36 obserwujących
152 notki
261k odsłon
1608 odsłon

Krwawiące serce Afryki

Wykop Skomentuj11

Wszystko zaczęło się 6 kwietnia 1994 r. Oczywiście źródeł tego co się potem wydarzyło należałoby szukać w jeszcze wcześniej. Ale 6 kwietnia 1994 r. została puszczona w ruch kostka domina, która spowodowała, że wszystko w regionie afrykańskich Wielkich Jezior się rozsypało. O godz. 8.20, podczas podchodzenia do lądowania na lotnisko w stolicy Rwandy Kigali, w samolot Dassault Falcon 50 trafiają 2 pociski ziemia-powietrze. Samolot wybucha, a 12 osób znajdujących się na pokładzie ginie, w tym prezydent Rwandy Juvenal Habayarimana oraz prezydent Burundi Cyprien Ntaryamira. Obaj pochodzili z plemienia Hutu.

Do dziś nie wyjaśniono kto był odpowiedzialny za ten zamach, choć wszystko wskazuje na rebeliantów Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego, a konkretnie na ich dowódcę, dzisiejszego prezydenta Rwandy Paula Kagame. Wiadomo natomiast co nastąpiło potem – ludobójstwo Tutsi w Rwandzie dokonane przez Interahamwe – paramilitarne bojówki Hutu, zakończone inwazją RPF wspartego przez Ugandę. Władzę przejął Kagame, ustabilizował sytuację i uzyskawszy pomoc USA dokonał cudu gospodarczego. Świat odetchnął z ulgą, wreszcie „przestali się tłuc”, przymknął więc oczy na ciemne strony stabilizacji. Na 150 tysięcy więźniów Hutu ściśniętych w więzieniach przeznaczonych dla znacznie mniejszej liczby ludzi, ze śmiertelnością rzędu kilku tysięcy rocznie. Przede wszystkim jednak na konsekwencje operacji Turkus.

Krwawe ślady prowadzą do Konga

Prezydent Francji Francois Mitterand miał swoje zdanie na temat wydarzeń w Rwandzie. Uznał je za amerykańsko-ugandyjską prowokację zmierzającą do wyrwania Rwandy z obszaru wpływów francuskich. Dlatego wojska francuskie, wspólnie zresztą z zairskimi, od 1990 r. wspierały armię Hutu, a gdy RPF zajął Rwandę, Francja w ramach operacji Turkus, osłaniała wycofania się Interahamwe do sąsiedniego Zairu. Wraz z nimi z Rwandy uciekło około 1,5 mln ludzi. W Zairze, w prowincjach północnego i południowego Kivu, powstały gigantyczne obozy dla uchodźców w których władzę objęli zbrodniarze z Interahamwe. Po sąsiedzku zaś mieszkali Banyamulenge - kongijscy Tutsi, którzy uciekli z Rwandy w 1959 r. Konfrontacja była kwestią czasu, zwłaszcza, iż władza rządzącego Zairem od 30 lat Mobutu Sese Seko zaczęła się chwiać w posadach. Mobutu, jako sojusznik Francji i obalonego w Rwandzie rządu Hutu, postanowił jeszcze raz wesprzeć swoich starych przyjaciół i w listopadzie 1996 r. nakazał, pod groźbą kary śmierci, opuścić terytorium Zairu wszystkim Banyamulenge. Mobutu wiedział, że przeniesienie konfliktu Hutu z Tutsi na terytorium Zairu grozi inwazją wspierających Tutsi rządów Rwandy, Burundi i Ugandy. Kraje te zresztą zgłaszały pretensje terytorialne do prowincji Kivu Sud i Nord, a znajdujące się tu bogactwa naturalne z całą pewnością zachęcały do interwencji.

- Museveniemu (prezydent Ugandy) chodziło też o wypchnięcie wojny z Ugandy do sąsiednich krajów – dodaje Hans. - I mu się to udało.

Uganda od uzyskania niepodległości miała swoje problemy: krwawe rządy Miltona Obote, potem jeszcze krwawsze rządy Idi Amina, inwazja tanzańska i znów krwawe rządy Obote, rebelia Museveniego i wreszcie Joseph Kony i jego Lord Resistance Army. Objęcie władzy przez pochodzącego z południa M7 (jak powszechnie nazywa się Museveniego) wywołało niezadowolenie plemion z północy, przede wszystkim Acholi. To z tego ludu wywodzi się Kony, który nawet jak na warunki afrykańskie, wyróżniał się rozmachem popełnianych zbrodni i całkowicie niezrozumiałą agendą polityczną. Kony ogłosił, iż jego celem jest ustanowienie Dekalogu najwyższym prawem w Ugandzie. W tym celu stworzył armię złożoną głównie z dzieci, okrutnymi metodami, tresowanych na maszynki do zabijania. Konyego przez lata wspierał Sudan i miał on swoje bazy na południu tego kraju. M7 w odwecie wspierał południowosudańskich rebeliantów z SPLA . Gdy SPLA przejęło kontrolę na Sudanem Południowym Kony musiał szukać nowej kryjówki. Dużego wyboru nie miał i przebywa teraz w Parku Narodowym Garamba, w prowincji Orientale, w Kongo.

Światowa Wojna Afrykańska

- To tu, w Kilibie zaczęła się wojna, tu wojska rwandyjskie dokonały pierwszej masakry miejscowej ludności – mówi mi Floribert Kazingufu, założyciel Farmy Nadziei we wiosce Kiliba w Kivu Sud i Panafrican Peace University w sąsiedniej Uvirze.

Mobutu się przeliczył. Jego rozkaz opuszczenia Zairu przez Banyamulenge nie tylko nie powstrzymał inwazji ale ją przyśpieszył i przypieczętował los dyktatora. Banyamulenge zorganizowali rebelię, która natychmiast została wsparta przez wojska Rwandy, Burundi i Ugandy. W Zairze zawiązana została rebeliancka koalicja: Sojusz Sił Demokratycznych na rzecz Wyzwolenia Konga (AFDL) pod przywództwem pochodzącego z Katangi Laurenta Kabili. Wkrótce do wojny po stronie rebeliantów przystąpiła również Angola, z uwagi na sojusz Mobutu z angolijskimi rebeliantami z UNITA. Już w maju 1997 r. siły Kabili zdobyły stolicę Kinszasę, zmuszając Mobutu do ucieczki z kraju. Kilka miesięcy później obalony dyktator zmarł. Ale bynajmniej nie było po wszystkim.

Wykop Skomentuj11
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości