1 obserwujący
7 notek
2786 odsłon
  132   1

Hunwejbinizm

Jak wiemy - a jeśli ktoś nie wie, to się dowie z tego tekstu – „hunwejbini” to były sfanatyzowane zastępy młodych ludzi wykonujące polecenia Wielkiego Lidera Przywódcy i (S)Twórcy Chińskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej Mao Zedonga. Czerwona Gwardia była siłą, która miała totalnie wesprzeć realizację planów Mao, rozprawiać się ze wszelką nieprawomyślnością a zupełnie przy okazji pacyfikować wewnątrzpartyjny opór. Jak zawsze w podobnych przypadkach do Gwardii dołączyły rzesze karierowiczów wyczuwających skąd wiatr wieje i na czym można zarobić (nawet jeśli zarobienie oznaczało niezarobienie kuli w łeb, to i tak był to sukces i pewna doza przewidywalności).

Dziś „hunwejbinizm” to określenie o zabarwieniu mocno pejoratywnym, oznaczające bezwzględnego, posłusznego wykonawcę odgórnych poleceń. Człowieka pozbawionego zasad, gotowego na każdą podłość (za cenę profitów).

Podobno pamięć wyborcy sięga nie dalej niż pół roku wstecz. Coś w tym jest skoro tak liczne grono rozmaitych twórców – a więc osób podobno światlejszych niż motłoch – gardłuje za „rycerzem bez białego konia, który powrócił z zaświatów ojczyźnianych by się sprzeciwić i walczyć” (trochę długi tytuł, ale w chińskiej tradycji są i dłuższe, więc sądzę, że uprawniony; a poza tym to ja piszę ten tekst i demokratycznie, 100% poparcia, zdecydowałem, że jest ok). Gardłujący histerycznie i robiący ten-tegesa zapomnieli chociażby sprawę urąbania kosztów uzyskania z działalności twórczej (np. https://wpolityce.pl/polityka/360069-pis-przywraca-tworcom-prawa-podatkowe-ktore-zabrala-platforma-czy-antyrzadowi-artysci-pogardza-pieniedzmi-od-panstwa-totalitarnego), albo że decyzja o wyborze konwencji chicagowskiej była skandalem (np. https://www.rp.pl/artykul/594244-Katastrofa-smolenska-i-konwencja-chicagowska--Analiza-Rz.html). I żeby było jasne – hunwejbini tamtej strony nie mówią, że było el hooyovo, ale wybierają mniejsze zło. Nic z tych rzeczy -.hunwejbini dziarsko piszą, radzą, gromią i drwią i hunwejbinizm ma się dobrze.

Taaak… A co z hunwejbinizmem po drugiej stronie?

Pomyślałem, że możliwe, iż wyjaśnieniem obecnej sytuacji jest entropia, czyli pojęcie które opisuje kierunek przebiegu procesów w układzie termodynamicznym.

W skrócie wygląda to tak (bardzo w skrócie):

- porządek = niska entropia, nieporządek = wysoka entropia; układy dążą od niskiej entropii ku wyższej, czyli zorganizowany burdel przechodzi w studencką imprezę w akademiku;

- układy uporządkowane (o niskiej entropii) dążą do nieuporządkowania (o wyższej entropii), chyba że z zewnątrz dostarczana jest energia, która utrzymuje uporządkowanie, czyli np. na otrzęsiny wkracza pan Zdzisio i organizując pokoje schadzek pobiera opłaty za korzystanie lejąc w ryj co bardziej wyrywnych studenckich „anarchistów”;

Tyle fizyka. Niestety, życie „społeczno-polityczne” znacząco przekracza to, co śniło lub mogło się śnić filozofom. Powód jest prosty – żyjemy w dwóch równoległych światach (a jeśli dodać media społecznościowe to nawet w trzech). Z jednej strony mamy deklaracje, z drugiej wskaźniki. Z jednej strony mamy informację, że Umiłowanego Przywódcy program wspiera, z drugiej mamy namacalną rzeczywistość, kóra pokazuje, że raczej i totalnie nie wspiera. Z jednej strony mamy informacje, że przeprowadzane reformy polepszyły i jeszcze bardziej polepszą a z drugiej mamy twarde dane, które pokazują, że spieprzono i jeszcze bardziej zostanie spieprzone.

I to dochodzimy do hunwejbinizmu.

Otóż, odwołując się do termodynamiki, otrzymujemy, że aby obecny system mógł działać potrzebna jest siła zewnętrzna. A to oznacza pewien koncept scalający.

Ówże „koncept scalający” można definiować poprzez mniej lub bardziej górnowzniosłe hasełka (np. „Bóg, honor, ojczyzna”, „Silni, zwarci, gotowi”, „Polak – katolik”, „przedmurze chrześcijaństwa”, etc.), ale wszystko się sprowadza do możliwości realizacji wizji wodza/ Mao i lub możliwości zarobienia kasy przez hunwejbinów oraz – i tu wielki szacun! – przez ludzi, których inteligencja jest ponadprzeciętna i rozumieją gdzie są konfitury (absolutnie nie robię sobie jaj, szczerze).

Proszę mi wybaczyć porównanie, ale markiz de Sade byłby lepszym obrońcą cnót wszelakich i zasad bzykania w zgodzie z kalendarzykiem małżeńskim niż tzw. „sędzia” Stanisław Piotrowicz jako obrońca wolności obywatelskich i niezależności. Umówmy się – z „prokuratora stanu wojennego” jest taki (ex) szef sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka oraz sędzia nibyTrybunału nibyKonstytucyjnego jak z glisty aligator a z pingwina jastrząb.

Dlaczego?

Otóż markiz robił na swój rachunek a moralny nielot w todze na cudzy.

Czego więc jesteśmy świadkami (pomijając, że jak zawsze jesteśmy świadkami dymania maluczkich)?

Jesteśmy świadkami rozprężenia układu.

Pojawia się więc pytanie: czy układ się rozpręża, entropia wzrasta w sposób przewidziany odpowiednimi wzorami (zaleceniami/ politycznymi scenariuszami/ normalnymi mechanizmami społecznymi…), czy też pojawi się – i jaka – siła, która układ utrzyma w spójności?

Umówmy się – intelektualnie wizja Wodza jest cienka jak pół litra „Gorzkiej Żołądkowej” wlana do sracza. Ale alternatywa to wlanie „Four Roses” do pisuaru.

Anegdota głosi, że kiedyś zapytano Alberta Einsteina: jak to jest być najinteligentniejszym człowiekiem na Ziemi? Ten odpowiedział: nie wiem, zapytajcie Nikolę Teslę.

Dlaczego kreślę smutne zdania?

Bo jest mi zwyczajnie przykro. Jest mi przykro, że marnowane są zdolności i możliwości. Że o świecie, tym najbliższym, decydują ponure kreatury gotowe wykonać każdy rozkaz, zmaltretować każdego kto zostanie wskazany. Że inteligencja, sprawność, kreatywność zabijana jest przez bylejakość. Albo są wykorzystywane by judzić i niszczyć.

Doskonale pamiętam czasy przed ’89 i przeraża mnie, że wracają.

Ja wiem – są tacy, którzy zaprzeczą i pierś nadstawią by bronić. Którzy gotowi są stanąć w obronie „wartości”. Dla nich mam propozycję – spotkajmy się i porozmawiajmy. Na argumenty. Zróbmy debatę, rozbierzmy problem, zaprośmy ekspertów, transmitujmy w sieci.

Ale w sposób cywilizowany.

Punktem wyjścia może być taka oto teza:

Narodowo-socjalistyczna partia Umiłowanego Przywódcy odkręca sojusze i wbrew werbalnym zapewnieniom, to nie Stany Zjednoczone i Europa, ale Rosja i jej system są wzorcami i celem, który ma być osiągnięty.

Albo inna

Totalna opozycja chodzi na brukselsko-berlińskim pasku i realizuje scenariusz.

Albo jeszcze coś innego.


Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo