25 obserwujących
80 notek
147k odsłon
  1278   0

DWIE POLSKI czyli odwieczne podziały Polaków

Okrucieństwa Niemców w połączeniu z wiadomościami z frontów zmieniły nastroje. Konspiratorzy zaczęli śmielej zwalczać kolaborantów. O egzekucjach na zdrajcach, w tym szmalcownikach, bardziej się pamięta, ale towarzyszyła temu szeroka kampania piętnowania, zastraszania i karania pomniejszych współpracowników okupanta, co nieraz przypominało metody mafijne. We wschodniej części Polski udało się znacznie zwiększyć potencjał wojskowy podziemia i zdyscyplinować społeczeństwo, w zachodniej nadal przeważała wymuszona bierność.

Powstanie warszawskie miało wkład w pokonanie Niemiec, a jego osamotnienie i klęska to nie skutek lekkomyślności, lecz świadomego zatrzymania ofensywy sowieckiej na Wiśle. Przedtem powstańcza w charakterze partyzantka leśna i miejska związała w Polsce bardzo duże siły niemieckie, które tym samym nie mogły być użyte na frontach. Beznadziejnym powstaniem była dopiero walka zbrojna z komunizmem po zakończeniu wojny.

Wraz z wkroczeniem Sowietów podniosła znowu głowę Polska kolaborantów. Chętni do partii i bezpieki się znaleźli. Między nimi plątali się ideowi socjaliści, którzy uwierzyli w szansę postępowych reform. Inne kariery można usprawiedliwiać pracą organiczną i tym, że Niemcy okazali się większym zagrożeniem dla bytu fizycznego i duchowego Polski niż Rosjanie. Druga Polska nadal niejednoznaczna…

W latach „Solidarności” widzieliśmy głównie dość powściągliwych patriotów i rozzuchwalonych kolaborantów. Owi kolaboranci i ich następcy nadal sądzą, że byli w porządku. A z nimi połowa społeczeństwa, która uznaje stan wojenny za uzasadniony.

 

Antyklerykalizm

Analogicznie dwojaki bywał stosunek do katolicyzmu. Dzisiejsze niesmaczne wybryki antyreligijne wydają się czymś nowym, ale niesłusznie. Około stu lat temu wolnomyślicielstwo wśród inteligencji miało spory zasięg. Antyklerykalizm polityczny był wcześniejszy, ale kierował się on zasadniczo przeciw duchownym chciwym bądź uległym wobec zaborców. Dawniejsze bluźniercze wybryki arian to margines i zjawisko przejściowe.

Jeśli chodzi o antyklerykalizm czynny, warta przypomnienia jest „zimmermaniada” z 1911 roku, zamieszki studenckie na Uniwersytecie Jagiellońskim w proteście przeciwko wykładom z socjologii księdza Kazimierza Zimmermanna. Socjologia uchodziła bowiem za domenę laicyzmu. Słyszałem relację, że córka znanego ateusza, profesora medycyny Odona Bujwida, próbowała przerwać wykład ks. Zimmermanna w ten sposób, że przysiadłszy obok katedry publicznie się wysiusiała.

Chłopi, nawet ci prywatnie pobożni, pozostawali często w konflikcie z księżmi. W diecezji przemyskiej zdarzyło się, że podczas wizytacji biskupiej ostentacyjnie wozili gnój. Decyzja o wymaganiu celibatu od przystępujących do święceń w diecezji greckokatolickiej w Przemyślu wywołała sprzeciw uczennic liceum tego wyznania, które swojemu biskupowi powybijały okna w pałacyku.

Te ekscesy można traktować jako ciekawostki, ale potem w okresie komunistycznym nastroje antykościelne zostały wprzęgnięte w system. Uciskane społeczeństwo było solidarne z Kościołem, zaś nienawiść znalazła ujście w systemie władzy. Inteligenccy ateiści służyli propagandzie. Bezpieka nie tylko szykanowała duchownych i aktywnych świeckich, lecz także więziła, podpalała i mordowała.

Długofalowe efekty tej propagandy przetrwały, skoro w mediach świeckich nie przypomina się dziś zbyt często o traktowaniu Kościoła przez Niemców, a potem komunistów. Natomiast zwrot zrabowanego majątku kościelnego jest wykorzystywany w agitacji antykościelnej, chociaż zwrócono raptem około połowy gruntów i tylko 12% budynków. Nasilił się proces odchodzenia młodych od Kościoła.

*

Te sprzeczne tendencje odziedziczyło dzisiejsze społeczeństwo polskie. Czasem są one dziedziczone dosłownie. Nie zdziwi u działacza prawicy ojciec powstaniec warszawski, ani też ubek czy komunistyczny propagandysta w rodzinie kogoś z SLD lub od Palikota. Spadkobiercy widzów kin z propagandą Goebbelsa godzą się dziś na antypolski serial. Tu jednak ważniejsze wydaje się dziedziczenie grupowe, trwanie pewnych nastawień. Szukają też one dla siebie formy politycznej, jawnie albo w sposób zamaskowany. Te partyjne formy nie są przypadkiem, wynikają z długich tradycji.

Czy powyższe podziały należy uznać za bardzo silne? Na pewno są zadawnione i ważne, ale nadal możliwe do załagodzenia. Politycy je eksponują, ale „na dole” bywają mniej widoczne. Wielu ludzi godzi elementy obydwu. Dla porównania, podobny podział przecinający Hiszpanię jest daleko głębszy i wielokrotnie prowadził do krwawych starć, z okrutną wojną domową.

W Polsce obecnej wracamy jakby do punktu wyjścia z XVIII wieku. Z jednej strony orientacja bazująca na tradycji, potencjalnie liczniejsza, ale jakby biedniejsza, mniej skuteczna i mniej aktywna. Druga orientacja ma zamiar nas reformować i jednoczyć z Europą, ale z tyłu prześwitują afery, sitwy, lekceważenie polskości, nienawiść do Kościoła, ruina budżetu, osłabienie państwa i wojska. Czy skutki będą takie jak w XVIII wieku?

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura