Tylko wolność jest ciekawa
No, może nie tylko wolność. Świat wokół też jest niczego sobie. Jak go jednak poznawać, gdy wolności zabraknie...
24 obserwujących
58 notek
31k odsłon
  675   0

Wyjaśnienie pandemii, czyli Rewizor w masce

Pandemia? Prawdziwa czy mniemana – nie ma już znaczenia. Maszyneria ruszyła, a ponieważ jest jako ten młyn, więc mieli. Co mieli? Nie co, lecz, kogo - nas oczywiście, przecież nie ziarno na chleb.

Chyba niemożliwe, by ktokolwiek przez ostatni rok nie doświadczył jak „udoskonaliły” swą pracę urzędy. Na każdym poziomie. Jak się zamknęły niczym fort Knox, stworzyły procedury dostępu, nowe okólniki i formularze. Ktoś to opracował, samo się nie zrobiło - o, ile trudu, kreatywności! A już ta orgia eksperckości i urzędniczej troski na najjaśniejszych szczytach, to dopiero się rozświetliła blaskiem! Wyobraźmy sobie ile szarych, dzielnych myszek pracuje w tle tego rozpasania, ciągłego pochylania się nad bezpieczeństwem, wymyślania właściwych odległości  dystansowych, obmyślania co jutro, a co pojutrze zamknąć i w jakich godzinach. O, kochani, tu trzeba tysięcy, tysięcy rąk i głów do pracy i to nowych, bo, uświadommy to sobie, nic przecie nie ubyło z dotychczasowych, niepoliczalnych obowiązków, a nawet, mimo strasznej pandemii, znalazł się czas, by zatroszczyć się o zwierzątka futerkowe, czy o zawartość cukru w naszych organizmach.

To jest potęga, którą zatrzymać nie wiem kto by mógł. Rozpędzony czołg papierowo-cyfrowy prze przed siebie i biada stojącym mu na drodze. W przyspieszonym tempie przeobraziły się w biura szpitale i przychodnie, zmieniając skutecznie medyków w urzędasów analizujących przy telefonach kolejne zarządzenia. Policja urzędniczeje, choć już od dawna tonie w papierach zamiast ścigać przestępców. A czy ktoś zauważył, że dzielni i przepracowani biurokraci muszą też tworzyć właściwe tabelki i kwestionariusze dla innych dziedzin, tych państwowych i (o zgrozo) prywatnych. Dla każdego trzeba coś wymyślić: kiedy maska i jak ją zdefiniować, w jakiej odległości, przy jakim zagęszczeniu na metr kwadratowy i jednostkę czasu, przy jakim wektorze temperatury i z uwzględnieniem prognozy pogody, kiedy wesele przestaje być spotkaniem towarzyskim, czy powietrze na posesji prywatnej jest tak samo zawirusowane jak na publicznej – widzicie ile to problemów? A urzędy dają radę! Mają naprawdę kompetentnych ekspertów i wszystko to są w stanie przeliczyć, ubrać we właściwą dyrektywę – och, och.
Tak swoją drogą, bardzo mnie ciekawi jak sobie ze strasznym wirusem radzi nasza dzielna armia. I inne, na pewno też bardzo dzielne armie? Jakie stworzyły formularze i testy, by wojska pancerne czy rakietowe były bezpieczne – toż bezpieczeństwo wojska pilnującego naszego bezpieczeństwa to dopiero kwestia bezpieczeństwa co się zowie!

Tak, rozkręciłem się – przepraszam. A przecież biurokracja jest warta bardzo poważnej refleksji. Każda wizyta w urzędzie, widok zagonionych petentów pobierających numerki do jednego z dziesiątków okienek (ech, tak swoją drogą, łza się w oku kręci…) wpędzał mnie zawsze w stan swego rodzaju pasji, a zarazem Kafkowskiego przygnębienia. Kafka właśnie towarzyszy mi jak duch i ponure memento przy tym temacie, on który wiekopomnie odmalował literacko grozę Urzędu. Wirus pokazuje kolejną odsłonę tego zagrożenia, uwydatnia jak silny jest mechanizm jego animacji.

Zwróćmy uwagę na niebywałą kreatywność biurokracyj jak świat długi i szeroki, na jakie wynalazki urzędnicze trafimy przekraczając granice. Anglia, Chile, Rosja, Australia, nawet poszczególne stany USA, czy niemieckie landy – co oni tam powymyślali! Przejedziemy z Holandii do Belgii i nagle wirus nabiera innych właściwości i „eksperci” mają na niego inną metodę. To wszystko samodzielna kreatywność lokalnych urzędów, ich twórczość rzekomo fachowa i to na poziomie całych narodów, milionów ludzi - a tak naprawdę, po prostu robota biurokratyczna. Papierologia i pozór, błądzenie po omacku, gdzie jedynym celem jest odstawianie spektaklu i podtrzymywanie go w dodatnim sprzężeniu zwrotnym.

Zakończę moim „ulubionym” spostrzeżeniem, które utrwalam w oglądzie rzeczywistości od lat. Biurokracja to immanentna, strukturalna dominanta instytucji państwa, realne i prawdziwie złe oblicze Lewiatana, tak dalece, że są prawie synonimami. Pozwoliliśmy im na ogarnięcie nas w stopniu nieznanym w historii. Taki PRL to biurokratyczny mikrus w porównaniu z III RP. Instytucja po instytucji wchodzi to monstrum we wszystkie zakamarki życia i - podkreślam to z najwyższą trwogą – zasadniczo za naszą zgodą, ba, zachętą. Bo „państwo powinno się tym zająć”. A już naszym bezpieczeństwem, to dopiero. Poczynając od przejścia dla pieszych, poprzez wszelkie odmiany socjalu, a na zdrowiu kończąc. Ba, ze śmiercią może włącznie: och, rząd powinien coś zrobić, żebyśmy, cholera, nie umierali! Rząd jak Bóg wszechmogący. I rząd się stara. Na razie skupił się na byciu wszechwidzącym i monitorującym, ale nad nieśmiertelnością też wszak pracuje (szczepionka!). I już nie odpuści. Już zawsze zapewniać nam będzie kolejne poziomy bezpieczeństwa ogarniając swymi regulacjami procesy oddechowe i trawienne każdego obywatela i układając mu algorytmy przemieszczania się. Bredzę? A co się dzieje z nami od roku i co zapowiadają na kolejne lata, na zawsze?
Kto zaś na co dzień będzie wiatrem poruszającym trawą ludzkich bytów, tych ździebełek bezimiennych i nieistotnych? Kto zdecyduje, gdzie z tych małych roślinek będzie trawniczek, a gdzie ugór, gdzie dorzucimy nawozu, a gdzie zaorzemy? Ona. Biurokracja.

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale