2 obserwujących
61 notek
38k odsłon
645 odsłon

Dlaczego szczerze gardzę jutuberami?

Wykop Skomentuj2

Dlaczego szczerze gardzę jutuberami i nie chcę żebyście określali mnie nacechowanym pejoratywnie i krzywdzącym w moim mniemaniu mianem: „jutubera” pomimo faktu, iż podobnie jak oni prowadzę swój kanał na tym portalu już od roku 2011? Odpowiedź jest dość prosta i nasuwa się samoistnie (uprzedzając zarzut nie ma nic wspólnego z zazdrością, bo nie ma czego zazdrościć bezmózgim dyletantom, tworzącym bezsensowny content). Zjawisko: „jutuberstwa” to prawdziwy nowotwór złośliwy, istny czerniak z przerzutami na zdrowym organizmie społeczeństwa, a przede wszystkim jego sieciowej części. Oglądanie tego szamba pełnego fekaliów zawiniętych w papierek po cukierku i hydeparkowego bełkotu o wszystkim i o niczym na starej jak świat zasadzie: „nie znam się, to się wypowiem” przez dłużej niż kilka minut to istna katorga dla oczu i uszu i nawet dobrowolny odbiór wydaje się być za karę. To jakaś porażka i pomyłka, abominacja, aberracja, dramat i szopka pokoleniowa, prowokująca uśmiech politowania.

Kiedy klasyczne media tracą widzów, przenosząc się powoli do środowiska internetowego w praktyce nie zawsze zyskują na jakości, bezstronności i obiektywizmie. Wartość kultury rozrywkowej chyli się po równi pochyłej, kiedy każdy gimnazjalista ups pardon, uczeń szkoły podstawowej (w następstwie reformy edukacji z roku 2017) może nagrać swoje wypociny pierwszą lepszą kamerką, kupioną za pieniądze wyżebrane od rodziców na pierwszą komunię i zyskać nagłą, gwałtownie forsowaną w sferze publicznej popularność i poklask tysięcy rówieśników na podobnym poziomie umysłowym, przy czym narazić się na hejt, zawistne komentarze, obgadywanie za plecami i rywalizację w drodze po kawałek wielkiego tortu.

Zdecydowana większość tych tzw.: „jutuberów” głównego nurtu, a raczej ścieku, z którego nurtem płyną jedynie odpadki i martwe ryby (bo umówmy się że w porywach do jednego procenta, skupionego przede wszystkim wokół treści popularnonaukowych, wykonuje kawałek dobrej roboty, który kosztuje ich nieco pracy nad bogatym scenariuszem, kompleksowym researchem materiałów źródłowych i wieloetapowym montażem, którą wypada uszanować i przy okazji prezentuje dość ciekawy content, często nowatorski i pouczający) to żadni twórcy, a już z pewnością nie: „artyści” za jakich się często uważają, bo na to miano nie zasługują. To zaginione ogniwo pomiędzy karaluchem i człowiekiem, nowi pseudo celebryci i gwiazdorzący idole na kształt tych znanych wszystkim z klasycznych mediów, z sześciennego, wielobarwnego pudełka odbiornika telewizyjnego, od których paradoksalnie tam uciekliśmy.

To gwiazdki i zakompleksieni atencjusze, maskujący w ten sposób swoje asocjalne dysfunkcje, robiący z siebie pajaców na forum publicznym za pieniądze, odcinając się od społeczności w drodze do supremacji i innego świata show-businessu, zakłamując szarą rzeczywistość i autentyczność pewną parodią pozytywnej energii i sztucznie wykreowanym wizerunkiem podczas relacjonowania szczęśliwego życia pełnego udawanych emocji i uczuć np. miłości i związków w obawie przed negatywną opinią i wyszydzeniem ze strony odbiorców, trwając w spłyconej do granic wersji realiów, doszczętnie wyzutej z typowo negatywnych i przyziemnych stron, szczycąc się swoim wątpliwym wkładem w kulturę masową i wpływem na przedstawicieli młodego pokolenia, tym że coś od niechcenia: „stworzyli”, zwyczajnie rejestrując audiowizualnie przez kilkadziesiąt minut swoją wypowiadającą idiotyzmy i paskudną facjatę przed obiektywem lustrzanki cyfrowej (doprawdy heroiczny i wymagający ogromnych nakładów wyczyn).

To ludzie, którzy są znani z tego, że są znani w podobnym stopniu jak ma to miejsce w popularnej sentencji z Ferdydurke Witolda Gombrowicza: „Słowacki wielkim poetą był” i właściwie na tym koniec. Wyobrażają sobie, że są nie wiadomo kim zamiast zwykłych przedstawicieli homo sapiens zbudowanych z krwi i kości i: „wyżej defekują niż pośladki mają” za przeproszeniem, podniesieni do rangi celebrytów, lansujących się na jakichś eventach pokroju video festów i meet upów w drogich ubraniach markowych projektantów jak totalne korporacyjne śmieszki. Robią masę fotografii typu: „selfie” z maksymalnie kilkunastoletnimi fanbojami, którzy nie mają własnego życia ani zainteresowań. Są tak odosobnieni i osamotnieni, pozbawieni pasji, że żyją cudzym, chłonąc je bez reszty i zdają się znać swoich idoli znacznie lepiej niż oni sami siebie, potrafiąc opisać z pamięci wszystkie ich cechy charakteru i gusta, podążając za nimi i wyznaczanymi przez nich trendami np. powtarzając utarte w młodzieżowej modzie teksty memów na ślepo, niczym owieczki idące gęsiego na rzeź za pasterzem stada bydła. Jutuberzy nie mają z kolei za grosz szacunku do tychże fanów, zbijając kapitał na nieświadomych, małoletnich widzach albo z drugiej strony wchodząc im między pośladki bez mydła, żeby się przypodobać i poważnie demoralizując, kiedy idą w ich ślady i upodabniają się do nich, by im zaimponować. Wywierają destruktywny wpływ na ich psychikę, ogłupiając i szerząc infantylizm, a często nawet patologię i zarażając skrajnym konsumpcjonizmem nie zwracając uwagi na niski przedział wiekowy osób mniej więcej od 10 w porywach do 16 lat.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura