13 obserwujących
198 notek
37k odsłon
  49   0

Lasciate ogni speranza

Lasciate ogni speranza

Zmartwychwstaję co rano z twardym kindybałem
Z czarnym paznokciem który się rozkleja
Pytam Jezusa okiem zaropiałym
 Gdzie się podziała wczorajsza nadzieja

Siadam do kromki komiśnego chleba
A ty przychodzisz w ciele nieboszczyka
Żeby pretensje do pustego nieba
Strząsnąć mi na łeb jak jarzmo na byka

Mówisz, że nie masz w śmiertelnym letargu
Obfitej frędzli na swojej clitoris
I robisz sobie reklamę na targu
Pisząc na cipce pro memento moris

Dlatego sztafirujesz na trupiej tomboli
Swoje obwisłe wdzięki obwieszone złotem
Bo pizda od jebania już prawie nie boli
Zatkana przez grabarza sepulkralnym błotem

Nuda za grobem, mówisz, jeszcze większa
Pustka, że oko wykol, żadnej bratniej skazy
Każdy śmierć swoją legendą upiększa
Że się powiesił w życiu siedem razy

Tych rozstrzelanych w Auschwitzu to cieszy
Że gniją wyżej od zwykłych zdechlaków
Lecz zamiast straszyć, mnie to wszystko śmieszy
Jakbym patrzyła na parzenie raków

A ty przychodzisz i mówisz, że chcesz mnie
Bez ślubu, bez mszy świętej i urzędu w gminie
Żeby apokalipsy spełnić przepowiednie
Co przepadło w młodości na starość nie zginie

Masz jeszcze zdrowy zadek na wygniłej kości
Jak wtedy gdy cię chciałem na biurku chędożyć
A tyś prosiła o kapkę litości
I nie chciałaś z miłości mi swych nóg rozłożyć

A terasz poza grobem już ci wszystko jedno
Czy wianek stracisz dla mego dziewictwa
Dopiero teraz utworzymy sedno
Kurestwa i świętości twego posłannictwa

Bóg się ucieszy z szatańskiego syna
Nareszcie w grobie skruszonego łajnem
Którego w dupie przyniosła Maryna
I uczyniła Bogu rękodajnym

Gdy do śniadania w zimnej izbie siadam
A szczur z pustego pieca ślepym ślepiem łypie
Mój kindybał się czuje jak biblijny Adam
Gdy pije denaturat z kurwami na stypie

Gdy jesteś wygolony na gładko do trumny
A kudły w grobie rosną jak nici szalone
I nie przynosi to truposzom ujmy
Żeś jawnie wypierdolił sąsiadowi żonę

W inkunabułach dusze zapomniane
Urny puchną od drożdży grobowego kwiecia
Paznokcie lśnią wśród truchła wylakierowane
Zgnilizny starczy na dwa tysiąclecia

Nie zdążą się wypalić w ogniach krematorium
Nasze śmiertelne niekoszerne smrody
Nasze włosy i zęby w trupim sanatorium
Służą na boskim sądzie jak twarde dowody

I cóż stąd dobrodzieju, że wszystko jest chore
I takie pozostanie na zawsze w martwicy
Bo na boskim złodzieju ciągle czapka gore
Póki się nie zrodzimy powtórnie z dziewicy

I po cóż się ukrywasz za kolczastym krzakiem
Żeby cię nie widzieli podczas twego srania
Skoro na brzytwie musisz siąść okrakiem
Bo bez mejozy nie ma zmartwychwstania

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura