120 obserwujących
641 notek
746k odsłon
1314 odsłon

Antysemityzm,czyli pocałunek Marksa z Freudem, agresywna magia i aksjologiczny sens odrazy

Wykop Skomentuj20

ZMARTWYCHWSTALI MARKSIŚCI POLUJĄ NA „ANTYSEMITÓW” czyli JAK WE FRANKFURCIE MARKS Z FREUDEM SIĘ CAŁOWALI I CO SIĘ Z TEGO NARODZIŁO

Wszystkie obecne dziś w publicystyce i uniwersyteckich sektach pomysły „mierzenia natężenia uprzedzeń miejscowych faszystów”, koncepcje „skali antysemityzmu”oraz schematy „genezy uprzedzeń etnicznych” powstały w murach Szkoły Frankfurckiej.

Adorno i Horkheimer do interpretacji i „teoretycznego opracowania” wyników badań ankietowych przeprowadzonych wśród amerykańskich robotników zastosowali dogmaty freudowskiej psychoanalizy i „socjologii empirycznej” (cokolwiek by to u nich nie znaczyło) oraz posłużyli się „odkrytymi przed siebie” zasadami opartej na Freudzie „ideologicznej nauki” o „osobowości autorytarnej”. Ze strukturalnego punktu widzenia wszystkie wywody obu autorów o korzeniach antysemityzmu jawią się jako imitacja freudowskich, barbarzyńskich dogmatów o tym, że kultura i religia są wyrazem nerwicy, a więc patologią duszy. Adorno i Horkheimer wyssaną przez Freuda z palca tezę, iż kultura i religia to nerwica uzupełnili do postaci: „chrześcijańska („autorytarna”) kultura i religia są nerwicą, której to nerwicy jaskrawym objawem jest antysemityzm”. Chrześcijaństwo jest wyparciem seksu, gwałtem na seksie. Wyzwólmy Europejczyków seksualnie a zlikwidujemy antysemityzm [sic!]. Tak się przedstawia neomarksistowski sposób uprawiania nauk humanistycznych na swych wyżynach. Aż strach pomyśleć jak uprawiają je... na dołach tej hierarchii, czyli np. w publicystyce.

Wyniki badań dotyczących antysemityzmu wśród amerykańskich robotników i klasy średniej (lata 40 i 50) ukazywały, prawdopodobnie, w tym środowisku taką powszechność antysemityzmu i znaczącą ilość racjonalnych jego uzasadnień, że Adorno i Horkheimer nie potrafiąc ich wcielić w obręb swojej wyspekulowanej teorii – w ogóle zdecydowali się ich nie publikować. Czerpali z tych badań tylko znikome – pasujące im – elementy. Opatulone w dogmaty Freuda „tezy”, iż antysemityzm i pozostałe uprzedzenia etniczne to choroba duszy i umysłu oraz zaledwie patologiczny margines - nie znalazły emiprycznego potwierdzenia. Dodatkowo, dość powszechne w środowisku naukowym były poważne zastrzeżenia metodologiczne co do „badań” antropologicznych i ustaleń socjologicznych serwowanych przez frankfurtczyków. Wpłynęło to na ich obawy wiązania kompletu wyników badań amerykańskiego antysemityzmu z neomarksistowską teorią „osobowości autorytarnej”. Ostatecznie próbę roboczej syntezy spojrzenia na antysemityzm z p.widzenia marksowskiej psychoanalizy i „psychologii społecznej” podjęli oni tylko w końcowym rozdziale „Dialektyki oświecenia” w ok. 40-stronicowym szkicu pt. „Żywioły antysemityzmu”, który to szkic miał zaprezentować „główne rysy filozoficznej prehistorii antysemityznu”.

Absurd patologizowania sfery przed-sądów (przesądów, stereotypów dotyczących poszczególnych narodowości, w tym Zydów), a nawet próby jej penalizowania, sfery przesądów a więc będącej niezbywalną częścią składową każdej teorii poznania (Quasthoff U.M.1998) i teorii procesów poznawczych (Jay 1973, s.226) - byłby przedsięwzięciem zbyt ryzykownym i kompromitującym, zwłaszcza w Ameryce, tak wrażliwej na ograniczanie swobody obrotu informacją oraz wolności słowa. Ideologiczna żądza „naukowego” zablokowania możliwości krytycyzmu opinii, poglądów i wypowiedzi używanych względem jednego narodu musiała ustąpić przed obawą obnażenia WŁASNYCH totalitarnych – równych bolszewickim – zapędów.

Frankfurtczycy  uwikłali się w błędne koło, gdzie wrogowie autorytaryzmu sami staliby się tegoż autorytaryzmu największymi dogmatykami.  Nie posunęli się jednak do sugerowania konieczności penalizacji "przesądów etnicznych". Sądzili, że zlikwidują chrześcijaństwo i wszelkie "instytucje autorytarne" (rodzina, religia, moralność, patriotyzm, tradycja) tylko za pomocą demoralizacji społeczeństw uskutecznianej za pomocą panseksualnej kultury i edukacji. Oczywiście, ta ostrożność twórców „chorobowej teorii źródeł antysemityzmu” i zatrzymanie się przed bolszewickim, prawnym ściganiem wszelkiej myślozbrodni antyksenofobicznej nie jest kontynuowana przez ich następców. Legiony epigonów czerpią dziesiątki pseudoargumentów z „artystycznych analiz” udających socjologię i antropologię, nie przejmując się ani nienaukowością procedur, ani chaosem metodologii, ani kłębowiskiem sprzeczności tej „teorii” plączącej się w trybach circulus vitiosus. Legiony epigonów do dzisiaj uprawiają tę magię w szacie nauki deprecjonując renomę nauk uniwersyteckich i nicując kieszenie naiwnych podatników (granty, projekty badawcze) na publiczne odmawianie z katedr uczelnianych jednego z wersów modlitwy Szema Jisrael („Słuchaj, Izraelu”): „Strzeżcie się, aby nie dało uwieść się serce wasze, abyście nie odstąpili i nie służyli bogom innym i nie korzyli się im. Gdyż zapłonie gniew Wiekuistego na was i zamknie On niebo, i nie będzie deszczu, ziemia też nie wyda plonu swego; a zginiecie rychło z ziemi”.  Wszelkie dyscypliny zajmujące się badaniami i „pomiarami” antysemityzmu są w gruncie rzeczy zastępczą świątynną inkantacją powyższego fragmentu modłów jednej z archaicznych religii. Inkantacją uprawianą całorocznie przez mających żydowskie pochodzenie przedstawicieli wolnych zawodów. Taka pobożność – zwykła rzecz, tylko czemu pod inną nazwą, czemu z uniwersyteckich katedr i za nasze pieniądze? I czemu nikt nie stawia tym infiltratorom obcej cywilizacji zarzutu: antypolonizmu i antychrystianizmu?

Niektórzy z badaczy spuścizny frankfurckich neomarksistów używają w stosunku do większości z ich metod badawczych oraz ustaleń nazwy „kuglarstwo”. Jeśli kuglarstwem jest sama zawartość tej propagandy etnicznej podającej się za naukę, to kuglarstwem do kwadratu jest zmuszenie nas, byśmy tej indoktrynacji poddawali dobrowolnie własne dzieci i łożyli na to ogromne sumy. Godząc się na to potwierdzamy swój niewolniczy status. Cały alarm z powodu S447 jest podniesiony z 30-letnim opóźnieniem. Każdy, kto brał za dobrą monetę i rozpowszechniał słowo „antysemityzm” dołożył do owego sukcesu ustawy 447 swoją cegiełkę. Każdy, kto dziś jeszcze nie otrzeźwiał na tyle, by to słowo usunąć ze swego języka – przyczynia się do przyszłego sukcesu realizacji S447.

Kultura demaskowania i ścigania antysemityzmu oraz odkrywania faszyzmu, posługująca się pseudoargumentami szkoły frankfurckiej, moda na filosemityzm będąca szczytowym punktem „religii multi-kulti”- wszystkie te tendencje stały się okrętem flagowym popkultury, kultury popularnej (Brown 1965, s.479). Młodzieniec eksperymentujący z wszelkimi narkotykami i wierzący w Coca Colę jest bratem takiegoż młodzieńca chcącego eksperymentować z otwarciem swego kraju na „kolorową różnorodność” i z wiarą w jednego boga wszystkich sekt, niepodważalnego jak popularność Coca Coli. Od kontrkultury do antify, do świata myślących sloganami głosicieli wolności bez ograniczeń i do stypendystów badających uprzedzenia etniczne (antysemityzm, ksenofobię, „faszyzm”) za pieniądze z grantów fundowanych przez globalnych malwersantów giełdowych – jest jeden krok. W gruncie rzeczy jest to jedna, infantylna rodzina. Rodzina, która im bardziej nie wie przez jakiego pasterza prowadzona jest niewidzialną żelazną rózgą w kierunku depersonalizacji i wynarodowienia, tym bardziej rączo i ochoczo tam podąża.

W 1950 r. neomarksistowski Instytut Badań Społecznych, zwany Szkołą Frankfurcką założony przez żydowskich eseistów wydał w 5 tomach monumentalny zbiór „Studia nad przesądami” (mogący być zatytułowany „Studia nad antysemityzmem”, praca nad którym była sponsorowana przez American Jewish Committee, ten sam, który tak serdecznie witał w Polsce nasz nieszczęsny Prezydent przyznając mu siedzibę w Muzeum Polin) – popkulturowa (wielu powiedziałoby „filosyjonistyczna”) klamka zapadła: nad wszystkimi żywiącymi konserwatywne poglądy zaczął wisieć miecz Damoklesa, konieczność poddania ich zbiorowej psychoterapii, potraktowania ich „jak pacjentów szpitala wariatów” (por. Lasch 1991, s.445). Żydowska, powojenna „inteligencja” wskrzesiła w nowym anturażu starą, dobrą sowiecką „medycynę polityczną..., tradycję wyizolowywania najbardziej niezależnych umysłów i umieszczania ich w kontekście choroby psychicznej. Żyjemy nadal w tej neobolszewickiej atmosferze tropienia i potępiania „ksenofobii i antysemityzmu bezobjawowego”, jednak owe trendy trwając na górze drabiny społecznej (media, edukacja) zaczynają wypalać się już pośród niektórych społeczeństw Europy. Jest to źródłem specyficznego fenomenu drugiej połowy XXI w. w Europie – zjawiska poczucia w społeczeństwach, iż rządy są im narzucone i narzucane i realizują głównie interesy obcych grup nacisku. Słysząc dziś, że nasz patriotyzm i konserwatyzm są kwalifikującym się do leczenia antysemityzmem, islamofobią i faszyzmem oraz chorobami duszy nie popadajmy w zmieszanie i nie tłumaczmy się, usłyszmy pod tymi słowami mlaskający odgłos długiego, namiętnego pocałunku Karola Marksa z Zygmuntem Freudem na schadzce sfinansowanej przez żydowskiego marksistę Felixa Weila. Każde tłumaczenie się z tych agresywnych pseudo-oskarżeń będzie przyswojeniem i usankcjonowaniem obcych, udających naukowe kryptoreligijnych kategorii próbujących zniewolić nasze umysły i dusze.

Każde posługiwanie się tymi słowami przygotowuje rychłe "oskarżenie" nas przez butnych przeciwników.

AKSJOLOGICZNY SENS ODMOWY, ODRAZY, NIECHĘCI I ANTYPATII

Wraz ze słowem „antysemityzm” wchodzimy w archaiczną grę, wymianę tajemnych energii pomiędzy pojęciami p r z e k l e ń s t w o    i      b ł o g o s ł a w i e ń s t w o.   Wchodzimy w pole siły niewidocznego pretendenta do władzy iście sakralnej. Antysemityzm jako postawa to dumna odmowa spełnienia aktu religijnego wobec jednego z narodów, odmowa oddania czci i wypowiedzenia błogosławieństwa wobec jednego z ziemskich bytów, czyli w rezultacie odmowa bałwochwalstwa, bluźnierstwa, bo tym jest przyznawanie boskich atrybutów grupie ludzi.

Wymiar antropologiczny i kulturowy relacji Izraela z innymi ludami w ST obejmuje w zasadzie akty typu binarnego: a) wróg-zniewolony wróg b) błogosławieństwo swojemu narodowi-przeklęcie wszystkich innych narodów dopóki się nie podporządkują. Sfera dialogu jeszcze nie istnieje. Odkryje ją dopiero nie-Żyd Platon. Odkryje jednak nie dla Żydów, nie są zainteresowani, chcą pozostać samowystarczalni, chcą być cywilizacyjną enklawą antagonistycznego, antyuniwersalistycznego paradygmatu kulturowego. Żyd Filon z Aleksandrii przejmie tylko sztafaż platońskich odkryć, platońskich rewolucjonizujących kulturę, naukę, politykę i sztukę – rewelacji. Antysemityzm to odmowa podporządkowania się mentalnego ludziom pochodzenia żydowskiego, w swej masie żyjącym w swoim świecie i nie mającym najmniejszego zamiaru go opuszczać. Antysemityzm jako postawa (w większości przypadków) to odmowa przemilczenia prawdy, odmowa kłamania, odmowa zastąpienia nauk historycznych legendarnymi opowieściami poszczególnych ludów. Antysemityzm to uniwersalizm, stosowanie tych samych praw wobec wszystkich "nie ma Żyda ani Greka".  

Ideolodzy syjonistyczni z początku XX w. wzorowali się w nieskrywany sposób na niemieckim ruchu volkistowskim, będącym jednym ze źródeł niemieckiego nazizmu. Dużo o tym bliźniaczym podobieństwie obydwóch rasizmów - niemieckiego i żydowskiego - możemy przeczytać u prof. Konecznego. Nie jest powszechnie znane, że w tym okresie pomysły eugeniczne, teorie i ideologie "hodowli czystych rasowo osobników", tworzenie "narodu czystej krwi" (np. Ignaz Zollschan), całe tomiszcza rozważań o wyższości rasowej rasy semickiej powstawały wśród żydowskich intelektualistów i syjonistów. Jest to wiedza niewygodna, zaprzeczająca indukowanym kalkom myślowym. 

Antysemityzm to niezgoda na bezwarunkowe, zadekretowane wybraństwo, niezgoda na rasizm. Antysemityzm to trwanie przy przekonaniu, że żadna grupa ludzka nie jest wolna od oceny krytycznej, od ludzkiej władzy sądzenia.

Konieczne jest tu zastosowanie powszechnie przyjętej terminologii z traktatów o filozofii etyki i ogólnej teorii wartości, np. Maxa Schelera. Do istoty człowieka, człowieczeństwa należy imperatyw ustosunkowania się wobec wartości, czy to realizowanych przez samego siebie, czy to percypowanych u innych jednostek lub grup. Nazwijmy ten wyróżnik bycia człowiekiem „zachowaniem się wobec wartości” (Werthaltung, zob. Scheler 1967, s.82). Otóż zachowanie się wobec wartości może być dwojakiego rodzaju: danej wartości (wyobrażonej lub obserwowanej) można

1. pragnąć (pożądać, podążać do niej, dać się przez nią pociągać, pochwalać)

2. czuć do niej odrazę (czuć wstręt, pogardę, czuć się odpychanym, potępiać, pogardzać).

W głównym dziele Schelera poświęconym etyce znajduje się mało wyeksponowany akapit będący jednak kapitalnej ważności (s.82). Scheler rzuca niezwykłej wartości uwagę o tym, czym jest podstawowa „walka” życia każdego człowieka, podstawowy bój w który wraz z urodzinami człowiek został – mówiąc po heideggerowsku – „wrzucony”. Bój, w którym każdy musi się sprawdzić, by... poznać samego siebie, bo przecież tyle tylko wiemy o sobie, ile się sprawdziliśmy, ile nas sprawdzono. Z czego wynika ta „walka”? Walka ta ma swe źródła w sprzeczności między dwiema logikami, albo w sprzeczności między wartością a tym, co udaje wartość (jest „inną” wartością, pseudowartością, lokalnym interesem wyspecyfikowanej grupy ludzi).

Powyższe zdanie brzmi jednak trochę zbyt abstrakcyjnie. Kolejne zdanie Schelera konkretyzuje ową różnicę, ową cechę dwóch światów, która nieuchronnie musi zakończyć się „starciem”, walką, wojną: „Kto np. chce czegoś innego w podobnych sytuacjach, dajmy na to wobec przyjaciela i wroga [lub wobec „swojego” i „obcego” – przypis wawel] – w tej samej kwestii prawnej, lub w tej samej sytuacji (mając te same uprawnienia, co ktoś inny) pozwala sobie na coś, czego odmawia innemu (er dem anderen verweigert); (...) i „pewne sytuacje (wobec przyjaciela i wroga [lub wobec „swojego” i „obcego” – przypis wawel] traktuje on jako różne, c h o c i a ż są one takie same; [kto] swoją sytuację uważa za wartościowo odmienną od sytuacji drugiego” – tego działaniami kieruje z ł a wola. Zła wola (permanentna i utwierdzona w sobie) n i e j e s t dobrą wolą. „Zdania „A jest B” i „A nie jest B” a priori nie mogą współzachodzić salva veritate [bez utraty prawdy – przypis wawel], ponieważ b y t to wyklucza” [s.81]. Głosi to zasada sprzeczności i analogicznie jest w dziedzinie wartości. Przykładem owego „prawa wartości” jest oczywisty fakt, iż nie możemy tego samego stanu wartościowego p r a g n ą ć i c z u ć do niego o d r a z ę (begehren und verabscheuen). Albo, mówiąc inaczej, czując odrazę aksjologiczną nie można się przymusić do... szacunku.  A właśnie do szacunku zadekretowanego i nieuzasadnionego, wbrew naszej intuicji aksjologicznej i... wbrew faktom, próbują nas zmusić wszelkie homilie naszych polityków i wszelkie pomiary naszego antysemityzmu i naszej islamofobii. Efekt jaki osiągną? Jeszcze większe obrzydzenie... 

Przechodząc na drugą stronę, na stronę sprawcy asocjalnych zachowań spotykamy się z łatwo przewidywalną reakcją. Ktoś (osobnik lub grupa) „nakryty” na antywspólnotowych, wyższościowych, kastowych zachowaniach może uczynić jedyną rzecz, jak mu pozostała: zacząć miotać przekleństwa lub rzucać klątwy albo realizować zemstę mającą za cel negatywne nacechowanie tych, którzy przejrzeli jego niegodne machinacje. Taka pokrótce jest historia antypatii do Żydów oraz ich taktyki obronnej opartej na obłożeniu klątwą słowa „antysemityzm” każdego, kto próbuje sprawiedliwie ocenić ich nawyki, tradycje, schematy zachowań aspołecznych, tradycje religijne i kulturowe. Obrzucenie kogoś stekiem złorzeczeń przybranych w naukowe pozory i bazujących na wzbudzaniu poczucia winy okazuje się wciąż skutecznym trikiem. Linia obrony i taktyka ataku są tak skonstruowane, że błyskawicznie stawia się na pozycji przegranej każdy, kto   w    o g ó l e     u ż y w a     pojęcia „antysemityzm”, gdyż nie ma ono żadnego realnego desygnatu. Jest sygnałem wykluczenia nadawanym przez nadajniki ogromnie wpływowej grupy pod adresem każdego, kto zaczyna się orientować w jej niecnych praktykach zaprzeczających wszelkim podstawowym wartościom i fudamentom naszej cywilizacji, cywilizacji łacińskiej, rzymskiej, zachodniej, praktykach mających na celu jej podkopywanie i osłabianie w otoczce walki o równość i tolerancję.

Występek wzbudza niechęć, odrazę w człowieku o zdrowym zmyśle moralnym. Objawy nienawiści i uczuć aspołeczych i antyspołecznych („niespołecznych, jak nazywa je Adam Smith) wzbudzają antypatię.

Kłótliwy, gwałtowny głos gniewu, nienawiści wzbudza strach albo odrazę. Strach wzbudza w ludziach o słabych nerwach. Odrazę wzbudza w ludziach silniejszego charakteru.

Zbyt gwałtowna skłonność człowieka do nieprzyjemnych, aspołecznych uczuć i zachowań [nienawiść, perfidia, fałsz, skłócanie innych, wyłudzanie pieniędzy i dóbr, radość z czyjegoś nieszcześcia] czyni człowieka przedmiotem odrazy i wstrętu; „taki człowiek, jak dzikie zwierzę winien być, jak sądzimy, wypędzony z cywilizowanego społeczeństwa”  (Smith, Teoria uczuć moralnych, s.56).  O d r a z a      d o     w y s t ę p k u   to   nie nienawiść. Nienawiścią nazywają ją... nienawistnicy, by przeszkadzającą im odrazę opinii publicznej zneutralizować i by móc dalej pozostawać sobą.

Reakcją na bezczelny, bezwstydny występek jest odraza, wstręt. Reakcją na bezkarność i powodzenie ludzi niegodnych, postępujących haniebnie, występnych, podłych jest słuszne oburzenie (indignatio, nemesis). Słuszne oburzenie bywa CELOWO mylone z zawiścią (invidentia, smutek z powodzenia innych) lub z nienawiścią (malevolentia, radość z niepowodzenia innych, życzenie zła innym). Wszystkie trzy są częścią zestawu arystotelesowskich triad (dwa bieguny nadmiaru i niedomiaru oraz pośrodku nich „złoty środek”, czyli zachowanie sprawiedliwe. Słuszne oburzenie, sprawiedliwy gniew, sprawiedliwe oburzenie, „oburzenie sprawiedliwego człowieka” (Stępniewski s.77), którego symbolem jest bogini Nemesis jest sprawnością etyczną, sprawiedliwością o wewnętrzno-moralnym znaczeniu, która uzupełnia sprawiedliwość pojętą w znaczeniu społecznym i polityczno-prawnym. Mamy więc w zgodzie z klasyczną etyką dwie sprawiedliwości: sprawiedliwość moralną (Stępniewski s.78), oraz sprawiedliwość prawną (iustitia), społeczną.

Sprawiedliwość moralna (indignatio, nemesis) czyli odraza, wstręt, indywidualne i zbiorowe odczuwanie haniebności postępków, słuszne oburzenie na występek nie mają niczego wspólnego z nienawiścią. Są one potępiającą reakcją na zachowania nienawistne, antyspołeczne, socjopatyczne. Niestety, tę racjonalną, głęboką mądrość  przykryły dzisiaj kłamliwe i sofistyczne matactwa pojęciowe poprawności politycznej sfabrykowane przez środowiska neomarksistów. Prawem kaduka sprawiedliwe oburzenie na występek szkoła frankfurcka nazwała nienawiścią i utworzyła wprowadzające w błąd pojęcie „mowa nienawiści”. Panowanie ogólnoludzkich praw ponadplemiennych nazwali frankfurtczycy – represją i uzurpacją. Ich nacjonalistyczna prewencja i propaganda zaprzecza ustaleniom i osiągnięciom wszelkiej klasycznej psychologii, filozofii i etyki, niszczy je. W sferze podmiany nazw, sferze słownej kabalistyki założyciele marksizmu kulturowego byli nie lada prestidigitorami i skutecznymi wojownikami wojny cywilizacyjnej.

Co ma na celu wprowadzanie przez marksistów kulturowych do praw europejskich kukułczych jaj azjatycko niedookreślonych zakazów „mowy nienawiści” i zakazów myślozbrodni antysemityzmu? Ano ma na celu właśnie to, by nikt nie wypowiadał taki rzeczy, jak Leon XIII w encyklice Humanum genus (20 kwietnia 1884):

„Jeśli nie kochacie prawdy, to choćbyście twierdzili, że ją kochacie i stwarzalibyście takie pozory, wiedzcie, że w danym momencie zabraknie wam odrazy wobec tego, co jest fałszywe, i po tym da się rozpoznać, że w rzeczy samej prawdy nie kochacie".

Rezygnując zaś z takiego widzenia spraw, że czyny i postawy nasze są pomiędzy słuszną pochwałą a słuszną odrazą – oddajemy bez walki swoją tożsamość cywilizacyjną.


ELEMENTY     O B R Z Ę D O W E J    M A G I I     A G R E S Y W N E J    W NEOMARKSISTOWSKIEJ WALCE Z ANTYSEMITYZMEM

SŁOWO CZYNI WINNYM, NIEZALEŻNIE OD TEGO, CZY POSĄDZONY JEST WINNY

Ekskurs z drugiej części eseju przygotowujący do poruszenia wymiaru magicznego jaki niesie z sobą słowo „antysemityzm” zakończyłem takimi słowy:

„U dawnych Germanów mocne słowa miały bardzo realne działanie. Gdy ktoś nawymyśla kobiecie od wiedźm i kurew, to musi ona poddać się karze przewidzianej za uprawianie czarów lub nierządu, jeśli nie znajdzie się ktoś, kto w jej imieniu dokona „odnowienia”. Nieważne więc jest to, czy ona sama jest winna. Słowo czyni ją winną i jedynie uruchomienie innej mocy może ją oczyścić” (V.Gronbech za van der Leeuw s. 451).

Antysemityzm to imitowanie MAGICZNEGO słowa mocy. Faktycznie jest to słowo plemiennego gniewu, plemiennej pomsty za naruszenie tabu „niepodlegania plemienia krytyce”. Spróbujmy więc posunąć refleksję kilka kroków dalej w tym kierunku.

CZAROWNICTWO JAKO WSTĘP DO MAGII AGRESYWNEJ MYŚLIWSKIEJ (NISZCZENIE WIZERUNKU WROGA, WYKRZYKIWANIE PRZEKLEŃSTW)

Ostatnio wobec dr Ewy Kurek i Marszałka Karczewskiego zastosowali współcześni Aborygeni obrzęd magii agresywnej będącej podstawą najniższego poziomu wierzeń religijnych zwanego czarownictwem. Czarownictwo to wolna ekspresja niehamowanych najniższych afektów połączona z niszczeniem wizerunku, dawniej materialnego (schematyczny rysunek ludzkiej sylwetki lub laleczka, figurka), dzisiaj wizerunku medialnego i społecznego. Jak pisze Tokariew:

„(...) wiadomo, że elementarne uczucie gniewu może pobudzić człowieka do działań nieracjonalnych i niecelowych; na przykład niszczenie wizerunku wroga, wykrzykiwanie przekleństw itp. Zdarza się to nie tylko ludziom pierwotnym, ale także kulturalnym; u ludów zacofanych, gdzie bezpośrednie przejawy afektów w mniejszym stopniu hamowane są przez nawyki kulturalne, jest to szczególnie widoczne” (Tokariew 1969, s.84).

U swych początków „akty plemiennego gniewu” składają się z symbolicznych działań i słów. Najprostszym rodzajem magii agresywnej jest mierzenie w stronę wyznaczonej ofiary magicznym narzędziem (np. magicznym sztyletem). Jest to zwykłe naśladownictwo czynności myśliwego i wojownika starającego się ugodzić obraną ofiarę, np. magicznym sztyletem (Tokariew 1969, s.89). Towarzyszy temu obrzędowi magia werbalna, magia wypowiadanego zaklęcia. Magiczna siła słów zaczyna być używana samoistnie dopiero w późniejszym stadium rozwoju wspólnoty plemiennej.

Magia zaklęcia – u Australijczyków i innych najbardziej zacofanych ludów nie występuje samodzielnie, zaklęcia są tylko dodawane do (...) praktyk magicznych. Ale u niektórych bardziej rozwiniętych ludów właśnie magia werbalna (w obrzędach agresywnych i innych) odgrywa dominującą i samodzielną rolę (...)” (Tokariew 1969, s.90).

MAGIA AGRESYWNA WERBALNA – ZAKLĘCIA I ICH CELE

Do przenoszenia mocy magicznych na odległość oprócz wizerunków i przekleństw używa się słów często niezrozumiałych. Niezbywalnym komponentem wszelkich działań magicznych jest komponent werbalny, czyli zaklęcie. „To właśnie zaklęcie uważa się za sprawcę skuteczności działań magicznych na odległość”. (Leach/Greimas 1989, s.44). Potężny stopień niezrozumiałości,  nonsensowności etymologicznej i semantycznej słowa „antysemityzm” predysponuje je do bycia używanym w roli zaklęcia.

Z najczęstszych zastosowań, funkcji zaklęć w magii antycznej szczególnie trzy wydają się mieć związek z używaniem zaklęcia „ty przeklęty antysemito!” Będą to a) odegnanie niebezpieczeństwa [niebezpieczeństwa samokrytyki, przypis Wawel], b) próba narzucania miłości [sympatii, przyp. Wawel], tzw. magia miłosna c) wpływanie na władzę [w kierunku dla siebie korzystnym, przyp. Wawel]. Należy domniemywać, że współczesna magia neojudaistyczna próbuje być równie skuteczna, co antyczna magia żydowska, która, mimo zakazów biblijnych, była profesjonalnie uprawiana w dawnym świecie rabinów i talmudystów (Wypustek 2001).

Ponieważ posądzenie o antysemityzm z religioznawczego punktu widzenia jest próbą wskrzeszenia magii zaklęć, lub jej parodią, to nie wystarczy jednorazowe wypowiedzenie tego słowa. Musi ono być powielane i rozpowszechniane. Raz wypowiedziane musi być powtarzane aż do... Armageddonu. Jest to zgodne z zasadą, że powtarzanie słów zwiększa ich moc, tak w zaklęciach magicznych, jak i w religijnych litaniach. Poza tym, bezustanne powtarzanie daje gwarancję całkowitego zniszczenia wizerunku wroga. A wróg musi być zniszczony do końca. Wybaczanie i ulitowanie się należą do rzędu fanaberii cywilizacyjnych, nie zaś do reguł plemiennych obrzędów magicznych.

MYŚLENIE MAGICZNE CZYLI PATOLOGIA SKOJARZEŃ

W magii przejawia się     n i e u ś w i a d o m i o n y   proces asocjacji idei. To błędne funkcjonowanie mechanizmu asocjacji idei nazywane jest myśleniem magicznym (Tokariew 1969, s.89). Jak nieuświadomiony proces asocjacji idei przejawia się w atakowaniu ludzi „oskarżeniami” o antysemityzm? Przejawia się tak, że owo myślenie magiczne oparte na spatologizowanych skojarzeniach atakujący próbuje nam narzucić, czyli narzucić nam asocjację, że nie lubiąc Żydów nie jesteśmy nikim lepszym od... sądzonych w Norymberdze zbrodniarzy, od hitlerowców, że będąc chrześcijanami, dążymy do stania się faszystami . W pierwszej części eseju o antysemityzmie na określenie tej prymitywnej, oszczerczej manipulacji (będącej podstawą istnienia takiej rasistowskiej organizacji jak ADL) wprowadziłem termin „zniewaga norymberska”. W łagodniejszych wersjach jest to iście kafkowska próba grania na wzbudzeniu poczucia winy. W wersjach profesjonalnych (np. Gross, Hartman, Blumsztajn itp.) jest to psychiczny atak wyczerpujący znamiona archaicznej tzw. magii agresywnej, aczkolwiek uwspółcześniony, gdyż oparty na niekontrolowanym procesie asocjacji wyzwalanych w „umyśle” maga, a następnie przenoszonych na ofiarę środkami sofistyczno-retorycznymi.


[koniec części trzeciej, przedostatniej; w części ostatniej też będzie o marksizmie kulturowym, o rasizmie sekty freudowskiej, której to rasistowska ideologia stała się podstawą marksizmu kulturowego, zdecydowałem się wybrać taką formę prezentacji tekstu o antysemityzmie, gdzie poszczególne wątki powracają, za każdym kolejnym powrotem bardziej pogłębione]

OD NIEDAWNA PISZĘ TEŻ NA DRUGIM BLOGU JAKO    W A W E L  2 4 ,    ZAMIESZCZAM TAM TEKSTY KRÓTSZE

https://www.salon24.pl/u/wawel24/

Wykop Skomentuj20
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale