109 obserwujących
373 notki
1077k odsłon
  3378   0

Sprawa Iwana Gołunowa, czyli o politycznej sprawności ekipy Putina.

Demonstracja w obronie Gołunowa odbyła się mimo braku zgody władz na jej przeprowadzenie. W jej trakcie aresztowano według różnych szacunków od 200 do 500 osób, ale służby jak na rosyjskie obyczaje były dość delikatne, zaraz zresztą wszystkich zatrzymanych zwolniono. Trzeba zaznaczyć, że nie była ona wcale liczna bo wcześniej udało się doprowadzić do podziałów wśród zwartego bloku obrońców Gołunowa. Niektórzy z nich opowiadali się za kontynuowaniem protestu, inni, w tym jego macierzysta redakcja była temu przeciw. Skala protestu nie była wielka, nie rozlały się też one na inne ośrodki. Wydaje się, że władza kontroluje sytuację.

Dlaczego tempo reakcji było w tym wypadku kluczowe? Przede wszystkim z tego powodu, że zachodziła obawa przyłączania się, w rozmaitej zresztą formie, do protestu ludzi do tej pory stojących z boku. Najlepszym przykładem jest tutaj Anna Ługańska, młoda dziewczyna, początkująca dziennikarka z portalu nie zajmującego się polityką. Otóż jest ona córką znanego pianisty, który 12 czerwca na Kremlu dostawał od Putina nagrodę państwową. I dziewczyna, która jak potem powiedziała chciała iść na demonstrację, ale rodzice namówili ją aby towarzyszyła im na Kremlu, siedząc w pierwszym rzędzie na wprost Putina ubrała się w koszulkę, na której tymi samymi czcionkami co w gazetach było napisane hasło Ja-My Iwan Gołunow. I nie dość, że Putin który przemawiał, zajmując położoną naprzeciw niej mównicę musiał na to patrzeć (a trzy krzesła obok siedział Miedwiediew), to również relacjonujący obchody dziennikarze, w tym państwowe kanały telewizyjne, nadały temu chcąc nie chcąc odpowiedni rozgłos. Gdyby „sprawa Gołunowa” trwała to z podobnymi demonstracjami, tylko na szerszą skalę należałoby się liczyć. A jest to dla władz tym bardziej niewygodne, że testuje właśnie dwie strategie wyborcze. Pierwsza, nazwijmy ją w skrócie „wolno krytykować”. Na początku tego tygodnia pojawiły się w rosyjskich niezależnych kanałach internetowych informacje, że zgodę na krytykę postępowania „siłowików” wydał Anton Wajno, szef kremlowskiej administracji i dlatego do protestów i obrony Gołunowa przyłączyli się putinowscy dziennikarze. Ta opcja „na krytykę” w najbardziej jak do tej pory skrajny sposób ujawniła się w Chabarowsku, gdzie Jedna Rosja oficjalnie się podzieliła, wyodrębniła się z niej platforma opowiadająca się za reformami i korzystając z ułatwionego dostępu do mediów zaczęła propagować swoją narrację, w której domaganie się zmian i reform jest kluczowym motywem. Ale drugi element strategii wyborczej rosyjskich władz, przynajmniej na poziomie deputowanych jest nie mniej istotny. Otóż chowa się szyld Jednej Rosji, a wysuwa na plan pierwszy kandydatów niezależnych, społeczników, celebrytów, innymi słowy osoby popularne, cieszące się zaufaniem, nie „skażone” udziałem we władzy. W systemie okręgów jednomandatowych mają one sporo szans na sukces, ale pod warunkiem, że uchodziły będą za niezależne i będą w stanie krytycznie wypowiadać się o poczynaniach władzy. Taka historia, jak aresztowanie Gołunowa jest dla nich zarówno testem, jak i doskonałą okazją aby udowodnić swoją niezależność, przynajmniej na poziomie wypowiedzi. Oczywiście pod warunkiem, że sprawa szybko umiera, bo jeśli trwa zbyt długo, to zachodzi ryzyko radykalizowania się owych niezależnych kandydatów, jak to miało miejsce za czasów gorbaczowowskiej pierestrojki.

W tym samym czasie z aresztu miał wyjść koordynator sztabów Nawalnego, odpowiadający za ideę „rozumnego głosowania” Leonid Wołkow. Miał wyjść, ale nie wyszedł, bo zaraz znów go aresztowano. Wołkow odbywał karę za jedną z demonstracji jaką ludzie Nawalnego zorganizowali jesienią ubiegłego roku. Tylko, że teraz z nieoficjalnych informacji wiadomo, że władze chcą go posadzić za każdą z nich po kolei, a było ich tyle, że jeśli tak się stanie to nie wyjdzie z więzienia do października. Lansowana przez Nawalnego, a wdrażana przez Wołkowa idea głosowania na kogokolwiek, byleby na tego samego kandydata i takiego który ma szansę wygrać z obozem władzy, jest potencjalnie dla Kremla niezwykle groźna.

Jak się wydaje ludzie Putina zaczęli grę, trzeba przyznać, że dość ryzykowną, której jednym z elementów, w obliczu narastającej w Rosji fali społecznego niezadowolenia jest odebranie opozycji części atutów związanych z krytyką polityki władzy. Może się okazać, że mimo oczywistej sprawności uruchamia się proces nad którym nie będzie można zapanować, ale na razie, pierwszy kryzys, jak się wydaje władza była w stanie przełamać.


Lubię to! Skomentuj22 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka