13 obserwujących
169 notek
33k odsłony
102 odsłony

Powstańcze wesele '44

Wykop Skomentuj

Zrobiliśmy wesele, wraz z całą ulicą    (I)
Dla sierżant Julki z kapralem „Iglicą”
Zawarliśmy z Niemcami zawieszenie broni
Za piwo, kiszkę i obrok dla koni

Był błogi spokój, Hauptman był za drużbę
Odznaczył swego szwagra z AK, za odważną służbę
Bo sierżant Julka była siostrzycą Hauptmana
Po matce Polce – piliśmy do rana.

Para przystępowała po święty sakrament
W knajpie u Wróbla, gdzie był mały zamęt
Bo ksiądz kapelan wiele czasu zmarnotrawił
Zanim w kuflach na barze mszę świętą odprawił

Żandarmi go szukali, z kapusiem „Wirachą”
Aż go znaleźli u baby za szafą
Wygłosił za to przemówienie przednie
Powtarzając od nowa mesjańskie brednie

O miłości małżeńskiej przeciw bolszewikom
Na koniec dał egzorcyzm przeciwko kalikom
Żeby się nie rodziły z wystraszonej matki
Od bombowych wybuchów, głupkowate dziatki

Pobłogosławił stadło sczerniałą ikoną
Kropił wszystkich obficie wodą poświęconą
Odpuścił wszystkim in corpora grzechy
Diabłom udzielił duchowej pociechy

Spisał się świetnie w roli kapelana
Podnosząc na duchu samego Hauptmana
Zdobył księże ostrogi w czasie przechujowym
Żeniąc, chrzcząc i bierzmując, w obrządku ogniowym 

Ale najpierw solennie wziął kuplą po dupie
nim otrzymał po wojnie fiolety biskupie
Ksiądz Zieliński zaufał starym przepowiedniom
Żeby oszczędzać Niemców, bo będziemy jedno

W dwudziestym pierwszym wieku,
gdzie będzie chłop chłopu
całkiem oficjalnie pchał fiuta do kroku
I żłopał z nami bimber mocny jak cholera
Radząc by się pozbyli rasisty Hitlera

Stara matka tuliła swe dzieci szczęśliwe
Hauptmanka i Julijkę, że są jeszcze żywe
Wzywając o przychylność erynie łaskawe
I Bogu dziękując za szczęście kulawe

Postawiliśmy Niemcom godne samogony
Oni przynieśli wieprzowe ogony
Zaprosiliśmy również braci Ukraińców
SS-mani siedzieli wśród naszych zboczeńców

Kosmopolita obok braci anarchistów
Nastąpiło wzajemne przekazanie listów
Do rodzin i kochanków, z tej i tamtej strony
Bo serce nie wybiera ni płci ani żony

I kat niemiecki z Szucha, co zęby boruje
Akowcom, to na mieście też się zakochuje
Potem, że bić nie może, skruszony się kaja
bo polska kurwa odgryzła mu jaja

Powstańcze głodomory nabrały oskomy
Pijane Szkiebry rwały się do trypra 
feldfebel gonił Kaśkę całkiem obnażony
z kutasem wielkim podobnym do knypla

W końcu Niemcy przynieśli wielki łeb wieprzowy
I chcieli za to dolarów ze zrzutu
Sprzedali karabiny i tank całkiem nowy
Różański ciął hołupce zupełnie bez butów

Potem zagrały wszystkie płciowe hormony
Druhny nie miały siły do obrony
W kąt poszły wszelkie święte ekspulsyje
Porozbierały gości silne emocyje
Stara Różańska, matka Julki i Hauptmana
Paliła się do kuśki młodego Cygana

Galopki wygrywała piskliwa pianola
Niemiec całował chłopca z „Parasola”
Feldfebel tańcząc zakochał się w Stachu
Dał mu zwitek dolarów, by kupił koniaku

Spili się skurwysyny, że Jezus Maryja
Hauptman Różański dostał od siostrzyczki w ryja
Że się bierze do chłopa zamiast do kobity
Ale nie strzelił bo był przyzwoity
Taka była zazdrosna o męskie „siostrzyczki”
Że mu omal nie wbiła do oka nożyczki
Dziwić im się nie można, bo to bractwo młode
Wrażliwe na powaby i świeżą urodę

Zarzuciła im wszystkim, że ten burdel cały
Specjalnie zrobiły wojskowe pedały
I dlatego nie lubią obrzezanych mężów
Którym Mojżesz zakazał brać do ręki wężów

Tak rozwściekła braciszka, że ten zerwał order
Z dębowych liści i rzucił jej w mordę
Chciał się strzelać ze szwagrem ale mu „Kłonica”
Dał kwaśnego ogórka, wycałował Fryca

A potem poszli obaj zrywać kwaśne jabłka
I jakby nic nie było wsadził go do fiakra
Odprowadził przez linię do starej plebani
Żeby mu nie zrobili krzywdy nasi chuligani

A ja stoję i patrzę, jakże ich mam rano
Zajebać z piata, kiedy z kacem wstaną
I pójdą tyralierą na moje pierdziny
Niemiecko-Ukraińskie wredne skurwysyny

Już nie czuję wrogości do chłopaka w strachu
Który wygarnął do mnie, by nie pójść do piachu
Chociaż mnie niezbyt cieszy, kiedy napierdalam
I  w Bractwie Dobrej Śmierci reguły ustalam

Lekceważę puls świata, niech sobie oddycha
Jak kobyła przed śmiercią, co powoli zdycha
I chociaż do Niemiaszków nie czuję rankoru
Naciskam spust kaemów całkiem do oporu.

Tak więc stoję i widzę w ulicy bez końca
Hauptmana, jego szwagra i mojego gońca
Gdy idą o poranku po szkle promienistym
I nikną mi sprzed oczu w błękicie przeczystym  


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura