Blog
Widziane z oddali
Augustmocny
Augustmocny Myślący krytycznie
28 obserwujących 425 notek 727768 odsłon
Augustmocny, 20 sierpnia 2017 r.

Multi-kulti. Chore mrzonki chorych ludzi

756 22 0 A A A

Manifest komunistyczny też wydawał się pięknym projektem. Pełnym wzniosłych słów, szczytnych idei i ślicznym bełkotem dla ograniczonych umysłowo. Jak to zwykle w takich razach, szczytne idee kończą jako iluzja i chore sny psychopaty. Wdrażanie pięknych ideowo projektów zawsze okupione jest ludzkimi dramatami, tragedią i nieszczęściami. Zawsze prowadzi do nędzy, terroru, zamordyzmu i dyktatury.

Identycznie jest z pięknym w założeniach projektem multi kulturowego świata. Tzn świat oczywiście jest multi kulturowy od zawsze. Od zawsze też następowało stopniowe, acz ustawiczne mieszanie się kultur. Wszystko było dobrze, póki się to toczyło naturalnie. Oczywiście od zawsze różne kultury, a raczej ambicje różnych przywódców chciały inne kultury podbić. To co widzimy dziś w pólnocnej Afryce, na niegdyś całkowicie chrześcijańskim Bliskim Wschodzie, na Subkontynencie Indyjskim, to efekt ambicji islamu panowania nad światem. Podobnie podbicie północnej i południowej Ameryki były ekspansją kultury europejskiej. Tak jak i próżnia na wschód od Rzeczpospolitej była wynikiem przemarszu dzikich hord Dżingis Chana i wyrżnięcie w pień kultur tam zamieszkujących.

Lewaccy inzynierowie społeczni, po nieudanej próbie sformatowania społeczeństw pod butem międzynarodówki komunistycznej, wpadli na genialny ich zdaniem pomysł. Aby tak przemieszać ludzkie rasy, religie, narody, żeby nigdy nie było tych dominujących, aby wszyscy ludzie byli bezwyznaniowymi, beznarodowymi ludziami przyszłości. Bez zbędnego, ich zdaniem, "balastu" tradycyjnych wartości. Wtedy, zdaniem szalonych "inżynierów", zapanuje pokój, zgoda, dobrobyt. I jak to z komunizmem powszechnym, ideologom tworzenia Nowego Człowieka umknął mały szczególik, którego na nieszczęście tego łez padołu, nie wzięli pod uwagę zaćpani projektanci. Że ludzie jednak mają swoje korzenie, tradycję, narodowość, wyznania, wartości i im z tym dobrze.

Multi kulti obserwowałem w praktyce w Londynie. Tam najwyraziściej na świecie widać, że ta utopia nie ma prawa działać. Mieszkałem przez 2 lata w londyńskiej dzielnicy Greenford. Tam jak na dłoni widać jak bardzo mylą się owieczki Spinellego, którego schedę przejął niejaki soros ze swoją czeladką...

W tej typowej dzielnicy wielkiego Londynu, jakieś 25 kilometrów od centrum, żyje około 50 tysięcy ludzi. Oczywiście jak w całym Londynie, ludzi z całego świata. Niemniej widać tam wyraziscie tylko kilka grup. Sporo muzułmanów głównie z Pakistanu, ale I z Somalii, sporo Hindusów, Sikhów, Ghurków i innych z subkontynentu hinduskiego, ale i sporo Irlandczyków , Chińczyków, Polaków oraz Europy Wschodniej. Trudno powiedzieć , która grupa jest najwieksza. Greenford to dość rozległa dzielnica piętrowych domków i oczywiście High Street czyli ulica pełna sklepów i restauracji. No właśnie. Skład etniczny tej dzielnicy najlepiej widać po sklepach i restauracjach. Jest tam 9 polskich sklepów, z czego tylko jeden prowadzony przez Sikha, reszta prowadzona przez Polaków. Są dwie restauracje polskie. Jest kilkanaście hinduskich sklepów, kilkanaście sklepów z zywnością halal, jest supermarket irański i hinduski, zreszta sa też 3 duże polskie supermarkety, gdzie zaopatruje się cała wschodnia Europa. Są 2 irlandzkie puby. Irlandczycy jedzą to samo co Anglicy, więc swoich sklepów nie mają. Zresztą Anglików na Greenford jest tak znikoma ilość, że można ich w tej wyliczance pominąć . Do czego zmierzam. WSZYSTKIE grupy etniczne, narodowe czy religijne w tym muliti kulturowym raju trzymają się razem w swoim gronie. Hindus czy Sikh (przez litość nie wspomnę o muslimach) do polskiego sklepu nie przyjdzie. Nawet gdy własciecielem polskiego sklepu jest Hindus czy Sikh. Nie i już. Polak jeśli pójdzie do hinduskiego czy irańskiego sklepu, to tylko po jakieś egzotyczne przyprawy, których gdzie indziej dostać nie sposób. Był tam na głównym skrzyzowaniu taki bazar, gdzie ludzie chyba z Katmandu sprzedawali bardzo tanio warzywa i owoce. Tam przychodzili wszyscy. Ja tam byłem tylko raz i więcej nie poszedłem. Sprzedawcy nie znający angielskiego choć siedzieli w UK od przynajmniej kilkunastu lat. Po co mieli się uczyć, gdy jak wszyscy w Londynie, przebywają tylko wśród swoich hermetycznych grup. Sprzedawcy ci wyrózniali się tym, że klientów traktowali obrzydliwie, jak mięso. Zupełnie nie zwracali uwagi na kupujacych, rozmawiając głośno między sobą, rzucając owoce do siebie czy nawet skrzynki nad głowami kupujących. Oczywiście o jakims hello, good morning czy thank you można od razu zapomnieć. Po podliczeniu zakupów wyciągnieta łapa, sam se odczytaj cenę na kasie, zapłać, weź resztę i wypad. Oczywiście cały czas personel beztrosko rozmawia między soba w jakimś języku. W końcu przegięli sprzedając pleśniejące truskawki w 30 stopniowym upale i miejscowy sanepid ich zamknął...

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

krytyczny wobec odmóżdżającej propagandy. Skądkolwiek by ona nie pochodziła Flag Counter

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • Może poleciał z rozpędu, gdy niszczarka wpadła z nożycami. Nie chce mi się. Nie nadaję...
  • A im większa zaciekłość płatnych trolli (po 2-3 zł za komentarz) tym lepiej, bo znaczy że...
  • dzięki za krzepiące słowa, ale pisanie sobie a muzom to nie dla mnie. Są inne miejsca, gdzie...

Tematy w dziale Polityka