Scenkę widziałam: stoi baba na przejściu dla pieszych, koło jej nogi pies bez smyczy, świeci się zielone światło. światło zaczyna mrugać, baba się ocknęła i truchtając przebiegła w połowie na czerwonym; odwróciła się i zawołała psa. pies pobiegł za nią wstrzymując jeszcze nie rozpędzone samochody.
Nie na temat? A może jednak owszem. Pomyślałam sobie wówczas, że baba ma dokładnie gdzieś swojego psa. Niby się nim opiekuje, daje mu jeść, wychowała go tak, że potrafi chodzić bez smyczy, jest posłuszny. Ale tak naprawdę on jej wcale nie obchodzi. Może służy, by ostrzegać przed złodziejami, a może się przybłąkał i już tak został.
I czy tak nie było z tym "romansem"?
Bo nie było żadnego romansu. A baba zakochana była tylko w sobie. O ileż ciekawsze, a co ważniejsze bardziej wiarygodne byłoby wystąpienie jeszcze wówczas posłanki, gdyby pojechała w stylu: zakochałam się do niepamięci, byłam gotowa spełnić każde jego życzenie, starałam się je odgadywać, chciałam zapewnić nam życie usłane, ta miłość była ogromna, itd. Kto by nie chciał jej nie wierzyć. A co zobaczyliśmy? Ze łzami w oczach ta zimna i wyrachowana, a raczej rachująca baba oświadczyła, że
przyjmowała kwiaty i sprawdzała, że pachną świecidełkami, więc zaglądała mu w zęby i obwąchiwała, by zobaczyć i wyczuć, na jakiej kasie siedzi. Ani jednego słowa o miłości!. Tylko wyrachowanie i perspektywa lodów. Ona go szacowała tak wysoko, a on ją tak perfidnie oszukał. Ona mościła sobie pełne dostatku życie, a on ją tak zdemaskował, że chce to zrobić za cudze. Nie, panie Libicki; nikt jej nie pchał portfela – to ona go chciała komuś wyciągnąć i macała po cudzych kieszeniach.
O ileż piękniej byłoby, gdyby go pokochała.
Najśmieszniejsze jest w tym wszystkim doszukiwanie się aspektu politycznego. Bo to nie jest wina PiSu, drodzy posłowie i wielbiciele PO, że w charakterze tej baby nie ma za grosz miłości a jest całe morze egoizmu i zachłanności.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)