Antysystem
Sam przeciwko systemowi
19 obserwujących
67 notek
270k odsłon
  164   0

Ruska góra jeszcze jest

Jeszcze jest. Może zmienią nazwę. Bo dlaczego ruska. Nie chcę się mi zupełnie pisać. Na siłę pisanie, niechlujnie. Jeśli już to dla udokumentowania wędrówek po lesie. Nową trasę mam czy odkryłem. Autobusem 66 na Modrzew z przystanku stacja Łódz-Arturówek. Niby wzdłuż lasu, przystanki na żądanie, czyli kusi aby nie kasować biletu, nikt nie wsiada, tylko wysiada, bo 4zł to dużo, dobrze być ukraińcem, bezpłatne przejazdy. Wsiadłem, jednak skasowałem i po kilku przystankach wstaje gruby gość i bilety do kontroli. A to cwaniaki, siedzieli i obserwowali. Wsiedli prawdopodobnie wcześniej na krańcówce w mieście. Trzeba obserwować kto jest w autobusie, niekiedy młodzież i starsi wtedy można zaryzykować bo ceny biletow skandaliczne. Kara za brak biletu także coraz większa, trzeba jakoś sfinansować przywileje ukraińców. Niechęć, niechęć, niesmak. Modrzew dojechałem, parking Serwituty. Wąska ścieżka w lesie obok parkingu a tam stoi olbrzymi wilczur, też zatrzymałem się. Wycofać się czy iść na wilczura. Ale pojawili się właściciele, wzięli psa na smycz i odeszli w bok. Polskie chamstwo i buractwo. Jest tabliczka jak byk na niej, w lesie psy na smyczy i w kagańcu. Przyjeżdżają na parking i z pieskami po lesie. Nikt tego nie kontroluje. Zbyt długi wstęp. Skrót. Ruska Góra jeszcze jest, może zmienić nazwę, i tabliczka też jest... Trasa, trzy góry jak w poprzedniej notce, idę w dolinie czy wąwozie między tymi górami, dochodzę do niebieskiego szlaku, najwyższy punkt a później odkryłem nową trasę na Ruską Górę, wchodzę od tyłu, później góra, jest tam taki kamień oraz reper, schodzę i wracam pomiędzy trzema górami, do Babiej Góry, tam przechodzę przez Okólną, dalej Wanny, tak ta część lasu chyba nazywa się, sanatorium nieczynne, Arturówek, do Ksztelańskiej, wychodzę Sowińskiego... dalej już blisko. Ponad 2 godziny, chyba około 2 godz 30 minut może ponad 3 godz jeśli usiądę na ławce pod Babią czy też w leśnej wiacie nieopodal. W sumie z dojazdem to 4 godziny od wyjścia z domu czy więcej nawet. Problem z dojazdem, bo kanary siedzą i patrzą, łapią polaków, oraz z psami chamskiego polactwa. Pieski w lesie latają, niekiedy pies podbiega a nikogo nie widzę, tzn właściciela brak, mam wprawdzie pieprzowy... Jednym słowem koniec świata. Trwa. Dwie sarny. Stały i przyglądały się, ja też stałem...

Czyli nie trzy ale cztery góry. Wprawdzie na te trzy nie wchodzę tylko idę pomiędzy... Ale wczoraj trochę zmieniłem i wracając wszedłem na Grzybową, zszedłem zboczem na Babią, zszedłem z Babiej i usiadłem na ławce, "poprawić" buty... Później powrót.


Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale