Na saloonie znów się urodził nowy podział pt.: lewaki wrzucą, a prawaki nie.
Jakaś nowa Kafka się pisze. Moim zdaniem wrzuci i ten i tamten z jakiegoś powodu. I nie wrzuci i ten i tamten z jakiegoś powodu.
Ja wrzucę.
Powodów jest kilka.
Jednym z nich jest to, że z puszką, czy innym kartonikiem podejdzie do mnie młody człowiek. I ten człowiek będzie zmarznięty, zmoknięty i zmęczony. Może podejdzie do mnie może pod kościołem. W tym dniu po mszy przed kościołem rośnie specyficzna konkurencja wolontariuszy i ten obrazek jest niesamowity, jak kilka osób konkuruje ze sobą w tym samym celu. I nie jest istotne, czy prawdą jest, że te młode osoby są wykorzystywane. Dla mnie one są w swej naiwności niemalże święte. Bo to nie jest tak, że one wykonują przyjemną pracę DLA KOGOŚ z uśmiechem na ustach. Z takim uśmiechem może zaczynają. Po kilku godzinach uśmiech znika, bo pojawia się zmęczenie, przemoknięte buty, kapki na nosach, głód. Zostaje w nich świadomość, że tak łażą po mieście DLA KOGOŚ .
I w momencie, gdybym zlekceważyła wyciągniętą w moim kierunku puszkę, albo odpowiedziała "nie" na zapytanie, "czy zechce pani wspomóc orkiestrę?" - poczułabym się okropnie, bo wiem, że potem w centrum dowodzenia, czy gdzieś tam sprawia im radość pochwalenie się, że ma się więcej niż kolega i to jest w zasadzie ich jedyna radość tego dnia na miarę ich dziecięcego pojmowania radości. Dlatego wrzucam do każdej puszki.
Drugi powód jest trochę bardziej egoistyczny i trochę metafizyczny;
za każdym razem, gdy wrzucam pieniążek czaruję sobie w myślach, by ten datek w żaden sposób się do mnie nie wróćił, by nigdy nie był mi potrzebny, bym nigdy nie musiała z niego korzystać.
Może jest jeszcze kilka innych przyczyn, dla których nie udaję, ze nie widzę tej puszki. Pewnie jest jeszcze nadzieja i wiara, że te pieniądze komuś pomogą, bo sprawia mi przyjemność, jak pokazują w telewizji jakiś sprzęt zakupiony "także przez moje grosiki", ale wymieniłam tylko trzy. Bo po co więcej. Wystarczy mi jeden.



Komentarze
Pokaż komentarze (86)