WZZW
nasza strona jest dokładnie tym, czym w latach 70' był „Robotnik Wybrzeża”. Drogą docierania do prawdy i prowokowania dyskusji. Nie rezygnujemy z możliwości wypowiadania własnych opinii. Wręcz przeciwnie, jesteśmy zobowiązani to świadectwo przekazywać.
0 obserwujących
19 notek
44k odsłony
  1392   0

JEST TYLKO JEDNA TWARZ WAŁĘSY

Nie to jest jednak w tym temacie najistotniejsze. To co jest tu najbardziej wymowne, przy tym rzekomym nawróceniu i zerwaniu z bezpieką, to fakt, że chociaż miał się rzekomo od bezpieki odwrócić, to jednak nie zrobił tego, co każdy rzeczywiście nawrócony człowiek uważałby za najważniejsze. Nie tylko nie powiedział o swojej donosicielskiej działalności swoim stoczniowym kolegom, ale nie czuł się nawet w obowiązku w jakikolwiek sposób ostrzec ich, że są przez bezpiekę inwigilowani!

Przez dwa następne lata Wałęsa zajmuje się tym, co mu wychodziło najlepiej, czyli kombinowaniem i fuchami. Nagle w momencie kiedy grupa kilku osób, o których istnieniu nie miał żadnego pojęcia, postanowiła założyć Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża, przerywa swą ważną działalność kombinatorsko-fuchową i zjawia się niespodziewanie w drzwiach mieszkania Krzysztofa Wyszkowskiego. Przez ponad trzydzieści lat, człowiek który nie czytał absolutnie niczego i nie interesował się niczym poza możliwością zamiany czegoś lub kogoś na pieniądze, nie potrafił powiedzieć jak dowiedział się o powstaniu WZZW. Pośród całej masy bezsensownych opowieści, są i tak krańcowo idiotyczne jak te, podane w jego książkowych wspomnieniach, że dowiedział się o tym fakcie 1 maja 1978 roku, czyli w dniu który nieznany Wałęsie Andrzej Gwiazda uznał za dzień założenia związków. Na dodatek miał się tego dowiedzieć z lektury “Robotnika Wybrzeża”, który zaczął wychodzić dopiero dwa miesiące później.

Tak czy inaczej, gdyby pan Dudek zadał sobie trud i zapoznał się z relacjami świadków, to wiedziałby, że Wałęsa od pierwszego momentu uznany został przez działaczy WZZów za głupca. Ta opinia z czasem ewoluowała w stronę podejrzeń o agenturalność, które w czasie sierpniowego strajku zamieniły się w pewność.

Pan Dudek dowiedziałby się również, że Wałęsa praktycznie nie prowadził w WZZach żadnej konkretnej działalności, a wszelkie późniejsze opowieści o rzekomej jego aktywności, są wymysłem wałęsowych propagandzistów. Podobnie jak inni agenci, od czasu do czasu robił coś, co mogło by go wśród kolegów uwiarygodnić. Wałęsa nigdy nie zainicjował żadnego działania, nie wniósł żadnego pomysłu. Nie brał udziału w większości akcji ulotkowych. Nie brał udziału w żadnej akcji obrony swoich WZZowskich kolegów. Nie wydrukował choćby jednej ulotki. Natomiast wpisał się chętnie w skład redakcji Robotnika Wybrzeża, w którym jako jedyny nie napisał jednego słowa i jest wątpliwe, czy kiedykolwiek go przeczytał.

Niektórzy badacze historii przytaczają fakt, że Wałęsa był kilkakrotnie zatrzymywany na 48 godzin i wyciągają z tego wniosek, że był on aktywnym działaczem Wolnych Związków. Dlatego też przypomnę, że najbardziej „represjonowanym” działaczem WZZW był Edwin Myszk, zdemaskowany z czasem jako agent bezpieki. Takie działanie nazywało się uwiarygadnianiem agenta i z działalnością nie miało nic wspólnego.
Sam Wałęsa podejmował wiele prób takiego uwiarygadniania się jako rzekomy działacz. Po jednej z takich prób został z WZZów wykluczony, a na pytanie dlaczego złamał zasady postępowania, odpowiedział bez żenady „Bo moje nazwisko dawno nie chodziło”. To stwierdzenie mówi wszystko o stosunku Wałęsy do jakiejkolwiek działalności.

Przypomnę też że ten człowiek, reklamowany przez propagandę jako aktywny i nieprzejednany działacz WZZów, nie miał najmniejszych oporów w środku tej rzekomej działalności, by w roku 1979 pić wódkę z funkcjonariuszami bezpieki w jego własnym mieszkaniu. Wałęsa przyznał się do tego przyciśnięty pytaniami WZZowskich kolegów, kiedy informacja o tym dotarła do liderów związków.

Na ironię, opinia jakoby Wałęsa prowadził rzeczywistą i aktywną działalność w WZZach nie pochodzi od działaczy Wolnych Związków, a od ludzi, którzy go w tamtych warunkach nigdy nie widzieli.

Jest jedno wydarzenie w krótkiej historii WZZów, które Lech Wałąsa chętnie i z zapałem przypomina. Jest to sprawa obchodów wydarzeń Grudnia ’70, głownie tych, które odbyły się przed stocznią w roku 1979. Jest to jedyna akcja, w której Wałęsa może udowodnić swój udział. Nie zmienia to oczywiście faktu, że jest to nieprawdopodobna wręcz drwina z sytuacji. Oto człowiek, który sprzedawał bezpiece losy stoczniowych kolegów w grudniu ’70, dziewięć lat później, nie tylko że pojawia się na uroczystości upamiętnienia dramatu tych, których wydawał, ale od tej pory będzie to zdarzenie przedstawiał jako akt szlachetnej odwagi.
Jeżeli sam fakt, że kapuś bezpieki wygłasza przemówienie w miejscu tragedii tych których sprzedawał nie wydaje się wystarczająco szokujące, przypomnę pewną wymowną historię związaną z tym własnie przemówieniem. Wałęsa był jednym z kilku zaledwie WZZowców, którzy nie zostali wówczas aresztowani, mimo że nie specjalnie próbował się ukrywać. Znalazł się pod stocznia i wygłosił wówczas przemówienie, które uznane zostało za bardzo odważne. W tym przemówieniu użył on słów często i chętne później przytaczanych przez media. Wałęsa, domagając się pomnika poświęconego poległym stoczniowcom, mówił że: „jeżeli pomnik nie powstanie, to za rok, każdy przyniesie kamień i z tych kamieni usypiemy kopiec”. Rzecz w tym, że te słynne już dziś słowa nasz „bohater” ukradł Józefowi Szylerowi, temu samemu, na którego pisał swoje ohydne donosy!
Tak więc, mamy sytuację niemal surrealistyczną. Lech Wałęsa poczytuje sobie za zasługę fakt, że wygłaszał przemówienie na manifestacji poświęconej miedzy innymi ludziom, na których za pieniądze donosił komunistycznej bezpiece, a przy tym wygłaszał przemówienie, którego słowa ukradł jednej z ofiar swoich donosów! Czy można wyobrazić sobie większy symbol moralnego zeszmacenia?
Paweł Zyzak w swej książce cytuje słowa Józefa Szylera, który wspominał zdarzenie z 1971 roku: „Od razuśmy stawiali sprawę pomnika, na to, że w tym miejscu polegli, albo usypane to jest ku czci tych i tych. Ja mowię tak: tylu ludzi co jest w stoczni niech tu przyniosą, mowię, po kamieniu i z kamieni się wybuduje pryzmę, nie? Miałem taki pomysł na to. Wałęsa nie chciał o tym słyszeć.”

Lubię to! Skomentuj23 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura