53 obserwujących
1097 notek
434k odsłony
  109   0

Covid-19: Magia językowa na bezkrytycznych mózgach

Ponieważ… ponieważ boją się, żeby nie wyjść na głupich? Przeważnie tak, tak sądzę, bo nie mają też pojęcia, czym właściwie jest przypadek. Więc wszystko to brzmi dla nich dość rozsądnie.

Dobra wiadomość

Jednak, odchodząc już od tego nonsensu, jest tu ukryta pewna niezmiernie dobra wiadomość. Co postaram się wyjaśnić. Przedstawia się to następująco.

Na początku epidemii jedyne osoby, które poddawano testom, to były te, które zostały przyjęte do szpitala, osoby poważnie chore. Wiele z nich zmarło. Stąd właśnie we Francji był taki wysoki początkowy wskaźnik śmiertelności przypadków na poziomie 35%. W Wielkiej Brytanii początkowy wskaźnik śmiertelności przypadków wynosił, wydaje mi się, 14%. Ostatnim razem kiedy patrzyłem na liczby w Wielkiej Brytanii, śmiertelność przypadków wynosiła 5% i szybko się zmniejszała.

Pielęgniarka z epicentrum. Rozmowa z Erin Marie Olszewski.

Dr Denis Rancourt: Śmiertelność ze wszystkich przyczyn podczas COVID-19: Żadnej zarazy, prawdopodobna oznaka  masowego morderstwa z powodu reakcji rządu [2 czerwca 2020]

Ten spadek się pojawił i będzie się pojawiał wszędzie na świecie, ponieważ kiedy zwiększasz liczbę testów, bierzesz coraz więcej ludzi z mniej poważnymi objawami. Ludzi, u których prawdopodobieństwo śmierci jest dużo niższe. Im więcej testów przeprowadzasz, tym bardziej spada wskaźnik śmiertelności przypadków.

Spada jeszcze wyraźniej kiedy zaczynasz testować ludzi, którzy w ogóle nie maja objawów. Tak naprawdę, kiedy rozszerzasz sieć testów, dzieje się jeszcze coś bardzo ważnego. Stopniowo przesuwasz się od obserwowania wskaźnika śmiertelności przypadków do wskaźnika śmiertelności infekcji.

Wskaźnik śmiertelności przypadków [CFR], a wskaźnik śmiertelności infekcji [IFR]

Wskaźnik śmiertelności przypadków [CFR], a wskaźnik śmiertelności infekcji [IFR]

Wskaźnik śmiertelności infekcji to pomiar tego, ile osób, które zostały zakażone [nawet tych bez objawów albo z łagodnymi objawami], po czym zmarły.

To jest ta istotna liczba, którą należy znać, bo daje nam właściwą ocenę ogólnej liczby zgonów, które prawdopodobnie się zdarzą.

IFR (wskaźnik śmiertelności infekcji) x populacja kraju x % zakażonej populacji = ogólna liczba zgonów (ogólna umieralność)

A zatem, co my tu mamy. No cóż, wskaźnik śmiertelności przypadków w Wielkiej Brytanii wciąż aktualnie utrzymuje się na poziomie 5%, ponieważ ciągnie go w górę ten wskaźnik 14%, jaki mieliśmy na początku. Jeżeli spojrzymy na nowsze liczby, sprawy zmieniły się w bardzo znacznym stopniu.

W pierwszych dwóch tygodniach sierpnia było 13.996 pozytywnych wyników wymazów w Wielkiej Brytanii. W następnych dwóch tygodniach sierpnia było 129 zgonów. Jeżeli uznamy, że każdy pozytywny wymaz jest przypadkiem, daje to wskaźnik śmiertelności przypadków na poziomie 0,9%. To około jedna piętnasta tego, co obserwowaliśmy na początku.

Myślę, że wyraźnie widzisz tutaj dokąd zmierzamy.

  • Na początku pandemii mieliśmy, krótko, wskaźnik śmiertelności 35% we Francji
  • Na początku w Wielkiej Brytanii wynosił on 14%
  • Teraz utrzymuje się na 5% w Wielkiej Brytanii – dla całego okresu pandemii
  • W sierpniu w Wielkiej Brytanii spadł do 0,9%
  • Obecnie wynosi 0,47% w Niemczech
  • Obecnie wynosi 0,4% we Francji
  • Obecnie wynosi 0,33% w Szwecji

Spada, wszędzie spada. Gdzie się skończy, ten hybrydowy wskaźnik śmiertelności przypadków/infekcji? Pamiętaj, wciąż testujemy jedynie odsetek populacji, więc pomijamy większość osób, które zostały zakażone, głównie tych, które nie mają objawów. Co oznacza, że te wskaźniki będą musiały nadal spadać, jak zawsze dzieje się w każdej pandemii.

Posłużmy się cytatem za Centre for Evidence Base Medicine (Centrum Medycyny Opartej na Faktach) w tej sprawie:

‘Przy świńskiej grypie IFR (wskaźnik śmiertelności infekcji) zakończył się na poziomie 0,02%, pięciokrotnie mniejszym niż najniższy szacowany podczas epidemii (najniższy szacunek wynosił 0,1% w pierwszych dziesięciu tygodniach epidemii).[3]

Najlepszym miejscem do szacowania tego, gdzie możemy ostatecznie skończyć przy COVID, jest kraj, w którym przeprowadzono testy u największej ilości osób, na głowę mieszkańca. To jest Islandia. Zacytujmy jeszcze raz Centre for Evidence Based Medicine:

‘W Islandii, gdzie wykonano najwięcej testów per capita, IFR znajduje się gdzieś pomiędzy 0,03% i 0,28%.[3]

Środek pomiędzy 0,03% i 0,28% to 0,16%. Jak widzisz, Islandia, testując więcej osób niż gdziekolwiek indziej, ma najniższy IFR ze wszystkich. To nie jest przypadek. To nieuchronny skutek testowania większej liczby osób.

Przewiduję, że ostatecznie skończymy z IFR na poziomie mniej więcej 0,1%. Czyli mniej więcej tyle, ile mieliśmy w przeszłości przy pandemiach ciężkiej grypy. Zapamiętaj tę liczbę. To jest jeden na tysiąc.

Może cię zaskoczyć, kiedy się dowiesz, że nie jestem jedyną osobą, która sformułowała dokładnie tę samą prognozę. 28. lutego, tak, aż tak dawno, w czasopiśmie New England Journal of Medicine opublikowano raport National Institute of Allergy and Infectious Diseases, National Institutes of Health, Bethesda, MD (A.S.F., H.C.L.); oraz Centers for Disease Control and Prevention, Atlanta. [4]

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale