2 obserwujących
61 notek
38k odsłon
135 odsłon

Nostalgiczny mit złotego wieku

Wykop Skomentuj1

W dzisiejszym artykule chciałbym pochylić się nad konserwatywnym mitem: „starych, dobrych czasów”, do którego nawiązywałem na łamach audycji niejednokrotnie, aczkolwiek temat w konfrontacji z podstarzałymi malkontentami jest zawsze aktualny i warto go sobie odświeżać cyklicznie. Ludzie starsi często gloryfikują wyidealizowane czasy swojej młodości, postrzegając je przez pryzmat wypaczonych nostalgicznymi względami wspomnień, wypierającymi przykre wspomnienia i pozytywnych skojarzeń, pełnych błędów poznawczych. Stwarzają wokół siebie stereotyp zgorzkniałych marzycieli, do których można dziś śmiało dokleić popularną, memiczną głowę małpy, nosacza sundajskiego z Borneo z triumfalnie brzmiącym podpisem: „kiedyś to było”.

Już to widzę, jak rzeczywiście ci wszyscy typowi, polscy Janusze Kowalscy melancholijnie tęsknią do PRL-owskiego zamordyzmu, pałowania na ulicach przez zbrojne oddziały ZOMO, biedy materialnej, kartek na żywność wydawanych przez organy państwowe, pustych, zardzewiałych haków na mięso, dłużących się kolejek do PEWEX-ów z zakupami za dolary, szarego mydła i papieru toaletowego, picia perfum z braku napojów alkoholowych etc. tylko dlatego, że skakali na skakance i siedzieli na trzepakach zamiast przy tych: „szkodliwych” i: „złych” smartfonach i komputerach, na których ich wnukowie poznają rówieśników (nawet zza granicy), uczą się, pracują i korzystają z licznych rozrywek multimedialnych pokroju gier video.

Starcze zrzędzenie i psioczenie wynikają wyłącznie z braku umiejętności adaptacji do nowych realiów, do zastanej wersji rzeczywistości po pewnym upgradzie jakościowym. Nigdy nie istniało żadne mityczne: „kiedyś”, nigdy nie było lepiej niż jest teraz, to pewnego rodzaju złudzenie, wytworzone w wybujałej wyobraźni cierpiących na niedobór problemów, nudziarzy, zwane również Mitem złotego wieku. W każdym pokoleniu i w każdym okresie historycznym znaleźli się przedstawiciele dawnego porządku np. ancien régime (fr. stare rządy), którzy pragnąć konserwować tradycyjne wartości w sposób skrajnie nieroztropny sprzeciwiali się wszelkim przejawom postępu, negując często zbawienne reformy.

Nie sposób zanegować faktu, że postęp do pary z odpowiedzialną innowacyjnością jest zjawiskiem naturalnym i nieodzownie wkomponowanym w dzieje ludzkości. Niemożliwym jest ucieczka od lub powstrzymanie rozwoju w inny sposób, jak tylko za pomocą narzucenia sztywnej dyscypliny w postaci środków przemocowych i terroru militarnego, co wielu dyktatorów na przestrzeni wieków starało się nieudolnie osiągnąć. Nie możemy odrzucić dorobku ostatnich 200 lat, odkąd rewolucja przemysłowa odciążyła nas z wielu trudnych zadań, uczyniła coś, co było dotychczas dobrem luksusowym, czymś ogólnodostępnym, znacząco podniosła standard życia na nieznane dotąd wyżyny, zwiększyła przyrost naturalny wyrażany w liczbie nowych narodzin, zmniejszyła umieralność noworodków na skutek rozwoju farmacji i medycyny, wyeliminowała wiele chorób zakaźnych itp. Dzięki temu możemy liczyć na ośmiogodzinny standard dnia roboczego w klimatyzowanym biurze zamiast kilkunastu godzin ręcznej pracy w palącym słońcu na roli lub wyręczanie maszynami zamiast ręcznej męczarni w sercu kopalni. O wiele łatwiej jest nam przecież orać pole kombajnem aniżeli pługiem nieprawdaż? I jak śmiemy, wobec tego negować postęp?

Najłatwiej jest ojcom i dziadkom nieustannie strofować synów i wnuków z powodu zachowań nieprzystających do oczekiwań, obciążyć ciężarem winy upadającą (w rzeczywistości jedynie przeobrażającą się permanentnie) kulturę młodzieży, rzekomo pozbawionej autorytetów i elementarnej moralności, o czym według niektórych przesłanek pisano już na kamiennych tablicach w starożytnej Mezopotamii u Sumerów. Już Cyceron w I wieku p.n.e. biadał: „O tempora, o mores!” (łac. o czasy, o obyczaje!). Podobnie w międzywojniu i znacznie wcześniej, w okresie romantyzmu wieszcze narodowi, uznawani za wielkich proroków i mędrców głosili upadek obyczajów, kręgosłupa moralnego, pogrążenie się ówczesnych krajanów w marazmie i zatracie, gromili pobratymców zza bezpiecznej granicy przebywając na emigracji, a o dziwo donikąd się ichnie pokolenie nie wybierało i jakimś cudem przetrwało aż do dnia dzisiejszego włącznie.

Za każdym razem znalazł się jakiś głos narzekania na rzekomo rozpieszczoną i zepsutą młodzież, która doprowadzić miałaby do upadku, mimo to jednak nadal do tego nie dochodzi, czymkolwiek miałby się on okazać, a nasz poziom życia wzrasta. Każdy woli wybielać swoich rówieśników i swoje przedziały czasowe aktywności młodzieńczej, dopuszczając się ewidentnych przekłamań i nadinterpretacji. Lubimy pogrążać się w niemalże autoerotyczym amoku w gronie wzajemnej adoracji, przypisując sobie wszelkie szlachetne cechy w kontraście do ludzi młodszych, traktowanych pogardliwie, moralizatorsko jakby po macoszemu, a przecież to oni przejmą po nas wkrótce pałeczkę w sztafecie pokoleń i to oni zaniosą znicz olimpijski kolejnego wieku ku nowej erze. To w nich należy pokładać nadzieję na dołożenie dumnej cegiełki do prężnego rozwoju technologicznego świata, jaki dotąd znaliśmy.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale