Prawy i Skuteczny Prawy i Skuteczny
177
BLOG

CZY MICHNIK UZNAŁBY CHOPINA ZA RUSOFOBA?

Prawy i Skuteczny Prawy i Skuteczny Kultura Obserwuj notkę 3

Rusofobia Polaków jest słynna na całym świecie, co potwierdził sam Michnik mówiąc w wywiadzie dla rosyjskiej prasy: „Część naszego społeczeństwa jest chora na rusofobię. To ludzie z ogrodu zoologicznego i szaleńczym kompleksem antyrosyjskim". Ale obecna rusofobia blednie wobec ogromu uprzedzeń antyrosyjskich Chopina.

O stosunku kompozytora do „przyjaciół Moskali” świadczą frazy z jego listów: „Jak długo nas jeszcze będą mordować. Boże! Ty widzisz i pozwalasz na to!”, „Moskal ma być panem świata!!”, „Boże! możeś Ty sam Moskalem?”

Chopin panicznie bał się o siostry, bo w owym czasie wojsko rosyjskie miało opinię „azjatyckich hord” rabujących, gwałcących i mordujących.

Kompozytor bynajmniej nie był wyjątkiem - w społeczeństwie polskim dominowały postawy głębokiej niechęci do Rosjan, a ówczesnych Polaków niejeden z dzisiejszych publicystów mógłby uznać za „chorych z nienawiści”. Nienawiść i pogarda do Moskali miały uzasadnienie, bo jeszcze pamiętano „przywracanie porządku konstytucyjnego” znane jako „rzeź Pragi”, a już doszły „działania normalizacyjne” związane z Powstaniem Listopadowym...

Wydarzenie opisane przez Norwida w słynnym wierszu „Fortepian Chopina” rzeczywiście miało miejsce – Rosjanie wyrzucili z okna pałacu Zamoyskich fortepian, na którym grywał Chopin. Każdy, kto próbował przesunąć pianino wie, że do wyrzucenia fortepianu z okna potrzebna jest wielka motywacja. W dziele zniszczenia jednak nigdy nie brakuje motywacji rosyjskim siłom porządkowym.

Młodość Chopina przebiegała w dramatycznej i ponurej atmosferze podbitego kraju. Czyżby rozpacz, gorycz klęski, bunt i niemożność pogodzenia się z sytuacją były niezbędne, aby mógł zaistnieć geniusz? Może bez tych traumatycznych przeżyć nasz kompozytor byłby tylko twórcą wdzięcznych utworów salonowych. Czyżby Moskale w swoim okrucieństwie przyczynili się do naszego największego wkładu w kulturę świata, jakim niewątpliwie jest genialna muzyka Chopina?

W związku z Konkursem Chopinowskim często pojawiały się sformułowania pozornie prawdziwe, jednak redukujące zarówno Chopina, jak i konkurs: „Chopin to nasz największy kompozytor” (prezydent Duda też użył takich słów w 2015 roku). Można mówić, że np. Sibelius był największym fińskim kompozytorem, czy Smetana czeskim, ale Chopin to zjawisko o zupełnie innej skali. Jeśli ranking kompozytorów miałby jakikolwiek sens, to pierwszym byłby Bach ex equo z Chopinem. Później długo nic, a potem reszta genialnych kompozytorów. Muzyka Chopina to tylko ok. 15 godzin, czyli niemal „nic” w literaturze muzycznej. Niemniej muzyka ta się nie zestarzała i przemawia do nas dziś równie silnie, jak 200 lat temu. W czasach, gdy powstawała, jej język był bardzo awangardowy i nie zawsze akceptowany. Znana jest opinia Juliusza Słowackiego, który w liście do matki w pełnych pasji słowach ostrzegał ją przed „enerwującą muzyką” Chopina. Zdaniem poety muzyka Chopina ustępuje „szlachetnym frazom Ogińskiego”.

Inne stwierdzenie skażone fałszywą skromnością - „Konkurs Chopinowski to jedna z najważniejszych imprez tego typu na świecie”. Powinno być - „to NAJWAŻNIEJSZY konkurs pianistyczny na świecie”.

Twórcą i pomysłodawcą konkursów chopinowskich był świetny pianista i długoletni pedagog warszawskiej uczelni muzycznej prof. Jerzy Żurawlew (nie ulegam fałszywej skromności, więc powiem, że profesor oceniał mój recital dyplomowy, a nawet wyszedł z sali aby mi pogratulować!). Ale prof. Żurawlew nie opatentował swojego pomysłu, więc konkursów muzycznych mamy obecnie na świecie wiele, które znacznie się różnią swą rangą, popularnością, wysokością nagród i siłą promocji.

Konkurs Konkursów

Konkurs Chopinowski to nie tylko najstarszy (1927 r.), ale i największy konkurs muzyczny świata. Z pewnością nie wysokość nagród stanowi o motywacji setek pianistów, którzy ubiegają się o możliwość uczestnictwa. Dlatego system kwalifikacji jest b. skomplikowany – po wstępnej selekcji na podstawie nagrań wideo następują eliminacje czyli „konkurs na udział w konkursie”. Tak więc, by uczestniczyć w ogromnym, czteroetapowym konkursie, pianiści musieli przejść przez sito dwukrotnych eliminacji i dwa razy przyjeżdżać do Polski – często z krańca świata. Trudy się opłacają, bo liczni pianiści „z najwyższej półki” uzyskali swój start do światowej kariery właśnie w Polsce. Przez konkurs przewinęła się także rzesza liczących się w branży pedagogów, a już sam udział w konkursie jest nobilitacją pianisty.

Ostatni konkurs miał niewiarygodnie wysoki poziom, na który niewątpliwie miała wpływ pandemia (lockdown sprzyja ćwiczeniu) i wynikające z niej odroczenie konkursu o rok. Dało to uczestnikom dodatkowy czas na przygotowania. Było co najmniej 20 uczestników, którzy mogli wygrać (niektórzy odpadli we wcześniejszych etapach), ale szczęście miał tylko jeden.

Większość uczestników to rutyniarze, z których niemal każdy jest już laureatem kilku innych konkursów (rekordzistka „zaliczyła” nagrody na 40 konkursach!) i ma na swoim koncie nagrania płytowe czy debiuty na najbardziej prestiżowych estradach świata. Wyjątkowo dużo uczestników brało już udział w warszawskim konkursie i próbowało szczęścia ponownie. To zawsze wiąże się z ryzykiem gorszego tym razem rezultatu, ale w wypadku aż trzech laureatów przyniosło sukces. W tej sytuacji debiutanci i „małolaty” mieli mniejsze szanse. A zatem zmienił się charakter konkursu, który już raczej nie jest miejscem na wyszukiwanie młodych talentów, a raczej ugruntowuje i potwierdza kariery dojrzałych artystów.

W pierwszym etapie konkursu, gdzie obowiązywało wykonanie etiud, zaskakiwała przede wszystkim fenomenalna sprawność techniczna WSZYSTKICH pianistów.

Etiudy Chopina za jego życia uchodziły za niewykonalne (choć grał je Fr. Liszt). Nestor polskiej pianistyki prof. Zbigniew Drzewiecki twierdził, że najtrudniejsza etiuda C-dur nr.1 wymaga 5 lat pracy przed pierwszym publicznym wykonaniem. Obecnie słyszeliśmy ją wielokrotnie graną w zawrotnych tempach, bez śladu zmagań z materią (czyżby zawodnicy byli na dopingu?). Nasuwa się refleksja, że sztuka pianistyczna uczyniła wielki postęp na przestrzeni ostatnich lat. Czy rzeczywiście?

Słyszałem kiedyś w radiu stare, szumiące nagranie fenomenalnego pianisty. Okazało się, że to przedwojenny pianista Stanisław Szpinalski – laureat II nagrody na pierwszym konkursie z 1927 roku. Postęp niewątpliwie jest, ale raczej ilościowy niż jakościowy - kiedyś pianistów najwyższej rangi było na świecie 15, dziś jest 1500.

Mój przyjaciel z czasów studiów, wielokrotny juror - Piotr Paleczny powiedział, że wspaniałych wykonań było już tak dużo, że teraz od uczestników wymaga się czegoś więcej. Dlatego uczestnicy, aby być zauważonymi starali się ukazywać swą „osobowość”. Presja, by nie narazić się na zarzut „poprawności” czy „nijakości” nie pozwalała im grać zwyczajnie. Niektórzy „odkrywczo” grali w bardzo wolnych tempach, wykonanie innych składało się z wycyzelowanych pięknych „jingli” z uszczerbkiem dla całości formy. Dlaczego np. w pierwszej części koncertu czy sonaty drugi temat – liryczny, bywał grany wolniej bez muzycznego uzasadnienia?

Często pianiści grali fragmenty szybkie w tempie najszybszym, w jakim byli w stanie zagrać. A ponieważ mogli grać naprawdę szybko, cierpiała narracja. Chopin precyzyjnie oznaczał tempo; w etiudach najszybsze to półnuta = 88. Grając jeszcze szybciej można epatować słuchaczy, ale ulatują uwadze wspaniałe chopinowskie harmonie. Miejsca liryczne za to grywano b. wolno i cicho, szukając „klimatów”. Niektórzy znajdowali głębię w łącznikach czy mniej istotnych frazach. Sztuka interpretacji muzycznej jest bardzo podobna do aktorstwa; aby coś podkreślić, coś innego trzeba „odpuścić”, co przychodziło z trudem wielu uczestnikom. Według mnie interpretacje niejednokrotnie bywały przerafinowane, a agogika (zmiany tempa) nadużywana do celów wyrazowych. A Chopin zalecał ćwiczenie z metronomem i zawsze podkreślał znaczenie prostoty …

Muzykę Chopina (jak każdą inną genialną muzykę) można grać na wiele sposobów - słyszeliśmy wykonania różne, jedne ekspresyjne na granicy histerii, inne szlachetniej wyważone, lecz zawsze piękne.

Mody wykonawcze się zmieniają. W czasie moich studiów (lata 60 -te) grało się powściągliwiej i równiej, bo takie były tradycje wykonawcze. My studiowaliśmy u profesorów, którzy kształcili się u „wnuków” uczniów Chopina. Niedopuszczalna była dziś akceptowana maniera z czasów Padarewskiego – lewa ręka (bas) wyprzedzająca prawą (melodię). Nikt nie stosował też efektownych wymachów rąk – ale takie są wymogi widowiskowości, a gra na estradzie jest rodzajem spektaklu.

Na XVIII Konkursie Chopinowskim można było usłyszeć wykonania zachwycające, perfekcyjne, porywające. Czasem słuchając miało się pewność, że właśnie gra murowany kandydat do pierwszej nagrody. Aż żal było tego następnego, który musiał wyjść na estradę po takim faworycie. Jednak okazywało się, że następny radzi sobie nie gorzej. Po czym na estradę wychodził kolejny uczestnik, który przebijał obu poprzednich...

Żal było jurorów, którzy mieli niewdzięczne zadanie odrzucenia niektórych, a potem ustalenia kolejności. Niekiedy wręcz czuło się ulgę w komisji, gdy komuś podczas znakomitego występu coś „nie wyszło”. Mogli wtedy z czystym sumieniem zdecydować: „panu już dziękujemy”.

Widać było rozterki komisji, bo we wszystkich etapach dopuszczono więcej kandydatów niż zakładano. Więcej też przyznano nagród (brawo sponsorzy!). Należy zauważyć, że niejeden z jurorów, choć to znakomici pianiści, nie byłby w stanie zagrać tak błyskotliwie, jak niektórzy uczestnicy, nawet w szczycie swoich pianistycznych możliwości..

Zwycięzca tegorocznego konkursu zdobył 40 tysięcy euro. Jednego możemy być pewni – nie zbije fortuny. Zarobki pianistów klasy światowej nie pozostają w żadnym stosunku do przychodów golfistów, tenisistów, piłkarzy czy gwiazd popu.

Aby utrzymać się na topie, laureat będzie musiał codziennie ćwiczyć po kilka godzin. Jeden dzień bez kontaktu z instrumentem wymagać będzie 2 dni ćwiczeń na dojście do poprzedniej formy. Ten zawód wymaga wielkiej wytrwałości, dyscypliny, siły charakteru. Może dlatego wśród wybitnych pianistów nie ma alkoholików ani narkomanów. Nie ma też cwaniaków, czy krętaczy, bo zawód pianisty wymaga szczerości, a przy instrumencie nic się nie ukryje – każda niedoskonałość jest słyszalna.

Znakomity skrzypek i pedagog prof. Wroński mawiał, że ćwiczenie to nie tyle praca nad utworem, co praca nad sobą za pomocą utworu. Choć profesjonalistami mają szansę zostać tylko ci najbardziej uzdolnieni, zmotywowani i kochający muzykę, warto się uczyć grać, bo nauka gry na takim instrumencie jak fortepian rozwija inteligencję (mózg musi „przeprocesować” gigabajty informacji w krótkim czasie) i niewątpliwie kształtuje charakter. Adept pianistyki wdrożony od dzieciństwa do systematycznej pracy i obcujący na co dzień z Pięknem ma szansę zbliżać się do Absolutu i stać się po prostu dobrym człowiekiem. U zawodowych pianistów konieczność wielogodzinnych ćwiczeń niekiedy ogranicza możliwość pozyskiwania wiedzy i nie pozwala na szersze poznawanie świata. Wskutek czego czasem mają oni zawężony ogląd rzeczywistości i jako ludzie z natury szlachetni i wrażliwi często naiwnie ulegają utopijnym ideologiom.

Znanym „kawiorowym komunistą” jest Mauricio Pollini (zwycięzca konkursu w 1965 roku). Lewakiem i pacyfistą jest też Krystian Zimerman (I nagroda w 1975). Podczas koncertu w Los Angeles wywołał konsternację zwracając się do publiczności, że nie będzie więcej grać w kraju, którego armia chce kontrolować cały świat.

Jako wzorzec interpretacji Chopina pozostanie dla mnie zawsze estetyka Haliny Czerny-Stefańskiej (laureatka konkursu z 1949), choć nie miałem powodu, by darzyć sympatią tę artystkę. Gdy zwrócono się do niej, jako przewodniczącej Stowarzyszenia Polskich Artystów Muzyków z prośbą o interwencję w mojej sprawie - pianisty – członka SPAM skazanego w 1982 roku na wieloletnie więzienie, odparła, że „muzyk powinien zajmować się tylko nutkami, a nie polityką”. Sama jednak zajmowała się oprócz nutek także wspomaganiem Jaruzelskiego w ramach „Patriotycznego Ruchu” PRON. Wtedy ludzie oceniali działalność Czerny- Stefańskiej jednoznacznie – na koncertach była „wyklaskiwana” z estrady.

W wywiadach TVP Kultura z uczestnikami tegorocznego konkursu poznaliśmy ich jako sympatycznych, skromnych młodych ludzi, bez śladu gwiazdorstwa (choć są gwiazdami). Wielu mówiło, że bez względu na rezultat konkursu już są szczęśliwi, bo mogli zagrać w Warszawie i zobaczyć miejsca, gdzie żył uwielbiany Chopin. Sympatyczny Rosjanin specjalnie nauczył się polskiego, by czytać listy Chopina i pogłębiać wiedzę na temat kompozytora.

Ci wspaniali ludzie nigdy nie będą wyznawcami modnego w świecie antypolonizmu, a już są i będą w przyszłości najlepszymi ambasadorami polskości.



https://niepoprawni.pl/blog/leopold/czy-michnik-uznalby-chopina-za-rusofoba

prawica

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura