2 obserwujących
249 notek
87k odsłon
290 odsłon

Język PiSu

Wykop Skomentuj22

Prof. Katarzyna Kłosińska, współautorka książki "Dobra zmiana, czyli jak się rządzi światem za pomocą słów"

LINK

Fragmenty:

Wypisałam kilka zwrotów z państwa książki: gorszy sort, komuniści i elity partia zestawia się ze słowami takimi jak: patrioci, suweren, żołnierze wyklęci. Dokąd to prowadzi?

Przede wszystkim nie pozostawia miejsca na dialog. Jedni są podburzani przeciwko sobie, te podziały się pogłębiają, coraz trudniej o kompromis. Zaczyna panować przekonanie, że kogoś, kto nie podziela naszych poglądów, powinno się zwalczać, a nie spróbować wejść z nim w dyskusję. Nie można osiągnąć porozumienia z kimś, kogo nazywa się zdrajcą czy postkomunistą.

Wielu ekspertów, w tym sam prof. Michał Rusinek, współautor książki, mówi o “języku nienawiści” w ustach partii rządzącej. Czy to nie za mocne określenie?

W języku PiS jest bardzo dużo agresji, pogardy i nienawiści. Język nienawiści wkracza do oficjalnych dokumentów – wiele polskich samorządów wydało uchwały o „strefach wolnych od ideologii LGBT” (przy czym – należy to wyraźnie podkreślić – nie istnieje coś takiego jak ideologia LGBT, bo LGBT to są ludzie, a preferencje seksualne nie są ideologią), a nie tak dawno polityczka PiS Elżbieta Kruk powiedziała, że myśli, że Polska będzie „regionem wolnym od LGBT”.

Niestety, przywołuje to na myśl hitlerowskie „strefy wolne od Żydów”. Czy mowa o strefach wolnych od ideologii LGBT, czy pomija się słowo ideologia – przekaz jest taki sam: wykluczenie, napiętnowanie osób nieheteroseksualnych. Słowo ideologia stanowi tu coś w rodzaju zasłony dymnej – ma „zakryć” to, że piętnuje się ludzi, bo z ideologią przecież można walczyć.

Wrogiem jest także opozycja? W języku "dobrej zmiany" określana często jako “totalna”.

Wyrażenie totalna opozycja mieści się w retoryce militarnej, która sprawia, że postrzegamy politykę jako wojnę. Nazywanie opozycji totalną opozycją powoduje, że zaczynamy o niej myśleć jak o czymś, co prowadzi do katastrofy, zagłady, zniszczenia – bo przymiotnik totalny określa zwykle rzeczowniki odnoszące się do zagłady. Zresztą, coraz częściej pojawiają się też nazwy totalni i totalsi, odnoszące się do opozycji – one jednak „ukrywają” już fakt opozycyjności, a eksponują totalność. A zatem w opozycji przestaje być istotne to, że jest opozycją, a najważniejsze staje się to, że wywołuje zagrożenie.

Metafor wojennych w języku „dobrej zmiany” mamy sporo – jedną z nich jest bojówka. Tradycyjnie bojówką nazywa się grupę paramilitarną, która walczy z kimś przy użyciu siły. Tymczasem „dobra zmiana” bojówką nazywa ludzi, którzy zakłócają spotkania polityków obozu rządzącego albo biorą udział w manifestacjach. Powstają nawet wyrażenia bojówki totalnej opozycji, bojówki Obywateli RP – znów opozycja jest kreowana na siłę, która zagraża Polsce, działając w sposób militarny. W jednej z prawicowych gazet znalazło się nawet takie stwierdzenie: „Marsze LGBT to specyficzny gatunek bojówek – to jednostki, które nie chcą bić, ale które same chcą być bite” – to już całkowicie dowolne użycie słowa.

Sędziowie to “kasta”, opozycja to “totalsi”, a Unia Europejska jest “wyimaginowaną wspólnotą”. Po co tworzy się takie etykiety?

Żeby świat był czarno-biały. Wtedy ludzie nie muszą się zastanawiać nad tym, kto jest dobry, a kto zły – bo mają wszystko podane na tacy. Nie muszą się także zastanawiać nad tym, czy są jakieś odcienie szarości, nie muszą dociekać, że ci, którzy niby są źli, może czasem robią coś dobrego, i na odwrót – wówczas rzeczywistość byłaby złożona, a kimś, kto tak ją postrzega, trudniej się rządzi. Tymczasem ludzie, którzy przyjmują wizję świata narzuconą przez polityków i propagandę, nie dokonują wyborów.

Na czym więc polega problem?

Na tym, że przekaz polityczny jest silnie zrytualizowany – ciągle operuje się tymi samymi słowami do opisu poszczególnych elementów rzeczywistości (sędziowska kasta, totalna opozycja itd.), a słowa te są bardzo nacechowane. Człowiek nie ma wówczas dostępu do innych światów, bo te słowne etykietki zaklejają mu możliwość patrzenia na świat z różnych stron.

Język dobrej zmiany posługuje się zwrotami, które nie do końca są zrozumiałe dla społeczeństwa.

W języku PiS-u jest dużo sformułowań quazi-naukowych, jak np. imposybilizm, ojkofobia czy element animalny. To wyrazy, które nie są znane powszechnie, a wtedy łatwiej nimi straszyć – gdy ktoś do końca nie rozumie znaczenie danego słowa, to może przypisać mu różne treści. Ale – co bardzo ważne – ich naukowość (czy to rzeczywista, czy to pozorna) sprawia, że ludzie mogą odnieść wrażenie, że ten, kto ich używa, panuje nad rzeczywistością. Jeśli polityk mówi, że jedną z chorób, która dotknęła części sędziów, jest ojkofobia, to możemy pomyśleć, iż dobrze zdiagnozował sytuację, bo umie ją nazwać w sposób naukowy (choć w rzeczywistości posłużył się metaforą, a nie naukowym opisem).

Wykop Skomentuj22
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale