0 obserwujących
2 notki
1103 odsłony
  1070   1

Szybsi od sądów

Wczoraj, na polskich drogach, doszło do kolejnego wypadku drogowego z ofiarami śmiertelnymi. Mógłbym zacząć rozpisywać się nad tym kim były ofiary, jakimi ludźmi byli, kogo zastawiły, jak to uderzy w ich bliskich, jakie piętno zostawi to zdarzenie w naszych sercach. Tyle, że takich przypadków, tylko w 2020 roku, było 2 491 (raport roczny, statystyka policyjna). Dziennie to niemal 7 osób.

Wyobrażacie sobie Państwo, dzień, w dzień czytać 6-7 wielkich czerwonych nagłówków, o śmierci kolejnych osób? Jaki wpływ miałoby to na społeczeństwo? Osobiście spodziewałbym się, że po tygodniu, wielu z nas dostałoby nerwicy, tylko zbliżając się do ruchliwej ulicy. Jestem również w stanie wyobrazić sobie, co by było po 3 miesiącach. Nie, nie były by to opuszczone ulice, rodem wyjęte z filmu "Jestem Legendą". Wątpię nawet by apteki, miały większy problem z dostarczeniem klientom środków na skołatane nerwy (swoją drogą, podejrzewam, że akurat te specyfiki, i tak płyną pokaźną rzeką pod nasze dachy). Myślę, że po 3 miesiącach, codzienny obraz naszych dróg nie odbiegałby specjalnie od tego, co dziś widzimy za oknami. Z jednym wyjątkiem- tłum z pochodniami i widłami byłby mniejszy.

Przekazy medialne dotyczące wypadków, z reguły nie mają za dużo do przekazania. Padają marki i modele aut, ilość uczestników zdarzenia, ich wiek, stan trzeźwości kierowców. Takie informacje uzyskują od policji. To dość mało informacji by utożsamić się poszkodowanym. Inna sprawa, gdy na światło dzienne wypłyną bardziej osobiste informacje- np. liczba czy wiek osieroconych dzieci. Mieliśmy, mamy lub planujemy potomstwo. Instynktownie o nie dbamy, izolujemy od potencjalnie niebezpiecznych osób. A przecież nasza śmierć byłaby potężnym ciosem dla naszych dzieci. No bo jak, bez nas, dadzą sobie radę? (Pomijam już sam przypadek śmierci dziecka, rozumie się samo przez się).

A więc kara! Tylko jaka kara zagwarantuje bezpieczeństwo naszym dzieciom i nam samym? Ano taka ostra. Zamknięcie w więzieniu. I oby na jak najdłużej. Po 20 latach może przestanie dybać na nasze bezpieczeństwo. Ale czy to wystarczy? 

Na portalach społecznościowych ludzie przerzucają się formami kar, ich długością, dotkliwością, zakresem, i czym tam się jeszcze da. Rzadko kto, natomiast zapyta o przyczynę zdarzenia. Zmęczenie? Skurcz? Awaria pojazdu? Zły projekt infrastruktury? Depresja? Każdy z wyżej wymienionych czynników ma wpływ na rozwój wypadków, każdy wpływa na ostateczną decyzję sędziego. Ojciec i mąż, pracujący na dwa etaty by wyciągnąć rodzinę z chwilowych kłopotów. Brak magnezu z powodu braku wiedzy o zrównoważonym odżywianiu. "Wybuch" opony w upalny dzień. Żywopłot tuż przy skrzyżowaniu. Zaburzenia funkcji poznawczych w wyniku długotrwałej choroby. To są ludzkie problemy. Ich wariacje, wraz z tysiącami innego rodzaju są naszą codziennością. Czy zwalniają nas z odpowiedzialności? Oczywiście że nie. Ale to one tworzą tak zawodny czynnik ludzki, to one odpowiadają za błąd ludzki. Chcemy czy nie, nie da się go wyeliminować. Im szybciej zdamy sobie z tego sprawę, tym wolniej będziemy wygłaszać wyroki skazujące. W końcu to nasz sąsiad, mówiący nam co rano "dzień dobry", trafi do więzienia, to mąż kuzynki zostawi naszą dalszą rodzinę bez środków do życia.

Powyższy tekst nie jest próbą usprawiedliwiania naszych niedoskonałości. Nie próbuje rozgrzeszać zaniedbań. Stara się jedynie wskazać uwagę na złożoność naszego życia. Bo ocena i wyrok na podstawie garści informacji, owszem stworzy wrażenie, że w końcu znaleźliśmy jakieś proste rozwiązanie, ale czy na pewno rozwiąże problemy uczestników wypadku, czy jednak je pogłębi?

Podyskutujmy dla odmiany o możliwych przyczynach, a wyrok zostawmy sądom.

Lubię to! Skomentuj31 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości