vipp
KRAINA CYTAT - Silva Rerum
5 obserwujących
178 notek
32k odsłony
  114   0

Akcja Koppe. Kraków, 11 lipca 1944


kedyw.info
Zygmunt Niepokój (1967), Wykonanie akcji – Pamięci konspiratorów krakowskiego Kedywu AK
image

Podrozdział w: Akcja "Koppe", Dynamit cz.2., WL 1967

Uczestnicy akcji przychodzą między godz. 7.45 a 8 na punkty odbioru broni, która dostarczana jest przez łączniczki: „Zetę”, „Dzidzię”, „Tomka” i kuzynkę „Zety”.

Do akcji wystawiano się trzykrotnie na placu Kossaka. Pierwszy raz w środę 5 lipca. Koppe w dniu tym pojechał ul. Straszewskiego. Po wystawieniu tym wprowadzono zmianę i uzupełnienia w sygnalizacji między łączniczkami wywiadu. „Kama”, odebrawszy od swej poprzedniczki znak zbliżania się Koppego, przeszła przez ulicę, co oznaczało dla następnej „Dewajtis” zbliżanie się Koppego. „Dewajtis” zeszła z wału wiślanego, lecz nie widząc Koppego, cofnęła się z powrotem na wał i potem obydwie z „Kamą” przeszły obok grupy, dając znak zwinięcia akcji. Po tym doświadczeniu ustalono, że „Kama” zbli-żanie się Koppego sygnalizuje „Dewajtis” przełożeniem białego płaszcza z prawej ręki na lewą, a gdy Koppe minie ul. Straszewskiego i skieruje się w ulicę Powiśle - przejdzie przed jego samochodem przez jezdnię ul. Powiśle. Gdy Koppe pojedzie ul. Straszewskiego, „Dewajtis” postawi białe pudło na ziemi, co oznacza zwinięcie akcji. Jeśli Koppe pojedzie inną trasą - łączniczki wywiadu schodzą kolejno ze swych stanowisk, a „Dewajtis” stawia pudło na wale.

Drugi raz wystawiono się w piątek 7 lipca. W tym dniu Koppe nie wyjechał z Wawelu, gdyż odbyło się tam zebranie rządu GG. Zwinięcie akcji odbyło się około godziny 9.30 po 30-40 minutach oczekiwania. Przez plac Kossaka przejeżdżały ciągle liczne samochody wojskowe, policyjne i rządowe, napełnione Niemcami.

Trzeci raz zajęto stanowiska we wtorek 11 lipca. Ustawienie przebiegało planowo z jednym wyjątkiem. Nie stawił się na miejscu akcji samochód mercedes-diesel z kierowcą „Wierzbą”, który przyjechał w samochodzie „Storcha”. Wóz nie chciał zapalić w tym dniu.

O godzinie 9.17 Koppe wyjechał z Wawelu. Siedział przy kierowcy. Na tylnym siedzeniu jechał adiutant. Koppe jechał w tym dniu bez ochrony, której samochód spóźnił się i przyjechał od strony ul. Straszewskiego dopiero w trzy minuty po wyjeździe Koppego. Samochód Koppego skierował się tym razem w ulicę Powiśle. „Rayski”, znajdujący się na placu Bernardyńskim koło apteki, zdejmując czapkę dał sygnał zbliżania się Koppego wywiadowczym „Inie”.

„Ina”, stojąc koło kościoła Św. Idziego obok zabudowań od strony ul. Podzamcze - przekazuje natychmiast sygnał wywiadowczym „Adzie”, poprawiając sobie włosy. „Ada” - znajdując się przy ul. Podzamcze przy narożniku ul. Kanoniczej od strony ul. Straszewskiego - przekazuje sygnał wywiadowczyni „Dzidce”, również przez poprawianie włosów. „Dzidzia”, stojąc na ul. Podzamcze przy budynku nr 14 tuż przy narożniku ul. Straszewskiego od strony ul. Grodzkiej - podaje znak dalej wywiadowczyni „Kamie”, zapinając bucik w pozycji klęczącej.

„Kama”, znajdując się przy ul. Podzamcze przy budynku nr 28 przy narożniku ul. Powiśle, gdy zobaczyła znak „Dzidzi” i samochód Koppego - przełożyła biały płaszcz z prawej ręki na lewą i dała wywiadowczym „Dewajtis” wstępny znak zbliżania się Koppego, a gdy ten minął ul. Straszewskiego - natychmiast przeszła w kierunku Wisły przez jezdnię ul. Powiśle przed samochodem Koppego, co znaczyło, że jedzie on ulicą Powiśle.

„Dewajtis”, znajdująca się na wale wiślanym przy ul. Powiśle na wysokości placu Na Groblach z dużym białym pudłem w rękach - na pierwszy sygnał „Kamy” zeszła schodkami z wału. Na drugi sygnał przeszła przez jezdnię ul. Powiśle przed samochodem Koppego.

Sygnał „Dewajtis” przejmuje „Rafał” i przez zdjęcie czapki daje znak rozpoczęcia akcji. Wszyscy rozpinają płaszcze lub wyjmują broń z teczek. Siedzący przy stole w restauracji - „Zeus”, widząc, jak „Dietrich” rozerwał płaszcz (zaszył go w kilku miejscach, aby sten nie wystawał), otworzył futerał od skrzypiec, wyjął pistolet maszynowy, załadował i założył na szyję. Skierował się do wyjścia, dając polecenie personelowi restauracji i gościom: „proszę pochować się pod stoły”, co wszyscy natychmiast uczynili. Na ulicy padają strzały. W wejściu do restauracji ukazał się oficer niemiecki, do którego „Zeus” oddał dwie serie. Następnie „Zeus” wybiegł z restauracji i zajął stanowisko na środku ulicy Zwierzynieckiej w jej wlocie na plac Kossaka.

Gdy „Dietrich” zobaczył wywiadowczynię „Dewajtis” przebiegającą ulicą i „Rafała” odpinającego płaszcz, szybko przeszedł do cembrowiny i wyjął spod płaszcza pistolet. W tym momencie ruszyła chevroleta „Otwockiego”. Jedzie wolno, staje na moment, znów jedzie, przystaje. Samochód Koppego nieomal ocierając się o maskę chevrolety przejeżdża przed nią. Inna wersja, podana przez „Bartka” i dra „Maksa”: samochód Koppego wyminął chevroletę, jadąc już po trawniku, a szofer Koppego jechał sinusoidą, utrudniając w ten sposób celność strzałów.

W chwili gdy „Otwocki” jeszcze jechał - padły pierwsze strzały. To „Rafał” strzelał do Koppego. Zaraz za nim ogień rozpoczęli „Mietek” i „Kruszynka”. Do uciekającego już Koppego strzelali „Rafał”, „Mietek”, „Dietrich” „Kruszynka” oraz prawdopodobnie „Warski”,. „Ziutek” i „Rek”. Kilkanaście metrów za samochodem Koppego, w którym Koppe zdążył się już schować, pędziła chevroleta 0,75 t prowadzona przez „Pikusia”. Z samochodu strzelali do Koppego „Ali”, „Akszak”, „Orlik” i „Kruszynka”. Adiutant Koppego, jadący na tylnym siedzeniu, oddał kilka strzałów i ranił w lewe ramię „Mietka”. Adiutant zostaje zabity już poza placem Kossaka. Od strony ulicy Retoryka spokój. „Korczak” ukląkł koło studni obserwując dom, w którym mieścił się urząd niemiecki. Z okien wygląda wielu ludzi. Nikt nie okazuje zaczepnych zamiarów. Jeden z dorożkarzy usiłuje się ukryć, przykucnął za niskim żywopłotem, okalającym trawnik. Rowerzysta porzucił rower na środku placu i położył się w rynsztoku. „Korczak” nie strzelał.

„Rafał” daje gwizdkiem znak - rozkaz do ewakuacji. Wozy podjeżdżają na środek placu Kossaka. „Bartek” przodem, „Storch” cofa mercedesa tyłem. „Storch” i „Wierzba”, widząc w odległości 5-7 m stojącego na placu żołnierza niemieckiego, ostrzelali go z broni krótkiej. Chevrolet 4 t zakręca i staje w grupie naszych samochodów na placu. Pierwsza opuszcza stanowiska I grupa ubezpieczeniowa. „Ziutek” przed wycofaniem się oddał kilka krótkich serii wzdłuż ul. Powiśle i w kierunku Wawelu. Grupa „Warski”, „Ziutek” i „Rek” dochodzi do I grupy uderzeniowej i razem z nią idzie do samochodów. W chwilą potem wraca chevrolet 0,75 t. „Rafał” przywołuje „Korczaka” i „Zeusa” z II ubezpieczenia. Uczestnicy akcji wsiadają do samochodów wg planu. Do BMW z „Bartkiem” - „Jeremi”, do mercedesa z „Storchem” ranny „Mietek”, do chevrolety 4 t z „Otwockim” - „Korczak” do szoferki, a „Zeus” do skrzyni wskakuje już w biegu. W chevrolecie 0,75 t z „Pikusiem” pozostają w skrzyni „Ali”, „Akszak” i „Orlik”. Do szoferki wsiada „Kruszynka”. Ostatni wsiadł „Rafał” do mercedesa, gdzie był ranny „Mietek”.

Kolumna posuwała się z szybkością około 40 km na godzinę ulicami: Retoryka - Garncarską - Dolnych Młynów - Rajską (Michałowskiego) - Garbarską (Batorego) - Łobzowską - Szlak - Długą - Śląską - Łokietka - do przejazdu kolejowego. Tu zatrzymała się i zabrała czekających dra „Maksa”, „Jacka”, „Tadeusza” i „Zetę”. Razem jedzie więc 22 ludzi. Kolumna skręciła w boczną drogę do Bronowic, gdzie wyjechała na szosę Kraków-Katowice. Po kilkuset metrach skręciła w kierunku Ojcowa. Nawierzchnia szutrowa z wapienia. Straszny kurz. Kolumna rozciągnęła się. Odległość między samochodami kilkunastometrowa. „Korczak” zdjął płaszcz, aby odsłonić mundur oficera SS, czapka była tak mała, że nie mógł jej włożyć na głowę. Oddział spokojnie dojechał do serpentyn ojcowskich. Nastrój w samochodach spokojny, odprężenie. Koło Ojcowa stoją pierwsi łącznicy z miejscowych placówek obracając w ręku białą laseczkę. Znak, że dalsza droga bezpieczna. Trochę dalej miejsce zasadzki na ewentualny pościg niemiecki, zorganizowanej przez miejscowy oddział AK. Na serpentynie ojcowskiej kolumnę naszą minęło bez oznak zaczepki kilka samochodów z granatową policją. Kolumna spokojnie minęła Ojców i skręciła w kierunku Skały. Miasto minęła spokojnie i skierowała się do Wolbromia. Wolbrom to najtrudniejsze miejsce odskoku. Największe miasto na trasie. Przejazd przez tory kolejowe. Rynek, na którym kolumna minęła załadowujących się do ciężarówek Niemców-lotników. Około 3 km za Wolbromiem, na skrzyżowaniu koło kapliczki w pobliżu majątku Poręba Dzierżna stał ostatni łącznik, który zameldował spokój i bezpieczną dalszą drogę.

Kolumna zatrzymała się, wysiadł dr „Maks”, który udał się na punkt sanitarny z poleceniem zwinięcia „Alego” oraz, by podać treść depeszy, jaką miał wysłać do Warszawy: „O wyniku transakcji nie wiadomo, towar lekko zwyżkował o l zł.” Oznaczało to, że wynik akcji nie znany, straty - l lekko ranny. W dalszej drodze grupę minęło osobowe auto z żandarmerią z Pilicy, jadące w kierunku Wolbromia. Wkrótce grupa spotkała stojące przy drodze auto policyjne, lecz bez załogi. Niemcy widocznie nie mieli odwagi zaczepić. Kilkaset metrów dalej nadjechał samochód terenowy z 4-5 żandarmami z bronią w pogotowiu. Gdy minęli trzeci nasz samochód - zatrzymali się, wyskoczyli z wozu i krzyknęli: Halt. Ostrzelano Niemców z pistoletów maszynowych. Z ostatniego wozu wysiedli wszyscy i tak jak Niemcy zajęli stanowiska w przydrożnych rowach: Wśród Niemców ranny został oficer, zabici - jego adiutant i kierowca. Niemcy ranili w brzuch „Dietricha” wsiadającego po potyczce na ciężarówkę. Mercedes, który zerwał się z holu, po opróżnieniu ustawiono w poprzek szosy. Po przegrupowaniu kolumna ruszyła dalej. Wkrótce oddział stanął we wsi Udórz. Dr „Maks” udał się do dworu, by dowiedzieć się, gdzie bezpiecznie umieścić rannego „Dietricha”. Oddział w tym czasie zajął stanowiska bojowe po obu stronach szosy, ubezpieczając postój. Dr „Maks” powrócił po kilkunastu minutach z właścicielką majątku, która miała prowadzić do opuszczonej leśniczówki. Zdecydowano, że ranny „Dietrich” przewieziony zostanie samochodem BMW. Jako osłona zgłosili się ochotniczo „Akszak” i „Rek”. Jednocześnie wysłano kartkę do „Allodii” do Poręby Dzierżnej z rozkazem przybycia sanitariuszek z narzędziami i sprzętem lekarskim.

„Rafał”, pozostawiając dowództwo nad częścią grupy „Korczakowi” z rozkazem dołączenia po odjeździe rannego pojechał ciężarówką na drugi koniec wsi, aby zorganizować ubezpieczenie od strony Żarnowca. Rannego „Dietricha” ulokowano w BMW, który z „Bartkiem” i właścicielką majątku odjechał. Dr „Maks”, „Akszak” i „Rek” udali się do leśniczówki piechotą. Postój ten trwał przeszło pół godziny. Po ich odjeździe „Korczak” zwinął ubezpieczenie, załadowano się do samochodu chevrolet 0,75 t i ruszono w kierunku „Rafała”, który jadąc przez wieś spotkał koło kaplicy łącznika Hlawę. Miał on przeprowadzić oddział do dowódcy batalionu majora Zawiślaka w Woli Libertowskiej koło szkoły, a samochody skierować do szopy. Hlawa skierował ich do wąwozu. Tam „Rafał” zatrzymał samochód i rozstawił ubezpieczenie. Po upływie kwadransa dołączył chevrolet 0,75 t, którego dowódca zameldował, że ranny odjechał - „Rafał” wydał więc polecenie odjazdu. Gdy ładowali się do samochodu, z zakrętu wyjechał niemiecki samochód terenowy i zatrzymał się około 50 m przed wąwozem. Wyskoczyli z niego Niemcy z psami, otwierając natychmiast ogień z karabinu maszynowego. Zaraz potem ukazały się dalsze samochody ciężarowe z Niemcami. Należy przypuszczać, że były to oddziały z Żarnowca i Pilicy, zaalarmowane przez Niemców, z którymi stoczono pierwszą walkę w Porębie Dzierżnej. O pośpiechu mobilizacji Niemców świadczy fakt, podawany przez ludność, że część ich była ubrana w robocze i koszarowe mundury. Nasi powyskakiwali z samochodów i zaczęli wycofywać się nieznacznie w kierunku Udorza po wysokiej na 7-10 m skarpie wykopu, w którym przebiegała szosa w kierunku na Chlinę. Od pierwszych strzałów ranny został „Warski” i „Zeus” w nogę. Na górze skarpy ranny zostaje „Rafał”. „Zeta” została w samochodzie ranna. Strzelała, osłaniając wycofujący się oddział.

„Jeremi” przejął dowództwo i z myślą odbicia „Zety” rozkazał szturm na Niemców. Szturm załamał się po kilkunastu metrach w silnym ogniu broni maszynowej.

Rannego „Rafała” prowadził i podtrzymywał „Jeremi”. „Warskiego” prowadzili „Ali” i „Orlik”, którzy pozostawili go po kilkudziesięciu metrach. „Korczak” zajął lewe skrzydło, „Jacek” prawe - ubezpieczali i osłaniali wycofywanie się przez zboże, miedze, kartofle, często strzelając krótkimi seriami do ukazujących się ponad zbożem Niemców. Ranny „Zeus” wycofał się sam, skacząc nieomal na jednej nodze.

Wycofujący się oddział dotarł do rzeczki Ozerki i przebył ją; „Jeremi” rozkazał tu „Jackowi” i „Wierzbie” pozostać i ostrzelać Niemców. Za rzeczką oddział wydostał się po bardzo stromych zboczach na wzniesienie i otrzymał silny ogień od nieprzyjaciela z broni maszynowej. Poległ tu „Orlik”, ugodzony prawdopodobnie w głowę. Stąd oddział, schodząc w dół, skierował się w stronę widocznego w odległości 1,5 km lasku. W oddziale zabrakło wtedy „Wierzby”, „Storcha” i „Otwockiego”. W odległości około 1/2 km przed laskiem padł „Ali”.

Po dojściu do wsi Zamiechówka zarekwirowano wóz z końmi, na którym wieziono dalej rannych „Zeusa” i „Rafała”, zaś „Mietek” jechał konno przodem obserwując dolinę. We wsi tej ludzie z oddziału otrzymali mleko od gospodyń, które powychodziły z chałup. W następnej wsi Jelcza oddział natknął się na skrzyżowaniu na żandarmów z Żarnowca, powracających z Miechowa na dwóch furmankach. Na rozkaz „Jeremiego” - „Jacek” i „Korczak” ostrzelali Niemców, którzy jednak nie wykazali chęci do walki. Stąd oddział skręcił w lewo i zszedł głębokim jarem w dolinę. Omijając z prawej strony las, jadąc po łąkach - dotarł do niewielkiej wsi, położonej przy lesie i łąkach - Staszyn, odległy od miejsca potyczki w Udorzu o 10 km. Tu zatrzymano się. Ranni „Rafał”, „Zeus” i „Mietek” zostali ulokowani w chałupie, gdzie otrzymali pierwsze opatrunki. „Jeremi”, powierzając dowództwo „Korczakowi”, rozkazał rozstawić ubezpieczenie, które ustawiono w trzech punktach w pobliżu domu, gdzie przebywali ranni. Po opatrzeniu rannych „Jeremi” udał się w teren, aby nawiązać kontakty i zapewnić rannym i zdrowym schronienie i pomoc lekarską. Powrócił wieczorem, zarządził zwinięcie ubezpieczeń i wymarsz zdrowej części oddziału. Poprowadził oddział bocznymi dróżkami do wsi Przysieka, w pobliżu której oddział rozłożył się na nocleg, zaś „Jeremi” powrócił do Staszyna po rannych, których następnie przywiózł i umieścił w jednej z chałup w pobliżu lasu. Rannych następnie opatrzył lekarz, który przybył z Kozłowa.

Rano oddział został przeprowadzony przez żołnierzy placówki Przysieka do bezpieczniejszego miejsca w lesie, gdzie został nakarmiony i przebył do wieczora. Na noc przeprowadzony został do zagrody, gdzie byli ranni, i zakwaterowany w stodole.

„Bartek”, wioząc rannego „Dietricha”, prowadzony przez właścicielkę majątku, skręcił ze wsi w lewo w kierunku lasu. W pobliżu lasu podczas przejeżdżania potoku samochód zawisnął, zaczepiając dyferencjałem na kamieniu. Właścicielka majątku nie była w stanie sama zepchnąć samochodu i udała się do majątku po ludzi. W tym momencie rozpoczęła się strzelanina we wsi. „Bartek” zatrzymał chłopca jadącego na wozie, zaprzężonym w dwa konie, i kazał mu ukryć się w gąszczu. Z lasu wyjechała ciężarówka z Niemcami, zatrzymała się w odległości około 100 m od BMW. Niemcy wysiedli i poszukiwali śladów, lecz nie znaleźli ich, gdyż „Bartek” skręcił z drogi i jechał ugorami. Niemcy po 5-10 minutach pojechali drogą w kierunku lasu. W krótkim czasie nadeszła pomoc z majątku. Kobieta i mężczyzna z grabiami - Genowefa Kucypera i jej brat. We trójkę wypchnęli BMW z potoku i ruszyli drogą do leśniczówki. Przodem mężczyzna, dalej wóz konny, BMW z rannym i na końcu kobieta z grabiami. W gajówce byli już „Akszak” i „Rek”. Rannego wniesiono do domu, a „Bartek” wprowadził BMW w zagajnik i unieruchomił go. Wówczas nadszedł dr „Maks”.

„Dietricha” przeniesiono na wóz konny i przewieziono w gąszcze o kilka kilometrów, na miejsce dawnego obozu „Hardego”, gdyż pobyt w gajówce mógł być niebezpieczny. Przed kilkoma tygodniami rozstrzelano tu gajowego za kontaktowanie się z partyzantką. Dr „Maks” wraz z przybyłym dr Korzeniowskim usunęli pocisk z lewego biodra „Dietricha”. Po czterech dniach przybył patrol od „Hardego” w sile siedmiu ludzi, którzy przeprowadzili rannego na wozie i pozostałych do wsi Załęże, znajdującej się pod nadzorem „Hardego”.

Rannego „Dietricha” umieszczono na kwaterze. Tutaj przybył „Jeremi” i polecił przygotować się do marszu, aby w Udorzu pochować poległych „Orlika” i „Alego” i dalej dojść do Przysieki. Gdy oddział dowodzony przez „Jeremiego”, złożony z drą „Maksa”, „Akszaka”, „Reka”, „Bartka”, „Basi” i „Allodii” oraz grupy ze wsi zbliżał się do Uderza, natknął się na strzały Niemców znajdujących się we wsi. „Jeremi” zarządził wycofanie się, a po rozpoznaniu odwołał pogrzeb i przeprowadził oddział do Przysieki.

Tego dnia dr'„Maks”, „Allodia” i „Basia” pojechali przez Skarżysko-Koluszki do Warszawy.


„Wierzbie”, który razem z „Jackiem” pozostał zgodnie z rozkazem „Jeremiego” nad rzeką Uderką z zadaniem zatrzymania pościgu, Niemcy uszkodzili „błyskawicę” tak, że nie mógł zmienić magazynku. Czołgając się po wykonaniu zadania za „Jackiem”, nie nadążył jednak, zmylił drogę i robiąc wielkie półkole przedostał się na drugą stronę szosy i zanocował w kopie siana. Na drugi dzień doprowadzony został przez napotkanego leśniczego do Przysieki. „Otwocki”, odnaleziony przez miejscowych gospodarzy, przeprowadzony został do grupy przy rannym „Dietrichu”.

„Storch”, ranny w nogę nad rzeczką Uderką, skrył się w zagrodzie w Chlinie w piwnicy pod stodołą. Gospodarze przykryli go ziemniakami, jednak odnaleziony został przez niemieckie psy i doprowadzony do skrzyżowania szos. Ranny „Warski” schronił się w zagrodzie u Jana Necunia, gdzie odnaleziony przez Niemców, przeprowadzony został do Jana Nowaka i na jego wozie przewieziony do tego samego skrzyżowania.

Wszystkich rannych: „Zetę”, „Storcha” i „Warskiego” - Niemcy od skrzyżowania szos Udórz-Pilica-Żarnowiec odwieźli samochodami do Pilicy na zamek.

Niemcy odnaleźli poległych „Alego” i „Orlika” i polecili ludności pochować ich w polu koło figury. W kilka dni później dowódca placówki Udórz, Ziółkowski, zorganizował przeniesienie ich zwłok na cmentarz w Chlinie. Zgrupowano tutaj dla osłony pogrzebu pluton Edwarda Pluty i pluton Ziółkowskiego. Przygotowano dwie trumny. Stojącego na czujce przy moście koło majątku Tadeusza Kucyperę zaszli Niemcy, idący marszem ubezpieczonym z Pilicy. Kucypera poległ. Ponieważ miał przy sobie dowody, Niemcy poszli do jego brata Władysława i zamordowali go.

Niemcy zaaresztowali z wioski Chlina sześciu gospodarzy: Piotra Kucyperę, Piotra Wydmańskiego, Jana Biesika, Wojciecha Słabonia, Andrzeja Kucyperę i Władysława Wydmańskiego, którym zarzucili pomoc i ułatwianie wycofania się i przechowanie rannego „Storcha”. Z tych sześciu gospodarzy z obozów powróciło tylko trzech ostatnich.


Rannych „Zetę”, „Storcha” i „Warskiego”, po przeprowadzeniu krótkich badań na miejscu w Pilicy, przewieziono do Krakowa do więzienia Montelupich. W czasie badania w gmachu gestapo krakowskiego przy ul. Pomorskiej poddano wymienionych wyrafinowanym torturom, celem wydobycia od nich zeznań o dalszych uczestnikach zamachu na Koppego. Po okrutnych znęcaniach nad nimi - słowa nie pisnęli o uczestnikach akcji bojowej i z wiadomościami o „Parasolu” bohatersko zginęli.

Zostali bestialsko zamordowani, a zwłoki przekazano 26 lipca 44 roku do Zakładu Medycyny Sądowej przy ul. Grzegórzeckiej 16. W zakładzie tym znajdowała się między lekarzami niemieckimi Polka, docent UJ dr Janina Kowalczykowa, która zainteresowała się przywiezionymi zwłokami i odnotowała ich dane: „Zeta” posiadała nr 699, „Storch” 700, a „Warski” 701. Po dokonaniu oględzin zwłoki zamordowanych przekazano do Zakładu Pogrzebowego Fiuta przy ul. Grzegórzeckiej, a następnie pochowano na cmentarzu Rakowickim.

Dzięki polskiej lekarce zdołano po wyzwoleniu odszukać zwłoki. Przewieziono je 4 stycznia 1946 r. do Warszawy na wspólny cmentarz żołnierzy „Parasola”.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura