17 obserwujących
23 notki
668k odsłon
  132394   0

Horror dzieci z „Tęczy” - dowody na pedofilię Krzysztofa Sadowskiego

10letnia Ewa
10letnia Ewa

Po całej sprawie zespół „Tęcza” podobno się rozpadł na jakiś czas. Być może plotki dotarły do telewizji, gdyż Sadowski zniknął po 1992 r. z „Tęczowego Music-Boxu”. „Tęczę” w programie telewizyjnym zastąpiły „Chochliki”, doszło do sporu pomiędzy właścicielami praw, a Sadowski zaczął organizować koncerty muzyczne pod nazwą Tęczowy Music-Box” (był to już inny program niż ten telewizyjny), a jakiś czas później dogadał się z Polsatem na realizację formatu „Co jest grane?” „Tęcza” działała dalej. Sprawa przycichła.

Wcześniejsze przestępstwa

Według jednej z osób, która się do mnie zgłosiła, sprawca molestował już w latach siedemdziesiątych. Zbyt mało mam danych, by móc zweryfikować tę informację, dlatego nie podaję szczegółów miejsca i nazwisk zamieszanych osób – do molestowania miało dojść na działce pod Warszawą należącej do znanego sportowca, olimpijczyka, medalisty olimpijskiego. Molestowana dziewczynka miała piętnaście lat.
„Byłam dzika i narobiłam rabanu, więc zostałam tylko wymacana” - napisała kobieta.
Drugi chronologicznie (zgłoszony do mnie) przypadek to wczesne lata 80-te. Molestowany chłopiec z podstawówki, syn organizatorów koncertów poezji śpiewanej Jana Pawła II, 47-letni dziś Piotr, menedżer pracujący w dużych korporacjach głównie za granicą (USA, Szwecja). Spotkaliśmy się, opowiedział mi całe zdarzenie (opisałem je wcześniej, więc nie będę powielał, w skrócie: Sadowski przyszedł do niego w nocy do pokoju i go głaskał po miejscach intymnych), chce spojrzeć w oczy Sadowskiemu, żeby zamknąć terapię psychologiczną.
Trzeci przypadek miał miejsce w późniejszych latach 80-tych i jest najbardziej wstrząsający. Sadowski „wyszukał” sobie ofiarę w domu dziecka, 14-letnią Justynę (imię zmienione na prośbę ofiary), którą molestował i gwałcił przez trzy lata w czerwonym samochodzie, w swoim domu, w mieszkaniu na Wiejskiej. Dziewczynka skarżyła się, ale nikt nie reagował. Pani Justyna także chce zeznawać w sądzie, choć to dla niej bardzo trudne. Nagrałem wywiad z Panią Justyną, jest wyjątkowo szokujący. Znajdzie się w filmie dokumentalnym, który chcę zrobić.

„Przyprowadzał mnie do domu i gdy inne dzieci bawiły się na dole, on zabierał mnie do swojego pokoju i tam to się odbywało. Początkowo było tylko głaskanie, potem już wszystko, także gwałt” - opowiada Pani Justyna. Jest zdruzgotana, do dziś nie może tego zapomnieć. Chciała w 2016 r. złożyć doniesienie do prokuratury, zadzwoniła do Sadowskiego, ale ten odpowiedział, że może sobie składać, nikt jej nie uwierzy, gdyż jest z domu dziecka, a i tak się to przedawniło.
Sadowski być może się jednak przestraszył, bo nagle do ofiar miały się zgłaszać różne osoby z jego otoczenia, jakby próbując wyczuć, czy nie chcą donieść lub zeznawać.
„Było to bardzo dziwne, że się nagle, po tylu latach do mnie zgłosili z pytaniem: co tam słychać” - opowiada jedna z ofiar, znana osoba. Ta osoba nie zdecyduje się na złożenie zeznań w sądzie, a szkoda, bo jej relacja jest bardzo interesująca i wygląda na wyjątkowo obiektywną (pokazuje różne strony).

Ktoś w tym wszystkim popełnił błąd, bo dzięki temu ja dowiedziałem się o sprawie i zacząłem nią zajmować. Nie znałem jednak nazwiska sprawcy. Poznałem je dopiero w 2018 r.

Lawina doniesień


Dziś już wiadomo bardzo dużo o modus operandi sprawcy i jego ofiarach. Głównie dzięki internetowi, portalowi WP i serwisom plotkarskim, które nagłośniły sprawę, bo najważniejsze telewizje, także te, które korzystały z talentu gwałconych dzieci, milczały jak zaklęte. Będzie wstyd, bo sprawa na pewno zostanie nagłośniona na poziomie światowym (gwarantuję to ofiarom!).
Zaczęły się do mnie zgłaszać kolejne ofiary i świadkowie, część chce zeznawać. Wiadomo też już, że od lutego toczy się śledztwo prokuratorskie z doniesienia dwóch kobiet. Nie znam jego szczegółów, nie znam też ofiar. Napisała do mnie jednak kobieta, która zna obie dziewczyny i będzie w tej sprawie zeznawać. Jej opis jest bardzo wstrząsający, więc pomijam niektóre fragmenty (ale jaki musi być samych ofiar?):
„Nie byłam przez niego zgwałcona, ale byłam obmacywana. Ta pierwsza ofiara z domu dziecka to też jest sprawa znana w środowisku. Zaczęłam chodzić do zespołu „Tęcza”, gdy miałam 10 lat. On to wszystko robił przy ludziach, robił różne rzeczy i patrzył, czy dziecko się sprzeciwia czy nie. Wybierał, które dziecko nie ma opieki, jacy są rodzice, czy będzie im na rękę, że ktoś ich zastąpi. Brał dziewczynki na kolana, smyrał, ja nie wiem, jak to było możliwe, że to było akceptowane. Będę zeznawać w tej sprawie jako świadek. Za ofiarę się nie uważam. Owszem, to były nieprzyjemne wspomnienia, ale nie chciałam siebie widzieć jako ofiara, to jest nieprzyjemne, ale starałam się przez to przejść do porządku dziennego. Wiem, że on inne dziewczynki gwałcił. Wiem że dziewczynę (podaje imię) wykorzystywał, wtedy też to wiedziałam, ale miałyśmy po 13 lat i znikąd jakby wsparcia. Jesteśmy parę lat w zespole, nikt nie kwestionuje tego, co on robi na co dzień, więc nawet nam nie przyszło do głowy, a nawet jak nam przyszło i w pewnym momencie mówimy tej dziewczynie, że to trzeba zgłosić, co on ci robi, że dzwonimy na policję. Ona się wtedy rozpłakała i powiedziała, że nie, że ona wszystkiemu zaprzeczy, że nie przyzna się” - mówi jedna z kobiet.
„Przez wiele lat byłam w zespole Tęcza i pod opieką fundacji. Na razie poproszę o anonimowość, po powrocie jestem już umówiona z psychologiem, wtedy będę miała jasność , co dalej. Po pierwsze - dzieci NOCOWAŁY na Raniuszka. Po drugie pan Krzysztof był na naszych wszystkich wyjazdach, obozach letnich itp. Byłam w Kielcach, Nałęczowie i Czechach. Pamiętam ostatni z tych wyjazdów - miałam wtedy 11 lat. Pamiętam pod względem zachowań pana Krzysztofa. Przychodził do pokoi po zgaszeniu świateł opowiadać tzw "straszne historie" miał latarkę, podświetlał sobie nią czasem twarz, w trakcie opowiadania w "strasznych momentach", żeby niby wystraszyć nas dodatkowo wkładał ręce pod kołdry, łapał za co popadło, ja pamiętam na pewno udo... ale... jest szereg przesłanek, które każą mi sądzić, że to był rodzaj molestowania...miałam przez lata wstręt do mężczyzn w jego przedziale wiekowym, nawet do własnego ojca, nie rozmawiałam z rodzicami na ten temat, wręcz czułam się wyróżniona, kiedy brał na kolana i "łaskotał". To było jak przywilej. Jeżeli - przepraszam za wulgarność - stawał mu przy takim postępowaniu, to doskonałą miał przykrywkę - zgrywanie dobrego wujaszka. Trzęsę się od środka , kiedy to piszę, prawdopodobnie znam niektóre z tych dziewczyny. Teraz druga strona medalu: ja lata w Tęczy wspominam ogólnie jako najlepszy czas. Dzięki Tęczy zostałam muzykiem zawodowym” - pisze kobieta prosząca o anonimowość (znam imię i nazwisko oraz zawód).
Z  kolejną osobą rozmawiałem przez telefon. To osoba bardzo wiarygodna, ale niestety nie mogę w żaden sposób jej opisać, żeby zachowała bezpieczeństwo:
„Ta piwnica to nie jest taka piwnica. Dom na Raniuszki jest dwupiętrowy, jest piętro, poziom wyżej i wyjście z piwnicy na garaż. To była piwnica ze sprzętem. Tam było zimno. Dziewczynki w domu nocowały, czy w piwnicy również, nie wiem. Wydawało mi się to normalne, skoro to jest zespół. Przyjeżdżała Lilka z Krzyśkiem do nas (…) i on wtedy tak się dziwnie zachowywał. Zawsze pamiętałam, że to były łaskotki, obmacywanie, ale to były takie żarty. Jakby człowiek się nie zorientował, to by się wydawało, że to nic zdrożnego. Dopiero później mi się wydawało, że tak się nie powinien zachowywać dorosły facet. Jak byłam starsza, przestało mi się to podobać. To takie dziwne było. Był taki incydent. Byłam z mamą tam u nich, miałam ze 13 lat. Mama sobie coś grała na organach, a ja stałam sobie i patrzyłam co mama robi. On podszedł z tyłu i za mną stanął. No i nagle tak czuję, że mnie głaszcze po szyi za uchem. No ja się odwróciłam i powiedziałam: „Wiesz co, no przestań. Mi się to nie podoba.” Mamie powiedziałam, a ona: „Co ty Krzysiek robisz, przecież to jest dziewczynka, dlaczego ty ją tak głaszczesz, ty się zajmij swoją żoną.” To on się odsunął, ręce schował i mówi: o przepraszam, to takie żarty, bo ona ma takie włosy piękne do pasa, ja chciałem zobaczyć te włosy. No ale dlaczego głaszczesz po szyi? Ja sobie tego nie życzę. Stosunki pomiędzy nami się bardzo ograniczyły po tym. Któregoś dnia zaproponował, że pojedzie ze mną na bazarek. I zaproponował, że coś mi kupi. Złapał mnie za rękę i mówi, że wujek może ci więcej rzeczy kupować. Ja odpowiadam, że to fajnie wujek, że chcesz mi pomóc, na co on, że tak, tylko że w zamian powinnam się z nim przespać. Coś zdrożnego powiedział, nie pamiętam słów. Ja się oburzyłam i powiedziałam, że nie chcę, żeby się do mnie dotykał i więcej go widzieć i że wszystko mamie powiem. Poleciałam do mamy i powiedziałam, bo aż mną wstrząsnęło, obrzydzenie takie. Mówię, że mi takie propozycje składał. Mama za telefon i mówi, żeby się ode mnie odczepił, bo inaczej pójdzie na policję. Do Lilki też powiedziała, że on takie rzeczy robi, a Lilka to zbagatelizowała, no i nie jeździliśmy więcej do nich.”

Lubię to! Skomentuj122 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo