Ars Longa Vita Brevis
Krótko (albo i nie) o rzeczach ważnych i nieważnych
11 obserwujących
27 notek
46k odsłon
  561   0

Kolęda warszawska

Fot Krzysztof Hoffmann
Fot Krzysztof Hoffmann

Kanał. Ta nieludzka i okrutna twarz wielkiego miasta.

* * *

Ostrożnie stawiając kroki, wszedł do głębokiej niszy. Ostrożnie - bo to żadna frajda wejść na szczura, który (właśnie dlatego, że jest ciemno), stanie się dla zmęczonej głowy stworem z piekła rodem. Tak, zdecydowanie tak - lepiej jest uważać. Po prostu lepiej.

Nisza była niewielka i sucha. Prawdopodobnie ci, którzy budowali ten podziemny labirynt, przeznaczyli ją na składowisko jakiegoś sprzętu. Musiało to być jednak bardzo dawno temu. Niegdyś od reszty ścieku odgradzała ją solidna krata - dziś tylko pajęczyna. Krata wisiała smętnie na resztkach zawiasów, upiłowana i zardzewiała. Nie patrząc nawet przed siebie wymacał tekturowe pudło, ironiczny substytut łóżka. Upewnił się jeszcze, czy w pudle nic nie ma, po czym wlazł do środka.

Nie zamierzał jednak spać. Nie dzisiaj. Sen zazwyczaj oznaczał strach, a ten strach - zawsze - konkretną potrzebę fizyczną. Zawsze, zawsze, zawsze ….

Otrząsnął się nagle z niesmakiem. Potrzebę fizyczną … Boże, co za hipokryzja. Tu, w tym miejscu… Umysł otępiały przez lata permanentnego zalewania go wszelkimi dostępnymi formami jakiegokolwiek alkoholu, potrafił wciąż jeszcze posługiwać się określeniami, które

                                ( potrzeba fizyczna)

brzmiały co najmniej tak, jakby pochodziły z języka suahili. Potrzeba fizyczna! Tak jednak właśnie pomyślał, po czym zniesmaczony usiadł w swoim pudle. Głowa, mimo wszystkich tych dni, miesięcy, lat, dalej usiłowała pracować według zasad sprzed ... Nieważne, sprzed wieków. Czy to nie żałosne ? Kultura, resztki ogłady, proszę bardzo ... Ale na co to dzisiaj komu? POTRZEBA FIZYCZNA !!! A cóż to może oznaczać tutaj, wobec pływających w każdą stronę, cuchnących i odrażających zwałów gówna ? Potrzeba fizyczna… Bo ciągle nie potrafię przyznać się przed sobą, kim zostałem i co robię. Jakie to żałosne. Moje myśli – komu są potrzebne? Cóż to znaczy ? To oznacza tylko, że chcę kupę. Kupę chcesz, tatuśku? Powiedz. Może jednak wolisz mieć ...potrzeby? Albo nawet odbyć stolec ? Szczurzy Wersal. Nawet tam król nie miał potrzeb, szedł po prostu w krzaki. Amen. A ja mam potrzeby. Jeden – zero w tym nierównym meczu. Głowa zwyciężyła kupę.

Otrząsnął się.

Po tych wszystkich dniach, które zmieniły się w tygodnie, w miesiące, lata, życie wciąż usiłowało płynąć jakimś dawno utartym i wytyczonym torem. Po co ? Przecież tamto było nieważne, nieistotne, zniknęło. Żadna z zasad, którymi kierował się tamten

                                                                                                      ( pieprzony )

                                                                                                              świat, nie miała tu najmniejszego zastosowania. Tu wolniej płynęły dni, nie dzwoniły telefony, nie spacerowali ludzie. Nie było terminów. Nie było smutku. Nie było radości, NIC, kurwa, nie było. Teraz lepiej… Nie, nie lepiej ... Gdzieś w środku, w miejscu dawno zapomnianym i niepotrzebnym, kołatały się bzdury jak ta. Potrzeba fizyczna ? Wspaniale. A nie można po prostu stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością ? Przed kim nie chcesz przyznać się do tego, że kiedy zaśniesz, będziesz śnił o

                                                      ( znowuumieram znowuumieram)

                                                           tamtym ? Przecież nie przed sobą? Przecież dobrze wiesz, co będzie dalej. We śnie i nie tylko - tu, na twoim kartonowym łożu. Będziesz patrzył na to z boku, krzyczał, płakał i nikt tego nie usłyszy. Nikt nie powie, że to koniec, że to tylko durny film, że już zaraz będą szły napisy. I jak zawsze będzie w tobie rosnąć strach, będzie dławił, obejmował, gwałcił i zatykał ; dotknie twojej duszy, dotknie jej każdego zakamarka. I sparaliżuje cię na dobre, tak jak zawsze, gdy płomienie sięgną twojej twarzy. Tyle sen. A jawa ? Strach ustąpi nagle, dając pole temu przedziwnemu czemuś, co zaczyna się na stopach, kończy zaś

                          ( w dupie )

                                  Właśnie, w dupie. I znów się obudzisz, gryząc któryś z palców, zapłakany i gorący, nieprzytomny i od góry aż po pompon zafajdany. Takie to jest straszne? To ta potrzeba? Powiedz, powiedz, powiedz !!!!!!!!

Chcesz kupę, tatuśku ?

Gdzieś w oddali zakrzyczał szczur. To go otrzeźwiło.

Dzisiaj nie mógł zasnąć. Albo może mógł a po prostu nie chciał. Ta noc jest szczególna, zdarza się tak rzadko. Zbyt by ryzykować, zbyt by znowu bratać się ze strachem. I zbyt rzadko aby wierzyć, że ten nie nadejdzie. Sen nie daje ukojenia a psychika jest odporna na te wszystkie Daty i Okazje. I złośliwa tak, jak Mała Mi z Muminków… Podświadomość za to jest jak czołg – prze przed siebie i nie patrzy co jej wpadło w gąsienice. Jeśli tylko ma punkt zaczepienia i cień choćby szansy, by ci dać po głowie, bez wątpienia nie zmarnuje tej okazji. Wtedy gdy nie będziesz mógł się bronić. Zwykle w nocy.

A on chciał tę noc spędzić inaczej.

* * *

Nawet jeśli jesteś odczłowieczonym alkoholikiem z resztką mózgu przeżartą chemią i poziomem emocji zbliżonym do przeciętnego kamienia i tak nie uciekniesz przed myślami. Możesz tylko próbować się przed nimi chronić ale i tak ci się to nie uda.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości