5 obserwujących
146 notek
65k odsłon
  3334   7

Obrazki okołowojenne


Wiktor to Rosjanin z Moskwy. Od kilku miesięcy mieszka w Düsseldorfie. Jest wysokim menadżerem dużego koncernu. Żona z dziećmi jeszcze w Moskwie, trochę ociąga się z przyjazdem. Gdy w czwartek wybucha wojna, kupuje im bilety na niedzielę. Samolot ma lądować w Düsseldorfie o 15.20, a o 15.00 Europa zamyka połączenia lotnicze z Rosją. Wiktor dowiaduje się, że musi odebrać rodzinę z Amsterdamu, bo Niemcy nie zezwalają na lądowanie.

Następnego dnia przynosi Irinie 900 euro na pomoc dla Ukrainy. Prosi tylko, by nie poszły na broń. Jest wstrząśnięty postawą żyjących w Niemczech Rosjan. Nie rozumie, jak można tak ślepo wierzyć w putinowską propagandę.


Niemieccy Rosjanie, czy może rosyjscy Niemcy, to temat na poważne opracowanie socjologiczne. Można zrozumieć ludzi z rosyjskiej głubinki, gdzie docierają tylko media rządowe. Ale ci, którzy od lat, a często od początku swego życia, żyją w wolnym świecie, mogą czytać różne gazety, oglądać przeróżne telewizje, mają nieograniczony dostęp do Internetu? A oni naprawdę wierzą, że prezydent Ukrainy – rosyjskojęzyczny Żyd jest prawdziwym nazistą, którego celem jest zniszczyć Rosję. Wierzą, że Putin jedynie o kilka godzin wyprzedził atak Ukraińców. I, mordując cywilną ludność ukraińskich miast, równając te miasta z ziemią, jak Niemcy Warszawę, Rosjanie jedynie się bronią.

Rosyjska Cerkiew Prawosławna Zagranicą wydała oświadczenie brzmiące tak, jakby napisał je sam pułkownik Putin. Ani słowa o wojnie. Są jedynie „wydarzenia na Ukrainie”. A gros tekstu to pseudohistoryczny wywód uzasadniający prawo Rosji do całości Ukrainy. I pomyśleć, że jest to Cerkiew powstała w opozycji do Cerkwi w Rosji, poporządkowanej, jak wiemy, państwu, a ściślej KGB.

Kilka lat temu rozmawiałem z pracującym w Niemczech rosyjskim lekarzem z Połtawy. Jak mówił, ma w żyłach również krew polską i żydowską. Rozmawialiśmy o naszych narodach , o historii. W sumie było miło. Do czasu, aż zaczął mnie przekonywać, że Rosjanie to taki pokojowy naród, wręcz naród pacyfistów. I nigdy na nikogo nie napadli, zawsze tylko się bronili. I Polakowi takie rzeczy mówił!


Irina, choć Rosjanka ale z tych myślących, stworzyła centrum pomocy Ukrainie. Z pomocą znajomych gromadzi olbrzymie ilości żywności, odzieży i lekarstw, wysyłając je regularnie na Ukrainę. Pomaga też Ukrainkom przybyłym do Niemiec. Szybko urwały jej się kontakty z rodziną i znajomymi, zarówno rosyjskimi, jak i niemieckimi. Jej dotychczasowi bliscy mówią o niej „banderowka”. Mimo tego pomaga Ukraińcom jak tylko może. Co chwilę organizuje któremuś z jej licznych znajomych i przyjaciół ewakuację z bombardowanych miast do Polski lub Niemiec. Po wojnie – mówi – przeprowadzę się chyba na Ukrainę. Ja polecam Polskę. Polacy naprawdę lubią Rosjan – tych normalnie myślących. Nie lubią jedynie państwa rosyjskiego i ideologii ruskiego mira. Tej niewolniczej mentalności „ Car gniewny: umrzem, rozweselim cara!“ i Cerkwi, będącej narzędziem polityki państwa. Rosjanie myślący po europejsku, jak ludzie Memoriału czy wielcy artyści, cieszyli się zawsze w Polsce poważaniem.


Uliana mieszka w Mikołajewie. Wojna zastała ją w domu. Nie chciała uciekać. Gdy w końcu zdecydowała się, miasto było już okrążone. Jej przyjaciele w Holandii szukali możliwości pomocy w ewakuacji tworząc gorącą linię między Holandią, Ukrainą, Polską i Rumunią. W końcu udało jej się wydostać z miasta. W drodze do Rumunii spotkała matkę z dwójką dzieci, zdążającą do znajomych w Polsce. Dalej podróżowały razem, a grupa w Maastricht pomagała zdalnie. Dzięki koneksjom rodzinnym czekano na nich na rumuńskiej granicy. Kilka następnych dni spędziły w rodzinie rosyjskich starowierów, żyjących tam od ponad trzystu lat. Mimo tego zachowali język i związek z krajem pochodzenia. Byli też bardzo prorosyjscy i proputinowscy. Do wojny. Sentyment do kraju przodków nie zakłócił tym ludziom rozróżniania między dobrem i złem, między oprawcą a ofiarą.

Przyjaciele z Maastricht i Polski załatwili logistykę dalszej podróży, co nie było łatwe z powodu wysokich cen lotów. W końcu Uliana wylądowała w Maastricht, a jej towarzyszka z dziećmi w Bydgoszczy.


Ksenia, Ukrainka mieszkająca w Niemczech, organizuje transport humanitarny do rodzinnej miejscowości kilkadziesiąt kilometrów na wschód od Dnipra. Tam naprawdę jest gorąco. Niemieckie ciężarówki, zwykle leasingowane, nie mogą wjeżdżać tam, gdzie wojna, więc dojeżdżają tylko do granicy.

- Czy macie załatwiony transport od granicy?

- Niepotrzebny. Nasza ciężarówka jedzie prosto do celu.

- O, to jakiś odważny kierowca.

- To mój wujek. Gdy rozładuje ciężarówkę, pójdzie na front.


Maciek, z którym koordynowałem przyjęcie „moich” Ukrainek, miał przyjąć matkę z dwójką dzieci. Kontakt z nią urwał się jednak, gdy wsiadła do pociągu z Rzeszowa do Katowic. Kilka dni później Maciek mówi „Wiesz, tak przyzwyczailiśmy się do myśli, że będą u nas Ukrainki, że żona poszła na dworzec, zobaczyła zdezorientowaną kobietę z dzieckiem i przyprowadziła ją do nas.”

Lubię to! Skomentuj57 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka