, kto je zrobił, jaką metodologię zastosowano? Skoro pani minister twierdzi, że „badania wykazały”, ja nie śmiem wątpić, że badania wykazały, jak tylko jakieś badania zobaczę, chętnie przestanę się upierać, że ta reforma jest niepotrzebnym i kosztownym zamieszaniem. Tak po prawdzie, to od prezentacji tych badań oraz ich autorów pani minister powinna zacząć swoją wczorajszą konferencję, a wymowny jest już sam fakt, że tego nie zrobiła, ograniczając się do lakonicznego wspomnienia, dowodowo równie pasjonującego jak przysłowiowe „amerykańscy naukowcy odkryli…”.

MEN chcieć robić duża reforma, ja chcieć duże uzasadnienie. MEN mi badaniami pokazać, że reforma potrzebna, wtedy ja się zgodzić. Tu żadnej skomplikowanej gramatyki nie ma. Bez rzetelnych badań dowodzących, że jest źle, dyskusja sprowadzona zostaje do bezowocnego przerzucania się dyrdymałami w stylu: „patrz, co się dzieje na uczelniach, studenci są słabi!”. Studenci są słabi, bo ich jest circa 70% za dużo. Wróćmy do liczby studentów z 1999r. i wtedy sobie porównujmy. Elementarny porządek w myśleniu tu jest potrzebny.

Podobnie jak elementarny porządek w myśleniu nakazuje rozdzielić nauczanie dawne – „w moim podręczniku do historii lata temu to była taka wiedza, że olaboga, a teraz są kpiny – od nauczania obecnego. I zestawiać je wyłącznie po uwzględnieniu zmian cywilizacyjnych, czyli: komputery, kultura obrazkowa, Internet, media społeczościowe, cywilizacyjnie kształtowana wielozadaniowość i podzielność uwagi przy braku umiejętności zachowania koncentracji przez dłuższy czas, coraz dalej posunięty wymóg specjalizacji, dużo więcej bodźców i dużo więcej umiejętności, które obecnie młody człowiek musi ogarniać, żeby funkcjonować w społeczeństwie.

Jak ktoś tego nie robi, tylko patrzy w podręczniki i narzeka, bo on kiedyś to umiał i wiedział, bo jego matura zawstydziłaby komitet noblowski, to znaczy, że przy wszystkich swoich cudownościach stary model poległ na odcinku wyposażenia uczniów w umiejętność wprowadzenia do myślenia elementarnego porządku.

Zapraszam na FB

https://www.facebook.com/t.laskus

Zapraszam do śledzenia na TT

https://twitter.com/tomeklaskus

Wykop Skomentuj132
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale