1 obserwujący
14 notek
2940 odsłon
  193   0

Kanibalizm czyli wyzysk

Wyzysk to coś, co odrzucam - i chcę, by inni odrzucali, bo wtedy łatwiej będzie go przezwyciężać.

Gdyby za wyzysk rozumiano tylko korzystanie z cudzej pracy bez należytej odpłaty (jak często robi się i robiono), ogromne części ludzkiego życia zbiorowego albo musiałyby zniknąć, albo pozostać poza porządkiem który mi odpowiada. Bo albo trzeba byłoby wyeliminować życie rodzinne między dziećmy, a rodzicami w tej formie, która znamy (zazwycza dzieci nie płacą za opiekę, przynajmniej nie bezpośrednio), kazać ludziom np. płacić za korzystnaie z koła i wiedzy matematycznej (pytanie komu, pozostaje otwarte, ale nic nie zmienia co do zasady - ktoś to stworzył, napracował się, może miał spadkobierców?), albo dopóścić do "wyzysku" w tych obszarach ludzkiego życia. Życie ludzkie opiera sie w znacznej mierze na nieodpłatnej pracy. Ona nie jest całkiem bezinteresowana, nie zawsze (sądzę, że zazwyczaj nie), ale nie jest odpłatna, nie da się powiedzieć, że coś konkretnie za nią ktoś dostaje. I to nie temu wyzyskowi się sprzeciwiam, kóry polega na korzystaniu z nieodpłatnej pracy.

Jednak istnieje taka praca, która jest wyzyskiwana, choćby płacono za nią bajońskie sumy. To praca, w której wykonujący staje się czyimś narzędziem. Czym bardziej ktoś jest narzędziem, a druga osoba kierującym nim. Ta relacja, czym bardziej wyraźna jest, tym bardziej następuje w jej ramach wyzysk. Przy czym brak zapłaty za taką pracę wskazuje, że wyzysk jest wyjątowo drastyczny. Oznacza, że osoba korzystajaca z cudzej pracy w ogóle nie stara się nawet wynagrodzić komuś to, że przestaje być podmiotem swoich działań.

I to właśnie taki wyzysk budzi mój sprzeciw.

Dlaczego czym bardziej relacje między ludźmi są relacjami operatora i narzędzia, tym bardziej odbywa się w ich ramach wyzysk? Ponieważ w takich relacjach następuje coś analogicznego do kanibalizmu. Jedna osoba przechwytuje działania drugiej, tak że stają się jakby jej działaniami. Tak, jak drzewo przestaje być drzewem, a staje się czyimś meblem, tak on staje się innym narzędziem. Traci swój charakter, zostaje skonsumowane. To jest dopiero wykorzystywanie kogoś, czyli wyzysk!

Co jest potrzebne o takiego wyzysku? Władza. Czyli najpewniej też przemoc - wbrew poglądom tych, którzy wierzą w inne źródła władzy, ja twierdzę, że bez przemocy włądzę trudno stworzyć i zachować. Tak, wciąż wracamy do tego samego tematu i ja wciąż tłumaczę wam, czemu jestem anarchistą, socjalistą i indywidualistą zarazem.

Co ważne, relacja o której mowa budzi mój sprzeciw nie tylko jako relacja w której jest wyzyskiwany ktoś. Wyzyskiwanie, a nie tylko bycie wyzyskiwanym, jest tym, czemu się sprzeciwiam. Gdy ktoś jest wyzyskiwany - traci siebie, bo staje się narzędziem. Ale wyzyskujący też traci siebie - działa pozornie, jego działania, czym bardziej polegają na wyzysku, tym bardziej tylko pozornie są jego działaniami. Są działaniami kolektywu składającego się z wyzyskiwacza i wyzyskiwanego, z którym wyzyskiwacz się utożsamia. Czyli dokładnie te same zjawisko, które skierowuje indywidualistę w stronę równości, przeciwstawia go wyzyskowi.

Jak zwykle wszystko to pokazuje, jak powszechne ideologie, przestawiające indywidualizm jako fundament kapitalizmu i tzw. państwa liberalnego (czy liberalnej demokracji) są równie pocieszne, co fałszywe.

Następny tekst będzie o tym, dlaczego jeśli wymieniamy się pracą, która sprawia nam takie same niedogodności, wyzysk może zniknąć. Pewnie się domyślacie, że ma to coś wspólnego z równością.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale