39 obserwujących
725 notek
929k odsłon
367 odsłon

Sir Ivanhoe z Ekranu z bratkiem

Wykop Skomentuj10

W głębokim PRL-u polski widz, szczególnie ten młodszy był spragniony widoku miecza i szpady w akcji. Ówczesna telewizja wychodziła mu więc na przeciw w marzeniach, ale nie tak jakby sobie on tego życzył. Wielkie rycerskie widowiska były zarezerwowane głównie dla świąt wszelakich, w tym przede wszystkim Wielkanocnych i Bożego Narodzenia. Obsługiwał je w dużej mierze Robert Taylor (jakby kto pytał to Winicjusz z hollywoodzkiego "Quo Vadis").

To nie wystarczało. Naciski młodych widzów musiały być chyba w listach dość silne, skoro TVP zdecydowała się wreszcie na blok widowiskowy jakim był "Ekran z bratkiem" i tutaj skorzystam z wiki, bo wejdę tym samym w odpowiedni tor narracji. Wspomniany "Ekran"zawierał:

- pogawędki Macieja Zimińskiego, skierowane m.in. do harcerzy

- kącik dla młodych altruistów „Niewidzialna ręka„

- propozycje prostych gier podwórkowych autorstwa Marka Grota

- kącik gier umysłowych, który prowadził Lech Pijanowski

- gawędy żeglarskie kapitana Krzysztofa Baranowskiego

- poradnik dla majsterkowiczów, "Zrób to sam", który redagował Adam Słodowy (posługiwał się charakterystyczną strzałką i miał zwykle dwa albo trzy egzemplarze przedstawianych przez siebie konstrukcji, w różnym stopniu zaawansowania)

- spotkania z „polskim Indianinem” – Stanisławem Supłatowiczem – Sat-Okhem

- szkółka piłkarska Jacka Gmocha

- spotkania z architekturą, prowadzone przez Stanisława Jankowskiego

- gawędy o zwierzętach Michała Sumińskiego (później przerodziły się w samodzielny program „Zwierzyniec”) a wraz z nimi animowana seria ze zwierzakami ze stajni Hanna-Barbera

- program o książkach Hanny Bielawskiej

- tajemnice zamków polskich, przedstawiane przez Tomasza Jurasza

Na zakończenie była emisja odcinka serialu młodzieżowego:

- Ivanhoe (Ivanhoe, 1968-1969),

- Zorro (Zorro, 1967-1969),

- Thierry Śmiałek (Thierry la Fronde, 1973-1976),

- Wilhelm Tell (William Tell, 1968-1969),

- Sir Lancelot (The Adventures of Sir Lancelot, 1966-1967),

- Robin Hood (The Adventures of Robin Hood, 1965-1970),

- Pippi Langstrumpf (Pippi Långstrump 1969),

- Przygody Czarnego Królewicza (The Adventures of Black Beauty, 1972-1974),

- Toomai - druh słoni (Elephant Boy, 1973),

- Był sobie człowiek  ( Il Etait Une Fois… ... Man, 1978)

-Stawiam na Tolka Banana pol. (1973),

- Podróż za jeden uśmiech pol. (1972),

- Wakacje z duchami pol. (1970),

- Gruby pol. (1972),

- Przygody psa Cywila pol. (1971),

- Samochodzik i templariusze pol. (1971),

- Szaleństwo Majki Skowron pol. (1976).

Jak więc widać ówczesna telewizja zaoferowała dość rzadko dziś oglądaną wysoką półkę w kategorii seriale dla małoletnich i młodocianych.

Ja jednak skupię się na czołówce, a właściwie na numerze jeden z tej listy, czyli rycerzu Ivanhoe granym przez  niezapomnianego Rogera Moore.

Każdy pamięta zapewne czołówkę tego serialu, którą po świecie rozrzuciła komercyjna stacja angielska ITV, to scena ze skrzykującymi się wieśniakami gotowymi iść za barwnym rycerzem w białym pióropuszu w ogień, ale nie każdy wie jak to wyglądało w rzeczywistości, dlatego w tym miejscu oddam głos wspomnianemu Ivanhoe. 

" Mój kontrakt z MGM opiewał na siedem lat i dość jednostronnie faworyzował wytwórnię, która miała prawo w każdej chwili się mnie pozbyć. Standardowo kontrakty przewidywały 40 tygodni pracy w roku, ale z gażą wypłacaną przez cały rok. Moja wynosiła książęce 400 dolarów tygodniowo.

Pod koniec 1956 roku w moje życie wjechał w błyszczącej zbroi rycerz Ivanhoe. Podjęcie się tej roli miało swoje dobre i złe strony. Główną zaletą było to, że chodziło o wieloodcinkowy serial, co gwarantowało całoroczne zatrudnienie z płatnym urlopem. Główna wada polegała na tym, że była to produkcja telewizyjna, a nie kinowa. Miałem jednak w pamięci maksymę Cowarda, że kto nie gra, ten przestaje być aktorem, więc zdecydowałem się przyjąć propozycję. Istniało  wprawdzie wyraźne i dość snobistyczne rozróżnienie  między aktorami telewizyjnymi i filmowymi, ale dopiero gdzieś w połowie pracy  nad serialem zacząłem się poważnie martwić tym, że mogę zostać zaszufladkowany jako aktor telewizyjny i nigdy nie zagrać w filmie.

Pilotowy odcinek Ivanhoe kręciliśmy w studiu filmowym ABPC Elstree w Anglii. Zdjęcia w kolorze ciągnęły się przez cały listopad i szybko zaczęło mi coś śmierdzieć.

W jednej ze scen statysta wychylający się z kartonowych zamkowych murów miał zakrzyknąć: "Opuścić most zwodzony dla sir Ivanhoe z Rutherwood!", jemu jednak wychodziło albo "Opuścić most zwodzony dla sir Robina z Ivanhood", albo dziesięć innych kombinacji z wyjątkiem tej właściwej. Czy to miało znaczyć, że skąpią pieniędzy na opłacenie  dobrych statystów? Czyżbym popełnił największą pomyłkę w życiu?

Gdy przyszło do kręcenia plenerów na drzewach w lesie Sherwood nie było już liści, spakowaliśmy więc manatki i przenieśliśmy się do Kalifornii, gdzie dokręcono plenery w tamtejszym lesie Sherwood.

W 1956 nie było kolorowej telewizji, więc gdy zapadła  decyzja, że serial będzie realizowany, postanowiono go nakręcić na taśmie czarno-białej. Niewątpliwie tak wyszło taniej, ale też głównie dlatego nigdy już tego serialu nie powtórzono.

Udało mi się wsadzić do filmu kilku znajomych z Los Angeles. Jednym z nich był Irlandczyk Keith MCConnell, którego podczas testu spytano czy jeździ konno.

- Jestem Irlandczykiem - odparł.

Odpowiedź zrozumiano tak, że jeździ jak najlepszy angielski dżokej wszech czasów sir Gordon Richards. Mieliśmy do nakręcenia scenę, w której Ivanhoe  jedzie konno do domu i po drodze zostaje zatrzymany przez wojsko. Oddział żołnierzy z lancami i mieczami w dłoniach był już na miejscu i reżyser David MacDonald zarządził:

- Dobra, Keith. Wsiadaj na konia.

- Nie wsiądę na tego jebańca - zaperzył się Keith. Gdy w końcu ekipa asystentów i rekwizytorów wspólnym wysiłkiem wywindowała go na konia, Keith zesztywniał jakby kij połknął i oznajmił: Tylko ja się jebana jego mać, nigdzie nie ruszam na tym jebańcu.

Ujęcie zostało ustawione, padł klaps i mocno zestresowany Keith, który miał wygłosić kwestię: "Sir Ivanhoe z Rutherwood, będzie teraz z tobą mówił sir Maurice z Berseford", z silnym irlandzkim akcentem wykrztusił: "Aha, sir Ivanhoe, a teraz to pogada z tobą sir Maurice".

Innym moim protegowanym do serialu był Tony Dawson - najbardziej znany z roli w "M jak morderstwo"  oraz udziału w pierwszym filmie z Bondem "Doktor No". Tony przypominał George'a Sandersa, bo jak on potrafił  usnąć na kiwnięcie palcem. Po kolejnym ujęciu, w którym wystąpił ubrany w zbroję, Tony postanowił położyć się w wysokiej trawie i natychmiast usnął. Nikt nie zwrócił na to uwagi i gdy ekipa przeniosła się w inne miejsce, spał sobie w najlepsze. Obudziła go dopiero gromada dzieciaków, która stanęła nad nim, głośno rozprawiając, czy jeszcze żyje. Gdybyście jak one natknęli się w lesie na rycerza w średniowiecznej zbroi, pewnie też mielibyście wątpliwości.

W pracy nad Ivanhoe  obowiązywał ścisły harmonogram i na nakręcenie jednego odcinka mieliśmy tylko pięć dni. Były to bardzo długie dni, bo w każdym odcinku przewidziano najmniej trzy walki na miecze. Do wielu odcinków zapraszano gościnnie innych aktorów, zwykle do ról złoczyńców. Goście z reguły oświadczali: "Walczyłem na szpady, kiedy grałem w Stratford, więc nie potrzebuję dublera", potem jednak mój dubler-kaskader Les Crawford i ja wykonywaliśmy krótką rozgrzewkę  i na widok naszej sprawności szybko spuszczali z tonu mówiąc:  "A właściwie, to niech już będzie ten dubler".

Mieliśmy jednego kaskadera Freda Haggerty'ego, który pojawiał się we wszystkich odcinkach. Znaliśmy go wszyscy jako Freda Tsy Stych, bo podczas ćwiczeń fechtunku miał zwyczaj pokrzykiwać: "Raz, en garde. Dwa, zasłona. Trzy, sztych!"  Ponieważ Fred seplenił, brzmiało to jak: "Tsy, stych!".

Jak wspomniałem, w serialu występowało gościnnie wielu aktorów. W jednym z odcinków w reżyserii Lance'a Comforta zagrał Christopher Lee, którego obsadzono w roli Ottona Huna. Pogoda była koszmarna więc siedzieliśmy w plenerze już od wielu dni. Miałem stoczyć pojedynek o uwolnienie młodego parobka pańszczyźnianego, którego grał kilkunastoletni chłopak. Pojedynek miał się odbyć w słońcu. Czekaliśmy więc na rozejście się chmur i w pewnej chwili Christopher nie wytrzymał i wrzasnął: "Will dieses verfluchte Wetter..." i dalej coś w tym guście. Chłopak rozdziawił usta i spojrzał na niego ze zdumieniem.

- Pan mówi po niemiecku?

Nie zaczerpując nawet powietrza, Christopher gładko wszedł mu w słowo: 

- I po portugalsku, francusku, włosku, w trzech dialektach urdu, suahili... - warknął, ciągnąć jeszcze przez dłuższą chwilę. I rzeczywiście, Chris mówił wszystkimi tymi językami.

W Ivanhoe  było niewiele ról kobiecych. W jednym z odcinków  wystąpiła Adrienne Corri i pamiętam kłopoty, jakie miał  z nią operator Jimmy Harvey. W pewnym momencie Corri spojrzała na filtr założony na obiektyw i ujrzawszy w nim swoje odbicie, podniosła rwetes: "Och, Jimmy, ja tu mam podwójny cień!"

- Jak skierujesz nos, tam gdzie powinnaś - prychnął Jimmy - to będziesz miała tylko jeden pieprzony cień!

Innym razem nasz amerykański producent z Columbii przyprowadził na plan młodą gwiazdeczkę z mocno rozwiniętymi gruczołami mlekowymi, żeby zagrała jakiś epizod. Reżyser próbował to wyperswadować naszemu bossowi, mającemu reputację niestrudzonego amatora młodych adeptek, tłumacząc, że nie ma dla niej odpowiedniej roli. 

Na nic to się zdało i dostaliśmy polecenie "pokazania"  dziewczyny.  Jak pokazać, to pokazać. Dziewczyna nie wypowiedziała ani jednego słowa, natomiast w każdej scenie jej piersi rozmiar 38D zamykały kadr po lewej lub po prawej stronie ekranu. Ponieważ podłoga była zasłana słomą, korkiem i posypana piaskiem, nie dało się rysować kredą znaków pomagających w ustawianiu się w odpowiedniej odległości od obiektywu. W tej sytuacji wymyślono, by znaki kredą zastąpić układaniem pałki. Dziewczyna, która jak już wspomniałem nie miała ani słowa dialogu, po paru dniach wystąpiła z pretensją:

- A dlaczego ja takiej nie mam?

Pewnie cała ekipa chętnie by się zgłosiła...ale zostawmy to. Wykonano dla niej znacznik w kształcie dwóch pokaźnych łuków i ułożono na podłodze. Na jej pytanie:  "Mam tu umieścić obie nogi?",  któryś z siedzących na rusztowaniu członków ekipy odkrzyknął: "Nie, słoneczko. Oba cycki". "

Takie  to przygody przeżywał naprawdę czcigodny rycerz sir Ivanhoe na wieść których Ekran zapewne by pękł a bratek zwiądłby.


Autor korzystał fragmentami z książki autorstwa Rogera Moore i Garetha Owena pt. "My Word Is My Bond"


Wykop Skomentuj10
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale