0 obserwujących
123 notki
113k odsłon
  1544   0

Bastion ostatniej szansy

Tak wyglądała sytuacja na froncie w przededniuspodziewanej i wyczekiwanej ofensywy francuskiej na zachodzie. Nic dziwnego, że pułkownik Kopański w swych notatkach pod datą 16 września zapisał, że nastroje w Sztabie Naczelnego Wodza były niemalże optymistyczne. Wojsko Polskie walczyło w kilku odizolowanych, lecz w większości posiadających znaczną swobodę operacyjną, zgrupowaniach i powoli, wręcz opornie (wskutek fatalnej łączności), lecz konsekwentnie przystępowały do realizacji rozkazu przebicia na przedmoście rumuńskie. W wielu przypadkach taka możliwość była bardzo realna.

Na samej pozycji ostatniej szansy, czyli przedmościu rumuński odtwarzano w oparciu o ośrodki zapasowe jednostki nowej Armii Karpaty, na którą składały się Grupy Operacyjne Dniestr  i Stryj, liczące łącznie blisko 17 tys. żołnierzy, wspartych przez 30 dział. Te niewielkie siły były jednak systematycznie wzmacniane nowo mobilizowanymi oddziałami. Na ten niewielki kawałek kraju ewakuowano z innych regionów wszelkie możliwe zaopatrzenie. Tylko w Główny Arsenale Wojska Polskiego w Stawach pod Dęblinem zniszczono blisko 200 tys. karabinów, 10 tys. karabinów maszynowych, 200 dział, 2 mln litrów paliwa lotniczego i kilkadziesiąt wagonów amunicji, których nie dało się już ewakuować na przedmoście rumuńskie. W poprzednich dniach wszelkimi możliwymi sposobami wywieziono na wschód przynajmniej drugie tyle.

W oparciu zasoby ludzkie i materiałowe, a także transporty broni zza granicy (okręty francuskie były już w drodze) z ewakuowanych na przedmoście ośrodków zapasowych można było sformować 10 dywizji piechoty i 3 brygady kawalerii. Nie licząc także oddziałów pancernych (na przedmościu znalazła się 10 Brygada Kawalerii, a w drodze znajdował się 21 batalion czołgów lekkich z 45 francuskimi maszynami R-35). Istniały realne możliwości kontynuowania walki, a zakładając, że przynajmniej niewielkiej części sił polskich z głębi kraju udałoby się przedrzeć do południowo-wschodniej części kraju szansa na wytrwanie do czasu jesiennego załamania pogody była wielka. Tym bardziej, że jeszcze 17 września Niemcy naprzeciw polskich pozycji na przedmościu dysponowali siłą zaledwie części jednej dywizji piechoty. W nadchodzących dniach wartość bojowa Armii Karpaty miała systematycznie rosnąć. Potrzebowała jedynie czasu, a ten czas dawały jej zgrupowania polskie wciąż walczące i mobilizujące się w innych częściach kraju. Silne garnizony wojskowe znajdowały się w Wilnie i Grodnie. Na przedpolu tego ostatniego miasta formowała się GO Wołkowysk. Na Polesiu koncentrowała swoje siły GO Polesie. We Włodzimierzu Wołyńskim z kolei GO Włodzimierz, licząca w przybliżeniu 2 dywizje piechoty, świetnie nasycone bronią maszynową i artylerią. 

Wszystko diametralnie zmienił jednak 17 września...

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura