24 obserwujących
80 notek
146k odsłon
  579   0

O lekturach trochę inaczej

Trzeci czynnik to tradycja specyficznie polska, którą streszcza „Pan Tadeusz” i „Potop” z resztą „Trylogii”, choć nie wiem, czy „Krzyżacy” nie zrobią się aktualniejsi… Wcześniej Kochanowski, świecki i religijny. „Kazania sejmowe” Skargi. Z księży jeszcze biskup Krasicki. Poezje Mickiewicza z „Konradem Wallenrodem” i „Dziadami”. „Pamiątki Soplicy” Rzewuskiego, świetny literacki portret czasów saskich, pokazujący od wewnątrz świat dworków i konfederatów (to zamiast Paska). Słowacki był najzdolniejszym poetą polskim, co widać we fragmentach lirycznych i w „Beniowskim”, nawet jeśli popadał w egocentryzm. Żywe się okazało jego odczytanie konfederacji barskiej („Ksiądz Marek”, którego pieśń wstępna przez spektakl Hanuszkiewicza poszła w lud i animowała „Solidarność”).

„Lalka” Prusa powinna być w kanonie za pokazanie napięcia między romantyzmem a codzienną pracą. Z Żeromskiego tylko „Wierna rzeka”, bo autentyczna, reszta to masochizm z domieszką postępowości, przestarzały i nudzący młodzież. Z rzeczy za długich wspomnę, że „Nad Niemnem” ma ładną wersję filmową. Na „Zemstę” nadal warto prowadzać, jak i na „Wesele”. Wybór poezji Młodej Polski. I tu koniec „starego kanonu”.

Literatury zagraniczne jak najoszczędniej, póki „swego nie znacie”. Uniwersalizm zapewnia antyk i Biblia z jej odblaskami, do czego dodajmy Szekspira. Trafiają się jednak książki obce współbrzmiące z polską tradycją, jak „Gwiazdy Egeru” (Géza Gardonyi), węgierski odpowiednik „Potopu”.

A zresztą literatura polska bardzo dużo czerpała ze świata: od różnych nacji (od Żydów po Rosjan) i z różnych prądów (na czele z niemieckim romantyzmem i francuską dekadencją). To byłoby dobre kryterium: to, czym się przejęli nasi wielcy pisarze, w tym te utwory, które tłumaczyli.

 

Mnogość nowsza

Czwarta inspiracja to czasy nowsze, czyli te, o których ludziom żyjącym obecnie opowiadali naoczni świadkowie. Zaczyna się to dla starszego pokolenia od pierwszej wojny światowej, a dla młodszego od drugiej. Ta epoka jest tak różnorodna, że nie wiadomo, co wybrać, nawet po odsianiu obrzydliwości i bełkotu, które uchodzą za literackie osiągnięcia. (Skądinąd ta niejednorodność i te gusty świadczą o rozkładzie). Trudność bierze się też stąd, że jesteśmy za blisko.

Pierwsza wojna światowa i Legiony mało się zaznaczyły w literaturze. Odpowiedź literacka na rewolucję bolszewicką była bogatsza. Wskażmy „Pożogę” Zofii Kossak i „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” Ossendowskiego. Twórczość okresu miedzywojennego to dobry materiał na antologię poezji z Tuwimem, Gałczyńskim, Broniewskim. Powieści się zupełnie zestarzały, jak wcześniejsze nowele pozytywistyczne. Z nowomodnych lepszy Witkacy niż Gombrowicz, ale to w rubryce „do wyboru”.

Potem jeszcze trudniej. Entuzjazm walki odzwierciedlają „Kamienie na szaniec” Kamińskiego, tragedię najlepiej Mackiewicz, np. „Nie trzeba głośno mówić”. Obok wiersze Baczyńskiego, Gajcego, Trzebińskiego. Na ogół nie znamy osobiście świadków życia i śmierci Żydów polskich, przez co ten wątek naszych dziejów osłabł w świadomości. Słusznie się go podtrzymuje, ale forsowanie przekłamań typu Gross ma skutek przeciwny. O nim się słyszy, zamiast o przejmujących opowiadaniach Idy Fink.

Potem do szkolnej antologii dołączają Miłosz, Różewicz i Herbert, i sporo w kategorii „do wyboru”, choćby ksiądz Twardowski. Niechętnie wspominam Szymborską, której talent przewyższał intelekt i osobowość, przez co najlepsza była w tłumaczeniach z francuskiego. W dramacie coś z Mrożka.

W czasach najnowszych kanonu większych dzieł zaproponować się nie da. „Literatura piękna” to w dużym stopniu schnąca gałąź, towar przereklamowany i w dużej mierze zaśmiecony przez lewicową propagandę. Trzeba też uwzględnić, że żywa literatura szuka sobie nowych form, a powieść i opowiadanie się marginalizują. Poezja tez robi się niszowa, podręcznik tego nie zmieni.

Żywe są natomiast i szerzej czytane gatunki przez krytyków lekceważone, jak wspomnienia i fabularyzowana historia. Inny przykład to SF (z tego się wyrasta, ale młodzież matematyczno-przyrodniczą można przez Lema zachęcić do czytania). Jeszcze inny – satyra, felietony, publicystyka polityczna; lepiej te rzeczy bywają napisane niż nagradzane powieści. Dlatego w lekturach powinien się znaleźć wybór z Kisielewskiego. Mniej znany przykład: „Sto zabobonów” ojca Bocheńskiego, od strony literackiej krzyżówka satyry i encyklopedii. Rolę powieści i dramatu w dużym stopniu przejęło kino – ale to już niech uwzględniają inni reformatorzy szkoły.

 

Drug "Rzeczpospolita" 2015.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale