2 obserwujących
55 notek
36k odsłon
414 odsłon

Deprecjonowanie roli humanistów

Wykop Skomentuj30

Deprecjonowanie roli przedmiotów humanistycznych to część większej układanki, celowy zabieg. Wmawia się nam, że są one "nieprzyszłościowe" lub "nieopłacalne" i ogólnie kreują przyszłych bezrobotnych, którzy mogą co najwyżej skończyć równo wysmażając frytki w sieci gastronomicznych fast foodów McDonald's albo wykładając towary na półkach w popularnej, portugalskiej sieci dyskontów Biedronka, że wymagają mniejszego zaangażowania intelektualnego, są obiektywnie łatwiejsze do opanowania i mniej skomplikowane. Nic bardziej mylnego. Praca intelektualna włożona w przyswajanie tej kategorii wiedzy (będącej co najmniej równie istotną co nauki ścisłe, idealnie się z nimi zazębiając i uzupełniając pozostawione przez nią luki), jest nie tylko porównywalna, ale mimo braku logicznej analityki i kalkulacji przełożonej na zerojedynkowy język cyfr i algorytmów, wcale nie mniej wymagająca i nie mniej potrzebna dzisiejszemu światu nauki, jednakże aktywująca odrębne sfery mózgu, odpowiedzialne za inne procesy myślowe. Bez wielkich nurtów filozoficznych nie byłoby zmian społecznych i rozwoju cywilizacyjnego, np. bez anglosaskiego oświecenia nie byłoby myśli kapitalistycznej, która zapoczątkowała rewolucję przemysłową XIX wieku, gdyby nie germańska filozofia militarystyczna i rewolucyjna myśl komunistyczna być może nie byłoby dwóch wojen światowych, które zmieniły oblicze świata, więc są bardzo istotne z punktu widzenia zarówno badaczy, jak i postronnych odbiorców i obserwatorów. Nie tylko inżynierowie i wynalazcy posuwali świat naprzód, nie tylko technicy, zajmujący się stricte namacalnymi i policzalnymi kwestiami stwarzali dobrobyt i nowoczesne, innowacyjne rozwiązania. Ktoś tych wielkich strategów musiał najpierw wyszkolić, a pierwszymi nauczycielami byli właśnie humaniści w tym filozofowie i duchowni chrześcijańscy, fundujący pierwsze uniwersytety klasztorne w okresie średniowiecza. Już Aleksandra Macedońskiego uczył przecież sam Arystoteles. Nie sposób sprowadzać istoty ludzkiej jedynie do martwej materii nauk przyrodniczych, składa się również z tych komponentów transcendentalnych jak dusza, których one nie potrafią opisać czy w pełni eksplanacyjnej, wytłumaczyć. Prawdziwi humaniści (nie zaś ich tandetne podróbki rozpoczynające studia na państwowych uczelniach) to przeważnie ludzie oświeceni, inteligentni, ambitni, wielowymiarowi z całym wachlarzem pasji (pokroju tych artystycznych) i wszechstronnie uzdolnieni. Klasy rządzące nienawidzą politologów, którzy zawodowo zaznajomieni z tematyką polityki patrzą im na ręce, oceniają działania i wystawiają ekspercką opinię, dlatego celowo robią im antyreklamę mówiąc podobnie jak były pan premier Donald Tusk, że "lepiej być spawaczem niż politologiem" a na ironię niedługo po publikacji wystąpienia, podczas którego padły powyższe słowa instytut (INP Uniwersytetu Warszawskiego), gdzie pobierałem nauki w ramach studiów, zrobił badania wskazujące na wyższy poziom bezrobocia wśród spawaczy niż politologów. Koniunktura w każdym momencie może się odwrócić, bo owszem dobry fachowiec od kwestii technicznych zawsze jest pożądany i wartościowy, problem jednak pojawi się wówczas gdy rynek nie poradzi sobie z wchłonięciem nagłej nadwyżki tych wszystkich inżynierów z Bożej łaski i znowu wymusi boom na humanistów.

Celowo nie zwróciłem uwagi na instytucjonalne realia, bo dla mnie jako libertarianina ten rozgardiasz biurokratyczny i kawalkada prawno-administracyjnych ograniczeń jest pewną oczywistością, o której nie ma potrzeby wspominać. Sięgnąłem do myśli filozoficznej (przede wszystkim metafizycznej), na której ufundowana została współczesna humanistyka i do korzeni, z których wyrasta, a które po drodze zatraciła i wypaczyła modernistycznymi fanaberiami, nieżyczliwymi człowiekowi i wykreowanej przez niego kulturze (sprowadzając go do "zasobów ludzkich" tudzież biologicznego agregatu części składowych) oraz wywracającymi zastany porządek rzeczy o 180 stopni, by postawić go na głowie. Niepokoi mnie zagłuszanie myśli realistycznych, racjonalistycznych i analitycznych, bez których nauki tzw. techniczne lub ścisłe w ogóle nie mogłyby się wykrystalizować, bo nie powstałyby ku temu warunki (scholastyczna metoda naukowa).Nauka owszem zaczęła przybierać nie formę akademickich rozważań, debat, dociekań i poszukiwań prawdy poprzez zadawanie kolejnych pytań, formułowanie argumentów za i przeciw, ale iście laboratoryjne badania, które polegają li tylko na testowaniu odczynników i mieszaniu składników danych przez naturę, to po prostu eksperymentowanie, a nie doświadczanie. Projekty są ważne, ale one przekształcają dostępną zamożność dóbr, lecz niczego nie "tworzą", nie wdrażają nowych myśli, ale produkują wariacje już istniejących, więc brakuje im nieco kreatywności. Owszem inżynierowie są dzisiaj wybitnie potrzebni, ale należy ich wspierać także solidnymi podstawami teoretycznymi. Nauki społeczne są czymś dalece odleglejszym niż humanistyka. Dawniej cała ona zawierała się w "sztukach" (artes), odpowiedniku greckiej techne, przeciwstawianych "science" czyli nauce ścisłej. Dzisiaj panuje miszmasz pojęciowy, terminologia jest chaotyczna, niedookreślona. Czym innym jest psychologia społeczna i kognitywistyka, a semantyka i historia filozofii, nie można wrzucać tego do jednego worka. Metodologia "leży i kwiczy", bo żaden student z Bożej łaski nie przykłada do tego wagi. Ministrowie bełkoczą ex cathedra z mównic sejmowych nie mając pojęcia o realiach nauczania, o wymogach dydaktycznych i pedagogicznych, o szarej rzeczywistości "belfra". To odrealnione osobniki, które uzurpują sobie posiadanie takich wytycznych.

Wykop Skomentuj30
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo