1 obserwujący
7 notek
2786 odsłon
  275   1

Jazda bez trzymanki

Co jakiś czas media donoszą o tragicznym wypadku, o katastrofie, o młodych ludziach wracających z imprezy, którzy swą przygodę z motoryzacją i życiem zakończyli na przydrożnym drzewie, albo o idiocie, który grzał przez miasto i na pasach rozjechał jedną, czy piętnaście osób.

W efekcie informacje o sklejonych z przydrożnymi drzewami skutkują postulatami by krnąbrne drzewa wykluczyć z przestrzeni. A nawet tak się dzieje i piękne drogi zamieniają się w smutną wstęgę asfaltu wijącą się wśród pól… Jakby to drzewa były winne wypadkom.

W drugim przypadku, gdy sprawca jadąc 100 na godziną zabił na pasach, albo nie zapanował nad swoim srylionletnim BMW wypadł na chodnik i rozjechał rodzinę wracającą z niedzielnej mszy, tudzież w sztok pijany kretyn spowodował straszny wypadek, pojawia się informacja o karze, która grozi kierowcy - utrata prawa jazdy a nawet 12 lat pozbawienia wolności (albo i 15 jeśli doszło do katastrofy w ruchu lądowym).

Policja i rozmaite stowarzyszenia apelują o zachowanie ostrożności – szczególnie w okresie świąt, długich weekendów i gdy warunki na drogach bardzo niesprzyjające. Zatroskani politycy wygrywają kolejne tragedie w swych niecnych i podłych politycznych gierkach kombinując jak to i komu dokręcić śrubę i czego jeszcze zakazać zaś Policja uskutecznia łapanki jak za okupacji.

I co z tego wynika? Niewiele.

Ale najpierw mała zabawa z wyobraźnią oraz liczeniem (zabawa wymaga uruchomienia więcej niż jednego połączenia synaptycznego w ośrodkowym układzie nerwowym):

Wyobraźmy sobie piękny poranek 22 czerwca – godzina 4.01 rano, ciepło, sucho, pusto. Jasno! Teren zabudowany i ograniczenie do 50 km/h. Gdzieś za łukiem w krzakach siedzi policyjny patrol i poluje na frajera. Frajer jedzie 75 km/h – żadna prędkość, warunki doskonałe, ale mandat się należy, choć nic nikomu się nie stało.

A teraz wyobraźmy sobie, że jest poranek 22 grudnia – godzina 4.01 rano, zimno, mokro (od kilku dni na przemian śnieg z deszczem, przymrozki, odwilże), pusto. I ciemno jak w… Ten sam teren zabudowany i ograniczenie do 50 km/h. Gdzieś za łukiem w krzakach siedzi policyjny patrol i poluje na frajera. Frajer jedzie raptem 40 km/h – po odwilży i całonocnych opadach deszczu nad ranem temperatura spadła poniżej zera, więc na drodze lód, szklanka, lodowisko. Frajer do patrolu nie dojechał – jadąc 40 km/h wylądował w rowie wcześniej rozwalając kilka ogrodzeń i psią budę. Przybyły na miejsce patrol stwierdził, że kierowcy nic się nie stało – tylko auto oberwało – i wezwał pomoc drogową. W następstwie wszystkiego frajer dostał mandat za spowodowanie wypadku. Uzasadnienie: niedostosowanie prędkości do warunków.

I zasadniczo słusznie. Bo choć to stan dróg to pierwsza przyczyna wypadków, to dość wysoko jest właśnie „niedostosowanie prędkości do warunków” a „jazda pod wpływem” jest dość daleko w tym zestawieniu.

A teraz wyobraźmy sobie, że jest 22 czerwca, albo 22 grudnia i od godziny 5.00 rano Policja w całym kraju przyprowadza akcję „trzeźwość” – bo koniec długiego weekendu, bo wyjazdy, lub powroty, bo święta.

Przez cały dzień skontrolowano kilkadziesiąt tysięcy kierowców, tysiącu lub dwóm uniemożliwiono dalszą jazdę bo mieli w wydychanym powietrzu ponad 0,2‰ alkoholu – wiadomo: pijany wiezie śmierć.

Może i tak, może i pijany wiezie śmierć, ale przez cały ten dzień po drogach poruszało się kilka, czy kilkanaście milionów pojazdów, czyli sprawdzono jednego na tysiąc kierujących, z których jeden na dziesięciu rozstał się z prawem jazdy oraz został skierowany odpowiedni wniosek do sądu.

Jeśli policyjną akcję potraktujemy jak próbkę statystyczną, to okaże się, że z tych 5.000.000, czy 15.000.000 kierowców, którzy tego dnia wsiedli za kółko 500.000, albo i 1.500.000 było w stanie wskazującym.

I dojechali – oczywiście za wyjątkiem tych, którzy zostali złapani.

Do czego zmierzam? Otóż problemem nie jest nadmierna prędkość, albo jazda pod wpływem. Problemem jest system kar – czyli mentalność i myślenie pobożnościowe: mentalność niewolnika i myślenie, że jeśli się coś zadekretuje, to w końcu rzeczywistość uzna, że ma się dostosować do ludzkich deklaracji.

Proszę pomyśleć:

- jeśli jadąc po pijaku w terenie zabudowanym 150 km/h rozjadę teściową na pasach, to grozi mi max 12 lat, ale jeśli wyrzucę ją przez okno, to raczej mam załatwione dożywocie.

- jeśli jadąc po pijaku w terenie zabudowanym 150 km/h ominę teściową na pasach, ale załapię się na kontrolę policyjną, to stracę prawo jazdy i zapłacę mandat, choć nic złego się nie wydarzyło;

- jeśli jadąc po pijaku w terenie zabudowanym 150 km/h ominę teściową na pasach i nie załapię się na kontrolę policyjną, to nic się nie stanie i będę jechał dalej;

Karanie za jazdę na gazie/ bardzo szybką/ na zderzaku/ etc. jest jak prewencyjne karanie mężczyzn za gwałt – mają czym, a szefa kuchni za morderstwo – w końcu bez noża niewiele uda się przygotować posiłków.

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale