0 obserwujących
59 notek
83k odsłony
3222 odsłony

Marcel Reich-Ranicki- "papież" w randze kapitana

Wykop Skomentuj31

Oczywiście, ogromne znaczenie ma tutaj fakt, iż Reich-Ranicki jest ocalałym z Holocaustu Żydem. Panująca w Niemczech swoista, czasem wręcz karykaturalna w swoich aberracjach, poprawność polityczna powoduje, iż osoby takie są z ewentualnych czynów przeważnie natychmiast rozgrzeszane, a potencjalni oskarżyciele czasem wręcz brutalnie wyciszani.

W tym kontekście zadziwiającą odwagą wykazał się dr Rudolf Sponsel z Erlangen, psycholog, który w swoim szkicu „Marcel Reich-Ranicki - Im Grenzland zwischen Kulturgiftzwergriesen und Bildungskotz", bazującym na autobiografii Reicha-Ranickiego „Moje życie", charakteryzuje tę postać następująco[1]:

Komuś, kto w młodości, czy to przez zaniedbanie, czy to przez splot innych okoliczności nie wykształcił się w żadnym zawodzie, pozostają zawody, które nie wymagają jakiegoś specjalnego wykształcenia: knajpiarz, prywatny detektyw, taksówkarz, żołnierz, polityk, tajny agent i kilka innych". (...).

Marcel Reich-Ranicki zaczynał swą karierę jednocześnie w dwu z wymienionych wyżej profesji - jako tajny agent i polityk. W ten sposób spełnione zostały podstawowe warunki do ukształtowania się człowieka zdeprawowanego, który swoim wyborem położył stabilne podwaliny pod swoją późniejszą postawę jako krytyka literackiego - postaci dzierżącej w jednym ręku pejcz, a w drugim chlebek posypany cukrem. Zaraz po wojnie musiał przyswoić sobie amoralny „niezbędnik" tajnego agenta: podłość, zdradę i kłamstwo. Jako agent inwigilował w Berlinie i Londynie środowiska polskich emigrantów wojennych.

Szybko doszedł do stanowiska konsula w Londynie, dostał wielką amerykańską limuzynę, która wzmocniła w nim poczucie swej własnej wielkości.

- W czasie mojej berlińskiej młodości, w pruskim gimnazjum wpojono mi dwie cechy - lojalność i pogardę dla zdrady i zdrajców" - wyznał Reich-Ranicki w swojej autobiografii.

Tutaj pojawia nam się ciekawe z psychologicznego punktu widzenia pytanie - jak ktoś, kto podkreśla, jak ważne są dla niego dwie wartości - uczciwość i lojalność, jak ktoś taki mógł pracować jako szpicel?

I dlaczego, do diabła, nigdy, ale to nigdy nie dostrzegł tej porażającej przecież sprzeczności? (...)

Jako mistrz asymilacji i adaptacji, wręcz żywy dowód na trafność teorii Piageta, obdarzony fenomenalnym zmysłem oportunizmu oraz zdolnością do narcystycznej autoprezentacji, agent Reich „dokłada" sobie do swojego pierwszego nazwiska drugie, czysto polskie, aby osłabić to swoje pierwsze, ponuro kojarzące się miano. Stał się Marcelem Reich-Ranickim i - po opuszczeniu Polski na stałe - błyskawicznie osiągał kolejne etapy kariery, by zostać w końcu niekwestionowanym sędzią najwyższym niemieckiej literatury". (...). „Nie było to specjalnie trudne dla kogoś, kto przedstawiał się jako jedyny członek rodziny, który ocalał z holocaustu w warszawskim getcie. Tylko ten fakt wystarczył, że stał się praktycznie nietykalny. No cóż, widocznie sam fakt zetknięcia się z holocaustem może zostać wykorzystany nie tylko jako broń, ale także jako trofeum i posiada już we współczesnej kulturze niemieckiej określoną wartość marketingową. (...)

Autobiografia Marcela Reich-Ranickiego zaskakuje i poniekąd fascynuje swoją powierzchownością, co w świetle faktu, iż w jego życiu nie brakowało wydarzeń naprawdę dramatycznych i wręcz tragicznych (śmierć rodziców, ocalenie żony w ostatniej chwili przed deportacją do obozu w Majdanku, samobójstwo Czerniaków), wydaje się naprawdę wysoce zadziwiające. Psycholog musi postawić sobie pytanie: co naprawdę dzieje się w tym człowieku? Brakuje tutaj ducha, głębi, uczucia. Tak nie opisuje się takich wydarzeń, tak nie powinien pisać o nich ktoś, kto uważa się za osobę doskonale obeznaną z tajnikami warsztatu pisarskiego - nawet jeśli sam o sobie twierdzi, że nigdy dobrze nie nauczył się niemieckiego i nie potrafi porządnie w tym języku pisać. Reich-Ranicki jest tutaj zakłamany, pełen pychy i narcystyczny do bólu. Występując w telewizji wydaje się być osobą bardzo emocjonalną i pełną temperamentu. Jak pogodzić to z pustką duchową i uczuciową jego własnego dzieła o samym sobie?" *

 -* tłum. autora

 Tyle Rudolf Sponsel. Jest to jednak jeden z bardzo niewielu głosów naprawdę krytycznie oceniających sylwetkę „papieża". Owszem, temat niechlubnych kart w życiorysie Reicha-Ranickiego zaistniał także w mediach mainstreamowych; najpoważnieszy chyba artykuł traktujący o tym ukazał się w opiniotwórczym tygodniku „Spiegel". Oczywiście, mimo pewnych akcentów krytycznych, autorowi daleko było do bezkompromisowości Sponsela...

 Wróćmy jednak na chwilę do autobiografii Reicha-Ranickiego. Autor przedstawia w niej karierę w stalinowskim wywiadzie jako ciąg przypadków, a swoją działalność jako błahą, nieszkodliwą i całkowicie nikomu niepotrzebną. Ukazuje siebie jako absolutnego laika, który awanse na kolejne stopnie oficerskie i dyplomatyczne zawdzięcza dyletanctwu swoich przełożonych. Podkreśla brak zainteresowania powierzonymi mu zadaniami; pisze, że w czasie pobytu na placówkach w Berlinie i Londynie jego głównym zajęciem była konsumpcja kultury - chodził do teatru, filharmonii i opery, odwiedzał muzea.

Wykop Skomentuj31
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale