2 obserwujących
58 notek
37k odsłon
264 odsłony

Dlaczego czyszczę sekcję komentarzy

Wykop Skomentuj20

Każdy właściciel ziemski, gospodarz, przedsiębiorca albo posiadacz prywatnego domu lub mieszkania musi się ze mną zgodzić, że dysponowanie takim obiektem (nieruchomością) wymaga ogromnej odpowiedzialności i przede wszystkim pewnego porządku wewnętrznego, aby nie zapanował tam bałagan i chaos. Nie inaczej sprawy się mają na blogach, które co prawda nie są w stu procentach własnością samych blogerów, bo jedynie użytkują oni serwery udostępniane przez administratorów danego portalu, ale nie zdejmuje to z ich barków obowiązku dbałości o wewnętrzny regulamin. Żaden czytelnik z pewnością nie wpuściłby do własnego lokalu każdego człowieka z ulicy bez wstępnej selekcji, a w szczególności kogoś, kto zachowuje się w sposób niegrzeczny, niekulturalny, opryskliwy, stosuje sarkastyczne uszczypliwości, zadaje tendencyjne pytania zupełnie niepowiązane z poruszanym tematem lub rozpoczyna monolog od personalnego ubliżania właścicielowi. Na takiej formule wolności wypowiedzi tzn. opartej o totalny pluralizm i samowolę od Sasa do Lasa, mydło i powidło mi wcale nie zależy. Od swoich rozmówców mam pełne prawo oczekiwać pewnego poziomu intelektualnego. Dlatego też czuję się w obowiązku, żeby wprowadzać pewien zakres prywatnej kontroli i regulacji, czyli metaforycznie ujmując "sprzątać" od czasu do czasu swoją posesję, (z całym szacunkiem) wyrzucać niepotrzebne śmieci poza obręb jej granic, by zachowywać względny porządek. Nie jest to wbrew pozorom przejaw cenzury, ale racjonalnej selekcji gości.

Wieloma czytelnikami powoduje typowa ignorancja na zasadzie "nie znam się i nie przeczytałem danego tekstu, ale się wypowiem nie na temat ". Na przestrzeni samego tylko ostatniego tygodnia zostałem określony między innymi mianem: Żyda, komunisty, warchoła, utopisty, wiejskiego mądrali itp. Mocne słowa jak na internetowych mędrców i proroków, którzy są na bakier z jakąkolwiek literaturą naukową, a zatrzymali się na etapie pustych domysłów, stosowania licznych stereotypów, heurystyk, szablonów pojęciowych i prezentujących mizerny poziom intelektualny. Wszystkie wyżej wymienione epitety pasują do mojej osoby jak, nie przymierzając, pięść do nosa, czyli wcale. Ci ludzie posługują się pojęciami, których słownikowego znaczenia najwidoczniej nie są w stanie zrozumieć. Przyklejają etykietki niczym tropiciele teorii spiskowych dziejów. Gdzieś tam im zadzwoniło, ale nie wiedzą w którym dokładnie kościele. Utwierdzają się przy jakichś swoich uniwersalnych twierdzeniach w ramach syndromu oblężonej twierdzy, a to co się z nimi kłóci albo stoi w sprzeczności jest z natury wrogie i trzeba to określić jakimś epitetem dla zasady, nawet jeżeli się nie pojmuje skomplikowanej natury tegoż (np. libertarianizmu). To są właśnie klapki ignorancji na oczach par excellence. Ponadto zamiast przyznać się do niewiedzy, preferują brnięcie w zaparte nawet jak udowodni się im oczywisty błąd. Decyduje o tym tzw. efekt Dunninga-Krugera, polegający na tym, że osoby niewykwalifikowane w jakiejś dziedzinie życia mają tendencję do przeceniania swoich umiejętności w tej dziedzinie i wywyższania własnej inteligencji. Z lenistwa nie wysilają się jednak, żeby poszerzyć horyzonty poznawcze o krótki, choćby kilkustronicowy tekst artykułu, no bo po co, przecież to zaboli. Dlatego nie widzę najmniejszego sensu prowadzenia z nimi konwersacji. Odpowiadam wszystkim na raz w tym jednym wpisie, żeby wyjaśnić kwestię raz na zawsze. Mi osobiście wstyd nie pozwalałby się wypowiedzieć w kwestii, w której nie posiadałbym wystarczającego zaplecza i warsztatu. Wypada operować na jakimś poziomie pokory i pozostawić margines błędu na ewentualną pomyłkę zamiast ex cathedra myśleć, że jest się dysponentem oświeconej wiedzy.

Jeżeli komuś nie powiodła się kariera naukowa na uczelnianych katedrach i przez kilka lat nauki otrzymywał same kiepskie oceny albo podpierał się ściąganiem od kolegów z ławki to przeważnie musi uchodzić za autorytet w Internecie, a tym samym odreagowywać krzywdy i frustracje młodości i czuć się kimś lepszym niż te wszystkie "przemądrzałe wykształciuchy", używające tych jakże "skomplikowanych" i "niezrozumiałych" słów, to poniekąd zrozumiałe. Trzeba się jednak zdecydować: albo chcemy prowadzić równorzędną, poważną wymianę zadań na argumenty merytoryczne, z szacunkiem do rozmówcy i kulturą osobistą albo zejść stopniowo na poziom rynsztoka i hydeparku. Polecam się najpierw zaopatrzyć w słowniki i douczyć na temat podstawowych pojęć zanim się zacznie werbalną szermierkę w sekcji komentarzy, pozbawioną głębszego sensu.

Wykop Skomentuj20
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura