121 obserwujących
636 notek
735k odsłon
260 odsłon

Żeby wszyscy!

Wykop Skomentuj2

Sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła po II wojnie. Różnoracy uzurpatorzy na terenie filozofii i publicystyki kierujący się – zanim jeszcze Derrida ją ogłosił – zasadą, iż interpretacja jest wszystkim zaczęli perwersję interpretacyjną, często mniej lub bardziej jawnie inspirowaną neomarksizmem pochodnym od szkoły frankfurckiej. Znany z przełomu wieków materializm począł występować w masce humanitaryzmu (humanizmu) i opanowywać humanistyczne katedry uczelni najpierw Ameryki, później Europy. W przeszłości, gdy utrudniony był dostęp do źródłowych tekstów lub ich rozumienia zawsze pomocą przychodzili doksografowie greccy, Stobajos czy też bizantyjska Liber Suda. Gdy zaczęła się era oświeceniowych encyklopedystów, nauka, czy też wężej humanistyka, wyraźnie już zaczęła odgrywać wystawne i przekonujące (przekonujące w gorgiaszowym sensie przymuszającej, retorystycznej i sofistycznej mowy, przemowy zakrywającej sens i grającej na sympatiach i uczuciach słuchacza) przedstawienia w szatach takich a nie innych frakcji politycznych. Taka była cena za wtargnięcie stanów niższych, parających się handlem na teren boskiej Sofii. I od tej pory lepiej już nie było. Swoje zrobiło też wolnomularstwo.

Autorzy z tej sekty zwalczającej wszystkie inne sekty w imię życia publicznego bez sekciarstwa (copyright: Paul Hazard) wdarli się na miejsca zajmowane wcześniej bądź przez przedstawicieli wyższych stanów, bądź przez umysły będące w stanie zdobyć ogląd rzeczywistości apolityczny, apopulistyczny i pracować w dyscyplinie umysłowej wykluczającej tworzenie teorii dla uzasadnienia interesów własnych lub wspieranej koterii. Rewolucja intelektualna poprzedzała rewolucję francuską, lecz była to niestety rewolucja intelektualnych plebejuszów. Skutek tego jest taki, że dzisiaj chcąc docierać do korzeni obowiązujących dogmatów, przekonań, przesądów i idoli sciencji każdej - zaczynać musimy od zachwaszczonych tendencyjnym definiowaniem lub rozpuszczajacą wszelki sens nowomową encyklopedii, z których, żeby przybliżyć się do prawdy musimy wybierać minimum z dziesięć różnych tomiszcz i porównywać je ze sobą poszukując zagubionych ziaren jasnych i głębokich wglądów w istotę spraw ludzkich, które to wglądy chciała nam przekazać starożytność.

Wkładamy sobie w usta słowa prawo, filozofia, Rzym, Grecja, chrześcijaństwo, demokracja, polityka, lud, dobro, równość, wolność, tolerancja – obiecujemy na wiecach, że będziemy je wcielać, podług nich kształtować państwa i żywoty tych, którzy nas wybrali, a – Bogiem a prawdą – pojęcia nie mamy, co się kryje za tymi słowami użytecznymi dla zdobycia władzy i wywierania wrażenia na tłumach. Definiujemy je w zależności od potrzeb wiecowych i sondażowych. Pojęcia przelewają się jak ciało meduzy a o zwartych systemach pojęciowych nie ma nawet co marzyć.

Może nawet lepiej, gdy „pojęcia nie mamy” co znaczy to, co wypowiadamy. Gorzej jest, gdy mamy zakorzenione w swoich procesach myślowych rozumienie błędne, wypaczone, wykoślawione i fałszywe. Wtedy droga do istoty rzeczy jest dłuższa, a czasem i niemożliwa wcale, bo siła nawyków, baconowskich idoli rynku oraz psychologiczna atrakcyjność pojęć usprawiedliwiających nasze niemożności, obsesje, manie lub naszą małość – bywa przemożna. Dlatego najczęściej – w ścisłej kooperacji ze zdeprawowaną, błądzącą lub zagubioną nauką – pojęcia, wzniosłe słowa, niegdyś pełne treści, mocy i siły inspiratywnej, słowa, które powstały w wyniku pracy pokoleń – używamy jedynie w roli oręża swych prywatnych wojen. Profanując godność słowa, sensu i trwałego znaczenia.


NIEWIEDZA, POTOCZNE OPINIE, OGRANICZENIA CHARAKTEROLOGICZNE I GORSET IDEOLOGICZNY – GŁÓWNE ŹRÓDŁA NIEPRODUKTYWNOŚCI I ZGORSZENIA, JAKIE SIEJE DZISIEJSZA DEBATA POLITYCZNA

Cała przestrzeń publiczna, media, prasa i internet wypełniona jest pozorem rozmowy, pozorem dialogu, pozorem pracy myślowej. Siadają przy jednym stole dwie strony tej debaty i ten stół jest jedyną rzeczą, która ich łączy oraz język polski. Na głębszym poziomie mamy tu jednak dwa języki odrębne. Mogłoby się wydawać, że obserwujemy usiłowanie rozmowy Prawdy z Przebiegłością, rzetelności z przebiegłością, rozjaśniania z zaciemnianiem. Ale to złudzenie. Nawet zakładając, że jedna ze stron jest w posiadaniu prawdy, to nieudolna obrona prawdy w najlepszym wypadku działa tak samo jak nieudolny lub milczący obrońca w procesie sądowym, a w najczęstszych przypadkach skutkuje osłabieniem, rozmyciem i podważeniem samego istnienia prawdy, co skutkuje zgorszeniem społecznym tych, którzy to obserwują. Połowiczność oraz nieumiejętność rozróżnienia przyczyn od skutków w sferze pryncypiów jest najgorszym grzechem. Taka połowiczność „ubogacona” pewnymi partyjnymi tabu treściowymi daje w rezultacie j ę k.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale