37 obserwujących
3039 notek
757k odsłon
  217   0

Warszawski zmierzch'44


W przeciągu 20 lat Fundacja Armii Krajowej zrealizowała 26 filmów, w większości dokumentów. Nieprzekłamanych bo surową pieczę nad realizacjami mieli świadkowie tamtych zdarzeń. Trzy czwarte żołnierzy, bohaterów nakręconych obrazów nie ma już wśród nas. Walka z czasem, nieubłaganą ekonomią i małodusznością nieprzychylnych środowisk, by zostawić świadectwo pokoleniom. Są wśród realizacji też te o Żołnierzach Wyklętych. Być może brakuje, szczególnie dziś, filmu o Żegocie?


Powoli odsłania się obraz osoby, głęboko wierzącej, z wpojoną zasadą miłości bliźniego (bo wszak ona jedna wypełnia prawie wszystkie przykazania dekalogu) , kochającą zwierzęta, altruistkę bo skrajny egoizm płodzi okrutną samotność i rozpacz a ona zachowuje pogodę ducha małej dziewczynki. Nieskazitelnie czysta aż promienieje.

Apokalipsa, zrujnowane miasto, 200 tysięcy cywilnych ofiar, tylko w jednej dzielnicy podczas krwawej soboty, krwawej niedzieli, krwawego poniedziałku- 5,6,7 sierpień 1944 roku- ofiarą masakry pada od 38 tys. do 65 tys. polskich mężczyzn, kobiet i dzieci. Nie od bomb, oprawcy strzelają do ludzi patrząc się im w oczy, gwałcą, podrzynają gardła, kłują bagnetami, podpalają, dokonują zbrodni przekraczających naszą wyobraźnię. Taki to mroczny czas. Ona Teresa Sułowska- Bojarska w każdym wojennym zdarzeniu poszukuje elementu człowieczeństwa, pokazuje w odniesieniu do bliźnich podejmowane bohaterskie wysiłki by im nie sprawiać bólu:

„ Pod samą naszą barykadę przy ulicy Naruszewicza, podeszli Niemcy, nasi się bronili. Bardzo ciężko ranny, młody chłopak, Niemiec. Marian wyskoczył do niego, po łacinie mówił mu „Ojcze nasz” i ten Niemiec wołał „Mutti... Mutti”, a chłopcy na barykadzie się wściekali. A Marian odwrócił się do nich z taką rozgniewaną miną i powiedział „słuchajcie, wszystko jest nieważne, kiedy umiera człowiek”

 Przed wojną chodziła z ojcem na wyścigi konne. Ojciec jej powiedział, że obstawiła najgorszą trójkę koni. Wygrały. Przez całą wojnę los ją oszczędzał, na innych patrzył nieubłaganym wzrokiem, wszyscy, z którymi się stykała ginęli. Choćby ten mały odcinek drogi, wiodący do zagłady. Gdy pociągiem miała jechać na śmierć uniknęła najgorszego, dzięki wrogowi, podkreśla oddając im sprawiedliwość, że wśród Niemców byli jej wybawiciele:

„Była taka okropna chwila. Oficerowie Wermachtu chodzili pomiędzy nami i dosłownie wmuszali w nas, żeby powiedzieć, że się było cywilną osobą, i że się zostało ranną przypadkiem. A mnie naprawdę było wszystko jedno. A po drugie uważałam, że nie wolno przeżyć swoich kolegów i dowódców, i że jedyna rzecz, którą można jeszcze zrobić będąc wiernym Powstaniu i temu wszystkiemu na co się przysięgało, to trzeba powiedzieć, że nieprawda, że się było w wojsku. No to ja mówiłam cały czas, że byłam w wojsku. Zostało nas dwie dziewczyny i chyba ze dwudziestu paru chłopaków nieprzytomnych. Wynosili nas potem do wagonu i wyjął mnie z tego wagonu niemiecki żołnierz. Ja z nim zaczęłam walczyć, żeby mnie nie zabierał, nawet go uderzyłam. A on mnie się pochylił i mówi – ty glupia.. glupia.. to na rozwałka …rozwałka. On mnie przeniósł do cywilnych. I ja z tych chłopców już nigdy żadnego już nie spotkałam potem.”


image

"Jak dostał w głowę, to się tak zdarza czasami, to opadł w tył i siedział taki ze spuszczoną głową...mózg wyciekał mu ale on żył jeszcze i cały czas mówił mamo...mamo, bardzo wyraźnie to mówił, rzadko to mówię ale jak ktoś to przeczyta lub dowie się, będzie wiedział co to jest wojna."- Jacek Tomaszewski ps. "Jacek z wieży"


"Dziś w nocy wysłałem patrol na stronę sowiecką żądając ognia artylerii...przesłanie broni i amunicji oraz lądowanie na moim brzegu przynajmniej baonu... n...acisk jest szalony zwłaszcza wczoraj i dziś, utrzymanie się dnia dzisiejszego określić można jako cud, mam wszystkiego 150 ludzi, zmęczonych, rannych ale jeszcze mogących się bić gdyby widzieli jakieś szanse. Niemcy powbijali się klinami bojowymi starając się odciąć mnie zupełnie od Wisły. Dziś miałem na moim odcinku osiem natarć, każde wsparte przynajmniej 4-5 czołgami, huraganowym ogniem granatników. Czerniaków podobny jest do Starówki. Teraz jest kres... tylko pomoc z Pragi może uratować sytuację. Prawdopodobnie zdecyduję opuścić ulicę gdzie jest moje miejsce postoju i wyjdę ruinami między Wisłą i Zagórną i tu w dziurach będę czekał zmiłowania Bożego, albo kolejnego wybijania przez czołgi resztek ludzi. Zostać tutaj nie mogę, gdyż jest to ostatni szpital dla ludności cywilnej, która histeryzuje, więc musiałbym do niej strzelać, zresztą Niemcy szybko zapalą mi budynki i z pułapki się nie wydostanę. Takie jest położenie faktyczne. O ile czas nie przyniesie zmiany niedobitki jutro będą do szukania gdzieś na wybrzeżu Wisły." - Jeden z ostatnich raportów płk. "Radosława"- Mazurkiewicza

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura