black.woland black.woland
66
BLOG

Zbrodnia z Wigilią w tle

black.woland black.woland Rozmaitości Obserwuj notkę 8

 

Fakt posiadania żony implikuje konieczność posiadania Teściów. Ci, oprócz niejasnego wciąż stosunku do mnie, posiadają również inne pozytywne cechy. Jedną z nich jest miłość do działki, którą to działkę, łącznie z miłością do niej, posiadają od bardzo długiego czasu.
Dzisiaj, mimo polarnych warunków, zaistniałych oczywiście wbrew katastrofalnemu ociepleniu klimatu / mróz moi Teściowie przyjmują jako rzecz naturalną i przewidywalną o tej porze roku, gdyż z niezrozumiałych dla mnie przyczyn, polityka ich kompletnie nie zajmuje/, wybrali się Oni o poranku, by nawiedzić działkę swoją w przedświątecznej pielgrzymce. Mimo wczesnej pory odwiedzin nie byli pierwsi. Na terenie działkowym kłębił się wzburzony i podekscytowany tłum właścicieli, którzy pałali żądzą krwi. Miała ona być utoczona z ciał lub ciała nieznanych osobników / osobnika, którzy w dość systematyczny sposób uszczuplili nocą teren działek ze wszystkiego, co tylko przypominało choinki. Nie był / nie byli wybredni: cięli wszystko, co tylko można by wykorzystać na stroik bądź dumne drzewko wigilijne. Przy samej ziemi, piłą, bądź siekierą. Wszystkie maleńkie ogródki zostały okaleczone.
Jako, że działka Teściów znajduje się w centrum, mogę sobie tylko wyobrażać, o czym myśleli i co mówili, gdy, owiani mroźną mgłą niespokojnych oddechów, biegnąc prawie, zbliżali się do tej małej oazy ich ogródkowego szczęścia.
Kilka lat temu, by uświetnić fakt narodzenia się pierwszej wnuczki, zasadzili w środku działki choinkę, która stała w domu podczas świąt. Miała rosnąć wraz z nowym człowiekiem na znak ich, dziadków, wielkiej dumy i radości. I rosła, w cudowny sposób wykorzystując swoją drugą szansę zaistnienia jako wolne drzewo.
A jeśli już o cudach mowa, to do rzeczy. Była. Stała. Gdy dookoła ziemię na terenie ogródków działkowych znaczyły ślady nocnej grabieży w postaci połupanej kory i smutnych pniaczków, choinka moich Teściów stała dumnie wyprostowana. Brakowało jej tylko dwóch dolnych gałązek. Oprawca- złodziej zraził się chyba wyjątkowo ostrymi igłami gałązek i pozostawił drzewko w stanie nienaruszonym. Sytuacja ta nie mogła zostać niezauważona przez sąsiadów. Były gratulacje, były też zawistne spojrzenia. Moi Teściowie, po ochłonięciu, miast poczucia wyjątkowości i szczęścia, odczuli strach. Dopomogli im w tym sąsiedzi, pod znakiem zapytania stawiając chwilowe status quo. A jeśli złodzieje wrócą? Co, będziecie tu sterczeć do u…….nej śmierci i pilnować?!
Sytuacja nabrzmiała. Działając w porozumieniu, Teść przyciął wierzchołek choinki, pozbawiając ją naturalnej atrakcyjności, Teściowa zaś zawiesiła na gałązkach kartkę świąteczną o następującej treści: „Niechaj Ci ręce uschną, jeśli odważysz się ją ponownie tknąć”. Po wykonaniu tych czynności wrócili do domu i zawiadomili telefonicznie moją żonę o wszystkim.

Opisując to wszystko nie mogę opędzić się od natarczywej myśli, że gdzieś tam, w wigilijny wieczór, przy skradzionych z tych ogródków działkowych choinkach uśmiechnięci ludzie będą ściskać z miłością swoje dzieci, nucąc z lubością słowa: „nie było miejsca dla Ciebie….”.

 

  Zasługują na Prawdę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Rozmaitości