Dodajmy, że w tym świecie najcenniejszym towarem są informacje o tym co się dzieje za granicą. Jedynym źródłem takowych są paczki zrzucane przez drewniane białoruskie dwupłatowce, które przedzierają się przez obronę przeciwlotniczą. Oficjalnie w kraju panuje demokracja, a mur wokół granicy służy zatrzymaniu napływu nielegalnych imigrantów z zachodu, skuszonych naszym pięknym krajem. Temu służą również uzbrojeni strażnicy, patrolujący 3 km pas ziemi pod murem.
Teraz wyobraźmy sobie do tego wszystkiego, że w kraju panuje monarchia, teoretycznie demokratyczna. Praktycznie rządzi oligarchia skupiona w partii, a kraj umiera pod jarzmem totalitaryzmu. Wszyscy są inwigilowania, po ulicach chodzi wojsko uzbrojone w broń szturmową. Stolicą Polski został Malbork, w przerobionym zamku krzyżackim rządzi prezydent. Przynajmniej taka jest oficjalna wersja. Dobrze poinformowani, twierdzą, że prezydent wraz z doradcami przebywa na platformie na Morzu Bałtyckim, koło (zbudowanego również tam) muru.
I kluczowa postać: student. Jeden z naprawdę niewielu, od czasu likwidacji 3/4 szkół wyższych. Jest na 3 roku polonistyki. To jeden z niewielu dozwolonych kierunków nietechnicznych. Oczywiście i tak w wypaczonej postaci – pierwsze dwa lata to omawianie i wkuwanie biografii oraz wszystkich dzieł Fryderyka Alberta II. Ale żaden ze studentów nie protestuje, są ogłupienie, wierzą w dobro państwa, czy po prostu nie ujawniają się? Nasz student (nazwijmy go Jacek K.) należy do drugiej grupy. Święcie wierzy w dobro władzy. Mieszka sobie w małym mieszkaniu w Warszawie na ulicy Fryderyka I (dawna Puławska) niedaleko centrum. Jeden pokój, przytulnie urządzony. Całość zawalona książkami z czego większość to dzieła Fryderyka Alberta i o nim. Jacek K. żyje w swoim małym, uporządkowanym świecie, który już niedługo zostanie zburzony. Ale spójrzmy, na biurku leży nic innego jak pamiętnik. Otwarty na dzisiejszym wpisie:
21 lipca 2050
Dzisiaj nauczyłem się do końca CXVI mowy Fryderyka. Lepszego wodza, Polska mieć nie mogła. Gdybym tylko mógł przysłużyć mu się jakoś, pomóc... JK
Jak widać Jacek K nie napisał wszystkiego o czym myślał, zbyt rozległe prowadzenie pamiętnika może wzbudzić czyjeś podejrzenia – nigdy nie wiadomo u kogo będzie rewizja.
W tym momencie student leży na łóżku, uczy się kolejnej mowy. Nagle słychać dźwięk pikującego samolotu, a przez okno wlatuje paczka. Chwilę później słychać mały wybuch, a przez okno wlatują drzazgi. Jacek stanął jak wryty. Wiedział co to znaczy – wpadła do niego paczka z Białorusi. Miał w swoch rękach fortunę. Byli ludzie, którzy daliby mu za to majątek, a on wiedział jak do nich dotrzeć, na uniwersytecie byli tacy, nazywał ich kiedyś wywrotowcami. Mógł im sprzedać paczkę, ale jeśli zostanie złapany, wtedy... Właściwie nie wiedział co wtedy, nikt nie wiedział co się wtedy dzieje. Ale na pewno nic miłego. Toczyła się w nim wewnętrzna walka – z jednej strony oprócz ciekawości co znajduje się w środku chęć zarobienia, z drugiej strach i pokora którą czuł przed władzą. Płynęły minuta za minutą, zegar na ścianie pracowicie odmierzał czas, a nasz student cały czas patrzy na paczkę. Wybiera, który wariant jest najkorzystniejszy, jak to zrobić, aby dowiedzieć się czegoś a propos świata, ale nie wpaść, a przy okazji zarobić. Zdecydował. Wstał, powoli, jakby sztywno ruszył do drewnianego pudełka. Delikatnie podważył wieko. Otworzyło się bez problemu. W środku znalazł parę gazet wydrukowanych co ciekawe po polsku, na pierwszej (New York Times) jego uwagę przykuł nagłówek – Rada Zjednoczonego Narodu obraduje w sprawie pomocy Polsce. Spojrzał głębiej, znalazł tam starsze numery, na jednym z nich (z roku 2010) znalazł informację o podziale świata. Wszystkie kraje świata połączyły się w jeden nazywanty Radą Zjednoczonego Narodu, Polska zaś odłączyła się i odcięła od świata. Nagle jego lekturę przerwało pukanie do drzwi, przerażony wiedział, że zwłoka nic nie da. Szybko wsadził paczkę pod łózko, starał się nie wyglądać na przestraszonego i otworzył drzwi.
cdn




Komentarze
Pokaż komentarze (3)