108 obserwujących
373 notki
1071k odsłon
  3579   0

Scenariusze odejścia Putina.

I wreszcie opcja trzecia, o której nie pisze Bloomberg, ale dyskutują rosyjscy publicyści. Tak na marginesie rzecznik Kremla Pieskow powiedział, że artykuł Bloomberga to spekulacje, co pamiętając czasy sowieckie, trzeba odczytywać za częściowe potwierdzenie tego, że rozmowy trwają. Potwierdza to zresztą artykuł Michaiła Rostowskiego, komentatora politycznego Moskiewskiego Komsomolca, o którym Konstantin Remczukow, redaktor naczelny Niezawisimej Gaziety, sam nieźle poinformowany w kremlowskich rozgrywkach, powiedział, że „odwiedza on gabinety ważnych ludzi na Kremlu” a w związku z tym warto zwrócić uwagę na to co pisze. Już sam tytuł artykułu Rostowskiego jest ciekawy – „Koniec epoki Putina. Jak to będzie”. Otóż wywód zbudowany jest na kilku przesłankach. Pierwsza z nich, kluczowa dla zrozumienia rosyjskiej sytuacji związana jest z rozumieniem roli opinii publicznej we współczesnej Rosji. Wbrew potocznemu mniemaniu w niektórych kwestiach jest ona uważnie słuchana przez rządzących. Nawet ostatnie teksty programowe kremlowskiego ideologa Surkova, odnoszą się do wizji nowej formuły demokracji elektronicznej w której wybory tracą znaczenie a opinia publiczna jest na różne sposoby konsultowana. Tak jak konsultowana była w kwestii kompromisu z Japonią w sprawie jurysdykcji nad częścią Archipelagu Kurylskiego. Zdecydowana większość Rosjan opowiedziała się przeciw i temat znikł z agendy rosyjskiej polityki. Przede wszystkim z tego względu, że jego „siłowe” propagowanie mogłoby doprowadzić w efekcie do erupcji jakichś form niezadowolenia a ta do destabilizacji systemu. W związku z tym poważnie traktować wypada przytaczane kilkakrotnie w tekście opinie, iż Rosjanie bardzo źle się zapatrują na „reformę” konstytucji tylko po to przeprowadzoną, aby znieść limit kadencji jakie sprawować może Putin. Mówi o tym szef rządowej agencji badania opinii publicznej WCIOM, ale również wysokiej rangi anonimowy urzędnik Kremla, który jest zdania, że w Rosji jest teraz zapotrzebowanie „na uczciwe stawianie spraw” i taktyka polegająca na gmeraniu w konstytucji może tylko zaszkodzić. Jak to się ma do perspektywy odejścia Putina? W taki sposób, że rosyjski system polityczny, Putinowski system polityczny, zbudowany jest na popularności rosyjskiego prezydenta. A zatem staje się słabym, jeśli nie jest w stanie uzyskać dostatecznego poziomu wsparcia wewnątrz kraju. Tym bardziej, że rosyjskie elity postrzegają swój kraj jako wyspę „otoczoną przez wrogów”, którzy czekają na każde potkniecie, aby jeszcze Rosję osłabić. Destabilizacja wewnętrzna może być ku temu wyborną okazję, ale proszę wyobrazić sobie skalę ryzyka związaną z inną ewentualnością. Jaką? Scenariusz pierwszy przewiduje, że Putin zostaje. Ucieka się do jakiejś formuły zmiany prawa czy innego kruczka formalnego. Skutkiem takiego posunięcia może być co prawda utrzymanie kruchej równowagi w rosyjskich elitach, choć i to nie jest pewne, ale za dość prawdopodobną cenę spadku popularności. Polityka Stanów Zjednoczonych, zmierzających zdaniem Rostowskiego do „ekonomicznego uduszenia” Rosji w następnych latach nie ulegnie zmianie a to pozostawia niewielkie pole manewru dla Rosji, przede wszystkim dla jej polityki gospodarczej. Innymi słowy nie ma co liczyć na skokową poprawę poziomu życia ludności. A zatem potencjał niezadowolenia się utrzyma. Jeśli do tego dołożyć deligitymizację Putina w oczach Rosjan, to powstać może mieszanka dość niebezpieczna, coś na kształt tego co dzieje się w Wenezueli. Polityczny komentator Moskiewskiego Komsomolca stawia przy tym ciekawą a niezwykle rzadko, jeśli w ogóle pojawiającą się kwestię. A mianowicie, pyta, dlaczego jeśli Putin rzeczywiście chciał odejść od konstytucyjnych ograniczeń liczby kadencji, to nie zrobił tego w 2008 roku, kiedy Rosja miała dobre relacje ze światem, a po niemal dziesięcioleciu dynamicznego wzrostu gospodarczego ówczesny i dzisiejszy prezydent był niemal „noszony na rękach” i nie miałby żadnego kłopotu, niemal „na skinięcie palcem” zmieniono by konstytucję. Ale tego nie zrobił a wysunął Miedwiediewa. Na Zachodzie przyjmuje się dziś, że był to sprytny trick, trochę podobny do posunięcia Nazarbajewa z początku tygodnia. Powstała rosyjska tandemokracja w której urząd sprawował Miedwiediew a i tak rządził samiec alfa. Tylko, że zdaniem Rostowskiego taki opis wydarzeń wcale nie musi być prawdziwy, bo na Kremlu spotkać się też można w „gabinetach ważnych ludzi” z poglądem, że Putin rzeczywiście chciał odejść, ale „musiał” wrócić, bo dostrzegł, że jego następca nie daje sobie rady. I teraz możemy mieć do czynienia z podobnym, jego zdaniem mechanizmem. Putin jest świadomy, że Rosja musi być państwem silnym. Nie tylko zdolnym militarnie, i gospodarczo oprzeć się presji zewnętrznego świata, ale również musi mieć silny system polityczny. Silny, czyli z jednej strony gwarantujący równowagę sił rywalizujących frakcji i grup interesów, ale z drugiej legitymizowany w oczach opinii publicznej. Co to oznacza? Mianowicie to, że kiedy Putin w 2024 roku będzie miał 71 lat, to z pewnością będzie wiedział, że ma ostatnią możliwość, jaką opatrzność mu daje, przyczynienia się do umocnienia własnej ojczyzny. Nie zrobi tego bez umocnienia systemu politycznego, ani przedłużając swoją kadencję, bo kiedyś przyjdzie kres. Musi podjąć wysiłek wyłonienia swego następcy, dostatecznie silnego i uznawanego przez wszystkich – zarówno elity jak i naród. W przeciwnym razie podęta przez Putina próba odbudowy mocarstwowej polityki Rosji nie powiedzie się. Bo co Rosja, prócz kilku kolejnych lat rządów Putina zyska na takim posunięciu? Delegitymizacje systemu? Dalszy spadek popularności władzy? I co dalej, zwłaszcza w sytuacji, kiedy następcę trzeba będzie wybierać już bez Putina (wiek) lub wówczas kiedy będzie on i politycznie i fizycznie znacznie mniej sprawny. Taka „gra na czas” a do tego sprowadzałaby się polityka obliczona na przedłużenie rządów Putina niczego nie załatwia, niczego nie rozwiązuje, a wręcz przyczynia się do osłabnięcia Rosji. Następca obecnego prezydenta, musi być „z wnętrza systemu”, bo znajomość reguł gry i umiejętność pozyskiwania wsparcia i budowania sojuszy jest kwestią kluczową. W pewnym sensie Putin stoi dziś w obliczu podobnego wyboru do tego przed którym w swoim czasie stanął Chruszczow. Mógł on oczywiście politycznie obaliwszy „antypartyjną trójkę” (Mołotow, Malenkow, Kaganowicz) po prostu postawić ich „pod ścianą”, tak jak stało się to w przypadku Berii. Ale tego nie uczynił, proklamując i umacniając zasadę pokojowej zmiany władzy w Rosji, która okazała się silniejsza niźli inne zasady, czego dowiodło fiasko puczu Janajewa. Gdyby uznać, że ta teoria jest prawdziwa, to Putin już musi szukać swego następcy. Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na nowy format polityczny który w Rosji zyskuje w ostatnim czasie na znaczeniu. Są nimi wspólne misje dyplomatyczne Sergiejów – Szojgu i Ławrowa. Nie chodzi o personalia, choć w tym pierwszym przypadku niczego nie można wykluczyć, ale testowanie czegoś na kształt kolektywnego przywództwa, które mogłoby wzmacniać nie mającego na początku drogi osobistego autorytetu następcę Putina.

Teoria ta ma jeden słaby punkt – otóż milcząco uznaje, że Putin w swym postępowaniu kieruje się dobrem Rosji. Oczywiście tak jak je pojmuje, ale nie własnym partykularnym interesem. Rosyjska opozycja, zwłaszcza tzw. pozasystemowa, chyba raczej w to nie wierzy, bo mówi często, że na Kremlu siedzi kryminalna w gruncie rzeczy klika, której Rosja nie interesuje, jedyne o co zabiegają to jak napełnić sobie kieszenie. Jeśli ich diagnoza sytuacji prawidłowa, to możemy raczej spodziewać się różnych sztuczek. Ale co jeśli rację ma Rostowski? Warto się chwilę nad tym zastanowić.


ps. Niestety, zapewne przez moje niedopatrzenie w trakcie przenoszenia tekstu "ucięło" cały pierwszy akapit. Dopiero teraz to dostrzegłem i poprawiłem. Przepraszam wszystkich, którzy czytali i zastanawiali się dlaczego tekst zaczyna się od połowy.

Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka