2 obserwujących
56 notek
36k odsłon
104 odsłony

Festiwal beki

Wykop Skomentuj2

Polska polityka w środowisku internetowym, abstrahując od skrajnych nacjonalistów, fanatycznych sekt karonistów, introwertycznych kuców, pisowskich Grażyn nadużywających caps locka w pisowni oraz bardziej merytorycznych libertarian, to w większości niekończący się festiwal: „beki”. Fanboje Stonogi, Brauna, Korwina albo Urbana itp., ze wszystkich stron barykady to zazwyczaj takie: „hehe śmieszki”, biedne trolle, studenci przeważnie nieprzyszłościowych kierunków humanistycznych, przedłużający błogie dzieciństwo na koszt rodziców, którzy nie interesują się dogłębnie ideami, które idą za wyżej wymienionymi nazwiskami, tylko czekają aż wypowiedzą kolejną zabawną anegdotę godną zacytowania na licznych memach, zagrają swój trademarkowy numer, a kiedy są zanudzani dłużącym się monologiem na poważnie, najchętniej zakrzyknęliby chóralnie: „hehe ej ale nie chrzań smętów dziadek tylko weź już powiedz coś śmiesznego, albo najlepiej zrób fikołka”. Ich idole są nadwornymi błaznami, które mają zabawiać publikę. Nieistotne co robią prywatnie, jaka historia się za tym kryje, jaką pracę wykonują, jakie wartości usiłują w ten sposób przekazać i ile wysiłku w nią wkładają, to schodzi gdzieś w okolice trzeciego planu, a liczy się, że zapewniają rozrywkę i są relatywnie śmieszni. Wielu niedojrzałych emocjonalnie dyskutantów sprowadza to do wspólnego mianownika: „beki” czyli satyry (bo przecież właśnie po to się działa w polityce, sprawuje władzę nad organizacją państwową i nawiązuje stosunki dyplomatyczne albo międzynarodowe porozumienia handlowe nieprawdaż?), do prymitywnych żartów, nawet pozornie wzniosłe i poważne kwestie dobroczynności lub cnoty pobożności. Musi być do bólu humorystycznie, bo inaczej się nie przebije przez szum społecznościowych mediów i nie przyjmie do świadomości młodzieżowego targetu. Nastoletni odbiorcy w wolnym czasie po zajęciach edukacyjnych zasypują sekcje komentarzy pod postami, symbolicznymi skrótami: „XD”, nie wdając się w szczegóły, przesadnie nie angażując w aktywizm ani nie trudząc głębszą analizą, bo kogo to niby obchodzi, natomiast całym dorobkiem ich życia jest folder wypchany po brzegi memami i pastami, czyli prostactwem do potęgi. To hałastra niezdyscyplinowanej dzieciarni błądząca w piaskownicy hydeparku i oczekująca wyłącznie bycia rozpieszczoną jakimś kolejnym standupem albo tanim roastem politycznym. Do ich opisania najlepiej posłuży spopularyzowany ostatnimi czasy wizerunek tzw. brainleta, czyli stereotypu bezmózgiego NPC. Jeżeli ktoś postanowi ich skrytykować za tę postawę nazwą go z automatu sztywniakiem i smutasem z solidnym kawałkiem drewna tkwiącym w odbycie i nakażą mu nabrać więcej magicznego dystansu. Taki sam dystans utrzymują konsekwentnie przez całe lata do wiedzy, edukacji, kultury osobistej i elementarnego szacunku do drugiego człowieka, usprawiedliwiają nim swoje chamstwo, indolencję i ignorancję. Brakuje im go jednak analogicznie, kiedy osoby trzecie nie podzielają ich prowincjonalnego poczucia humoru i przypadkowo nadepną im na ambicję wskazując na pożałowania godne zacieranie granicy dobrego smaku.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo