293 obserwujących
1353 notki
4272k odsłony
  1722   0

Dlaczego ten sojusz jest niemożliwy. Polemika z Rafałem Wosiem

Poza tym ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego nie ma żadnego interesu w tym, by obdarowywać stanowiskami partię, na której zdecydowanej krytyce Prawo i Sprawiedliwość doszło do władzy w 2005 r. Groziłoby to sporym szokiem u wielu konserwatywnych wyborców, także wśród tzw. twardego elektoratu, który zapewnia ugrupowaniu Jarosława Kaczyńskiego wygrane w kolejnych głosowaniach. Nie znalazłoby się żadne racjonalne wytłumaczenie trafiające do podstawowej bazy wyborczej PiS, gdyby spełniła się wizja redaktora Wosia. Zatem sukces w postaci podmiany Jarosława Gowina – polityka, na którego zwolennicy Zjednoczonej Prawicy kręcą nosem, ale z kolei nie odpycha on od decyzji przy urnie – na nieakceptowalną Lewicę zamieniłby się przy następnej okazji w wyborczą porażkę. I to bardzo dotkliwą. Nie można przed laty oskarżać danej partii o praktyki mafijne i konszachty z elitami totalitarnego ustroju, a potem zawierać z nią formalne sojusze, i to w świetle jupiterów.

Zresztą dla drugiej strony to też posunięcie grożące utratą wiarygodności – grzmieć, że oto demokracja jest nam zabierana, sądy i prokuratura działają na polityczne zamówienie, a prawa homoseksualistów są deptane, a potem co, zawiązywać koalicję z ich ciemiężycielami? 

Skoro wystarczą taktyczne sojusze i transfery

Są osoby, dla których sprawy światopoglądowe stanowią drugo- i trzeciorzędne znaczenie. Nie są jednak takowymi personami Robert Biedroń, Krzysztof Śmiszek, Adrian Zandberg czy choćby aktywista Jan Śpiewak. Podwyżki płac i emerytur to zbyt mało, by kiedykolwiek dojść do konsensusu przy wskazanych różnicach. One są wręcz systemowe, nie uda się ich przeskoczyć.

Alians PiS z Lewicą byłby odebrany jako zdrada ideałów, czegoś, co pcha – mimo wielu błędów po drodze – miliony wyborców do Zjednoczonej Prawicy. Dokładnie tak samo układ z PiS odczytaliby zdezorientowani lewicowcy: zareagowaliby na niego obrzydzeniem zarówno „komuchy”, jak i młodzi gniewni spod znaku piorunka. Lewica usłyszałaby krótkie, acz gromkie „Wyp…ć!”. Nagle okazałoby się, że to Koalicja Obywatelska jest bardziej konsekwentna i uczciwsza od tria Czarzasty–Zandberg–Biedroń.

Jest jednak szansa na nieformalny sojusz, polegający na ucieczkach z okrętu jeszcze nie tonącego, ale na pewno pokiereszowanego i ze szwankującym napędem, na stabilniejszy statek. Mam na myśli scenariusz, który nastąpił przy okazji transferu Moniki Pawłowskiej. Ta niegdyś zdeklarowana uczestniczka Strajku Kobiet, paradująca w maseczkach z błyskawicą, dziś podziela konserwatywne wartości Porozumienia. Za co spotkał ją zresztą wulgarny hejt, bo z merytoryczną krytyką groźby te nie miały nic wspólnego.

Tak zaskakujących wolt możemy rzeczywiście doświadczać aż do końca kadencji Sejmu, szczególnie jeśli notowania Lewicy będą leciały w dół z powodu zawłaszczenia socjalnej agendy przez Prawo i Sprawiedliwość. Polski Ład i awantura w opozycji wokół głosowania w sprawie ratyfikacji środków unijnych zdecydowanie wzmacniają pozycję partii Jarosława Kaczyńskiego – dziś znowu cieszy się ona ponad czterdziestoprocentowym poparciem w sondażach.

Póki tak jest, Lewica nie jest Zjednoczonej Prawicy do niczego potrzebna. 


Artykuł ukazał się także w "Gazecie Polskiej Codziennie"

Lubię to! Skomentuj36 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka