60 obserwujących
469 notek
488k odsłon
1536 odsłon

Gliński: Tusk przestał czarować

Wykop Skomentuj4

- Ale czy w PO nie będzie dojrzewał scenariusz przewrotu pałacowego? Kiedy posłowie z tylnych ław zorientują się, że nie znajdą się ponownie w sejmie.

- Taki rozwój wydarzeń nie jest wykluczony, ale to raczej odbywa się w ostatnim roku kadencji. Za rok przywódcą takiego buntu mógłby zostać Schetyna, bo Gowin jest za słaby. Jeśli notowania partii zaczną pikować, Schetyna może powiedzieć: Donald, odejdź, narozrabiałeś, a my toniemy.

- Rząd otworzył nowe pole konfliktu ze związkami zawodowymi – forsuje ustawę wyprowadzającą związki z zakładów. Po co to Platformie?

- Oni chcą utrzymać się przy władzy, ale nie rządzą, czyli nie mają żadnej wizji. Poza bieżącym PR-em, czyli tym, co z dnia na dzień wymyśla pan Ostachowicz, brakuje im pomysłu na rządzenie. Stąd takie idiotyzmy jak teraz otwarcie frontu walki ze związkami zawodowymi. Nie rozumiem tego. Jeśli ktoś uprawia politykę w taki sposób, że wchodzi w konflikty z kolejnymi zorganizowanymi grupami społecznymi to można mu wróżyć jak najgorzej.

- Wróćmy do Warszawy. Wystąpię teraz jako advocatus diaboli – dlaczego odwoływać Hannę Gronkiewicz-Waltz, która remontuje w mieście na potęgę i prowadzi prace przy II linii metra dzień i noc?

- Warszawa marnuje swój potencjał. Pani prezydent nie spełniła większości obietnic wyborczych sprzed I kadencji. Nie ma obwodnic, obiecanych trzech mostów. Nie sprawuje nadzoru nad tym, co w stolicy się dzieje. II linia metra miała być skończona przed 2012 rokiem. Brakuje wizji rozwoju miasta. Z centrum wyrzuciła kupców, a nie potrafiła dogadać się w sprawie Muzeum Sztuki Nowoczesnej i plac stoi pusty. Nikt nie tworzy spójnego systemu komunikacji, także rowerowej. Wprowadzono co prawda system wynajmowania rowerów miejskich, tylko ścieżek nie ma. Jazda na rowerze po Warszawie jest bardzo niebezpieczna, szczególnie dla dzieci. To tylko przykłady, wyliczać można długo.

- Prorządowi publicyści zarzucają Panu brak kwalifikacji do zarządzania stolicą.

- Niech się nie martwią. Jeżeli chodzi o kierowanie miastem, przede wszystkim ważny jest zespół. Mam dobre kontakty i wymieniam się doświadczeniami z częścią najlepszych polskich samorządowców. Wiem na kogo mogę liczyć, od prawie roku pracuję z grupami ekspertów. Na marginesie – pochodzę z rodziny architektoniczno-urbanistycznej, mój ojciec był architektem i urbanistą. Jeszcze przed pójściem do szkoły wiedziałem co to jest kurzawka i jak budować metro z głową. Mój brat studiował architekturę, jego córka kończy ten kierunek, mam kuzynkę i wielu kolegów architektów, znam trochę to środowisko, mogę więc liczyć i na takie wsparcie. Jako socjolog zajmowałem się też funkcjonowaniem samorządów lokalnych i dialogiem obywatelskim. I widzę potrzebę dialogu społecznego z mieszkańcami. Dziś odbywają się formalne konsultacje, często burzliwe, ale obywatelskiego głosu nikt finalnie nie uwzględnia, władza robi swoje. W Warszawie działa Biuro Komunikacji Społecznej, złożone nawet z sensownych ludzi, ale ich pozycja jest podrzędna.

- Na co postawiłby Pan w Warszawie?

- Na pewno na rozwiązanie problemu paraliżu komunikacyjnego. Nie należy ograniczać się do dwóch linii metra, tylko już projektować kolejne. Na ten cel trzeba koncentrować środki. Musimy zbudować sieć szybkiego i taniego transportu. Podobnie system ścieżek rowerowych. Jak najszybciej należy sfinalizować budowę obwodnic. W Warszawie buduje się dwa stadiony, a nie ma obwodnic. Zdecydowałbym o mądrym zagospodarowaniu centrum, czyli pl. Defilad. Ważne są centra dzielnic, które powinny funkcjonować samodzielnie jako miejsca przyjazne mieszkańcom i spełniające funkcję usługową. Rozwiązania wymagają kwestie własnościowe, dekretu Bieruta, ale zapewne nie obejdzie się bez rozwiązań ustawowych. Państwo powinno za to też wziąć odpowiedzialność finansową. Kluczowy jest dialog z mieszkańcami tak, by mieli poczucie, że współuczestniczą w podejmowaniu decyzji, a nie są – jak dziś – o decyzjach władz wyłącznie informowani.

- Spodziewa się Pan takich brudnych zagrywek jak w Elblągu?

- Oczywiście, że się spodziewam. Brudne zagrywki weszły w krew części polskich polityków. Wystarczy przypomnieć spot „Zło” – nazwany tak przez ludzi, którzy go przygotowali – w którym wyborcy PiS-u zostali pokazani jako oszalali faszyści, którzy podpalą Polskę. Niedawno okazało się, że występujący w tym spocie człowiek był prowokatorem. Wobec mnie stosowano dotąd dwie metody. Ponieważ nie mogli znaleźć nic w życiorysie, próbowano mnie ośmieszać lub przemilczać. I to się nie skończyło.

- Jarosław Kaczyński zasugerował, że mógłby Pan też być kandydatem PiS na prezydenta Polski. Jak ocenia Pan prezydenturę Bronisława Komorowskiego?

- Można mieć do niego pretensję, że przy słabym mandacie - bo wygrał wybory niewielką większością - od razu zamknął się w wieży z kości słoniowej i zaczął dzielić Polaków wywołując konflikt o krzyż na Krakowskim Przedmieściu. Wpisał się w politykę establishmentu rządzącego, który na tym konflikcie budował swoją pozycję polityczną. To bardzo destrukcyjne. Prezydent Komorowski jest współodpowiedzialny za to, że Polacy są tak dramatycznie obecnie podzieleni. Nie wykonał nawet najmniejszego gestu wobec olbrzymiej grupy Polaków, którzy na niego nie głosowali. Drugi zarzut – to jest bardzo mało aktywna prezydentura, inicjatyw ustawodawczych jak na lekarstwo. Owszem, odbywają się debaty, ale przez trzy lata prezydentury efektów tych debat prawie nie ma. Po trzecie – jest otoczony dziwnymi ludźmi od spraw bezpieczeństwa i do dziś nie wyjaśnił swoich powiązań z WSI. Powinien wyjaśnić dlaczego był jedynym posłem PO, który głosował przeciw rozwiązaniu WSI. Do tego dochodzi zdumiewające nobilitowanie dyktatora komunistycznego Jaruzelskiego w roli doradcy czy dekorowanie orderem szefa Radia Siezieniewskiego, który „wykazał się” w stanie wojennym i jeszcze nagradzanie go „za krzewienie wolności mediów”. Prezydent Polski tak się zachowywać nie powinien. Można by także wskazywać wiele uchybień w kwestiach formy i stylu. Ale przede wszystkim nie widzę dynamiki, wizji i celu tej prezydentury. Polska wymaga mądrego przywództwa i integracji.

- W podziale na Polskę solidarną i liberalną – wciąż jakoś obecnym w debacie -określiłby się Pan bardziej jako człowiek o poglądach pro-socjalnych czy pro-liberalnych?

- Jestem także ekonomistą z wykształcenia, ale nie doktrynerem. Uważam, że polityka ekonomiczna powinna być czasem bardziej keynesowska, a niekiedy bardziej liberalna, w zależności od okoliczności i możliwości. Kiedy występuje boom gospodarczy, rosną zyski, można być zdecydowanie bardziej socjalnym i zagwarantować pracownikom należny udział w zyskach, które wypracowali. Na pewno jestem zwolennikiem aktywnej roli państwa w polityce gospodarczej i kontrolowania przez nie reguł i warunków gry wolnorynkowej. Jeżeli państwo byłoby aktywne w Tychach dwa lata temu, można by np. ocalić te 1600 miejsc pracy. Ale to by wymagało racjonalnego rządzenia a obecny polski premier nie jest nawet zorientowany – jak można sądzić po memorandum gazowym czy kolejnym fiasku projektowania budżetowego - w podstawowych kwestiach polskiego bezpieczeństwa gospodarczego.

zajrzyj naFACEBOOK.COM/TYGODNIKSOLIDARNOSC

 

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale